Kalendarz

Czerwiec 2