Kalendarz

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65793
  • Dzisiaj wizyt: 6

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2017

— Można ubezpieczyć auto? — A gdzie tam?!

AXA

W sierpniu nadchodzi moment, kiedy należy zatroszczyć się o ubezpieczenie auta na kolejny rok. Ubezpieczenie nie jest sprawą tanią i dobrze jest porządnie rozejrzeć się na rynku, zanim podpisze się kolejny cyrograf. Oczywiście, dotychczasowa firma ubezpieczeniowa rości sobie prawo pierwo-podpisu, ale najczęściej lepiej jest zrezygnować z jej usług i oddać się w niewolę jakiejś innej.
Ale od początku.
Najpierw w lipcu, właściwie pod jego koniec, dostałem pismo z ubezpieczalni z miłą informacją, że 10-ego sierpnia wygasa mi polisa i wypadałoby ją odnowić. Po dwóch latach bezwypadkowej jazdy i wypracowanej w ten sposób sześćdziesięcioprocentowej zniżce, proponują mi podstawowe ubezpieczenie za €1,600 ze sporym hakiem. Oczywiście, jeśli życzyłbym sobie pełne, są gotowi przedstawić mi kolejną ofertę [czyt. odpowiednio wyższą].
Mając na uwadze, że auto od tamtej pory wartości na pewno nie nabrało, nie zdecydowałem się przystać na taką propozycję. Kwota, którą podali, była o dobre €200 wyższa niż płaciłem rok wcześniej, kiedy zniżek miałem mniej. Wydała [ta kwota] mi się porządnie naciągana i powiadomiłem ubezpieczalnie, że uprzejmie dziękuję ale rezygnuję z ich usług. Infolinia z Belfastu przyjęła wiadomość, a ja zacząłem szukać tańszego rozwiązania.
W międzyczasie, mój dotychczasowy ubezpieczyciel wciąż przysyłał mi listy i emaile zachęcające mnie do pozostania z nim. Kolejny telefon wyjaśnił, że – cytując słowa chłopaka z obsługi klienta: „oni tak zawsze i właściwie to system generuje tę korespondencję automatycznie”.
Odwiedziłem kilka mniej lub bardziej uznanych firm ubezpieczeniowych, powypełniałem formularze na stronach internetowych we wszystkich możliwych konfiguracjach (ja sam, ja sam plus nominowany kierowca, auto obecne, przypuszczalne auto przyszłe, ubezpieczenie częściowe, ubezpieczenie pełne itd.) i wszędzie całkowity koszt polisy, którą byłem zainteresowany oscylował w okolicach tego, co zaproponowała mi AXA. Dla draki postanowiłem wejść na ich stronę i przedstawić się jako zupełnie świeży klient. Wpisałem wymagane dane, pozaznaczałem opcje i kliknąłem: wyświetl ofertę. Ku memu zaskoczeniu, zaproponowano mi bym zapłacił lekko ponad €1,200. Nie wahając się ani chwili, kliknąłem: „kup teraz”.
Innymi słowy, rezygnując z przedłużenia obecnego ubezpieczenia i kupując całkiem nowe w tej samej firmie (pozostając jednak ubezpieczonym na tych samych warunkach, co wcześniej) zaoszczędziłem €400, a €400 piechotą nie chodzi.
Na koniec dostałem jeszcze dziękczynnego emaila, w który poproszono mnie, żebym dostarczył (wysłał pocztą bądź przedstawił osobiście w najbliższym oddziale) certyfikat jazdy bezwypadkowej, a następnie zalogował się na swoje konto w MyAxa.ie i bezpośrednio stamtąd wydrukował sobie dysk z informacją o aktualnej polisie.
Podjechałem do najbliższego oddziału dzielnie dzierżąc w dłoni papier, na którym stało, że od dwóch lat w nikogo i nic nie przydzwoniłem i że te sześćdziesiąt procent zniżki nie wzięło się znikąd. Wszedłem, poczekałem chwile, usiadłem przed panią zza biurka, przedstawiłem swoją sytuację i usłyszałem: „A po kiego… rezygnowałeś i kupiłeś nowe ubezpieczenie?”. „Cena”, uśmiechnąłem się. Pani spojrzała w komputer, później po raz drugi i mina jej zrzedła. Niechętna i wyraźnie poirytowana, postukała chwilę w klawiaturę i z wyrazem największej dezaprobaty, na jaką było ją stać odburknęła: „odnośnik do dysku z ubezpieczeniem znajdziesz na swojej skrzynce email, teraz wypad”.
Wróciłem do domu, spróbowałem zalogować się na MyAxa.ie, no ale… Ale logowałem się na MyAxa.ie wykorzystując mój standardowy adres email przy okazji poprzedniego ubezpieczenia, a zatem automatycznie przekierowało mnie na konto tamtej polisy. Kiedy spróbowałem zarejestrować się ponownie wykorzystując numer nowej polisy, wyświetlił mi się komunikat, że adres email, którego próbuję użyć, znajduje się już w ich bazie danych. Kiedy wpisałem inny adres email, komunikat krzyknął, że „ten [alternatywny] adres email nie koresponduje z numerem nowej polisy”. Wydało mi się, że utknąłem w martwym punkcie.
Dla pewności zadzwoniłem ponownie na infolinię, ale tam usłyszałem, że wystąpił konflikt kont w systemie MyAxa.ie i że właściwie, to powinienem nie zmieniać numeru polisy, bo oni to nie bardzo mogą usunąć moje poprzednie konto, a z drugiej strony zdają sobie sprawę, że ja nie będę mógł zalogować się na nowe konto i w ogóle, to ciężka sytuacja.
Stanęło na tym, że wysłałem im prośbę o przesłanie dysku pocztą, a jeśli ten nie pojawi się w najbliższych dniach, podskoczę do tej niemiłej pani zza lady w tutejszym oddziale i postaram się poprosić, żeby łaskawie wydrukowała mi potrzebny papier.

Wpis: 1 534.

Z branży paliwowej do małej gastronomii

re.store

Miała nastąpić zmiana i tak się stało. Parę tygodni temu zamknięto sklep. Po dziesięciu dniach otworzono ponownie. I parę rzeczy się zmieniło.
Centrala stwierdziła, że zmienimy nazwę (na razie na Re.Store, docelowo na wspominane już Circle K). Oprócz tego poszerzono asortyment (pogubić się można). I dodano serwowanie ciepłych posiłków (na tę chwilę – hod-dogów). I w nich leży pies pogrzebany.
W chwili, kiedy okazało się, że sklep zostanie wyposażony w stoisko z hot-dogami zaczęły pojawiać się wątpliwości: przyjdzie osoba odpowiedzialna tylko i wyłącznie za te hot-dogi? będzie pracować od rana do nocy? hot-dogi będą serwowane w konkretnych godzinach a w pozostałych klient będzie mógł obejść się smakiem? albo, nie daj Boże, dotychczasowa ekipa stanie się odpowiedzialna za te hot-dogi? czyli, osoba, która otwiera sklep, uruchamia także podawanie hot-dogów i osoba, która zamyka sklep serwuje je do samego końca? Pytań było wiele. Tym żyliśmy (Joanna i Irena, ja, Gránnie’a i Brygida /oraz nowozatrudniona Lorraine/). Pierwsze wątpliwości rozwiała centrala wysyłając nas w połowie lipca na szkolenie z przygotowywania rzeczonych hot-dogów.
Pojechaliśmy zwartą ekipą do pobliskiego Athy. Wdzialiśmy czepki, fartuchy, rękawiczki i te siatki na włosy i zostało nam pokazane jak podgrzać kiełbasę na hot-doga (położyć na rozgrzanym blacie), jak podgrzać bułkę (wcisnąć w rozgrzany opiekacz) i jak przyozdobić sprzedaż (dekorując pomidorem, tartym żółtym serem, plasterkiem pepperoni lub /przepis przyszedł z Niemiec/ kapustą kiszoną (sic!) /kapustą kiszoną? w Irlandii? w hot-dogu, którego nazwa brzmi: “Currywürst”? Średnio).
W każdym razie, po przeszkoleniu odesłano nas z powrotem. Zmiany w naszym sklepie dobiegały końca i kiedy nastał pierwszy dzień po wznowieniu działalności, Joanna mnie oddelegowała na pierwszy ogień.
Między siódmą a jedenastą wieczorem ogarniałem sklep. Ze względu na efekt nowości, miejsce było oblegane a hot-dogi cieszyły się popularnością. Pierwszej nocy, ćwicząc niejako na klientach i ucząc się proporcji etc., sprzedałem –naście przysmaków rodem z nowojorskich ulic bądź amerykańskich stadionów (plus Currywürstów, których – cholera – nie spróbowałem parę tygodni wcześniej w Berlinie).

PS

Po skończonym dniu, kiedy nie uda mi się sprzedać wszystkich kiełbas, mam wybór: wyrzucam albo biorę do domu. Zwykle wybieram drugą opcję. W związku z tym, od dwóch tygodni domostwo karmione jest czterema rodzajami grillowanych parówek.

Wpis: 1 533.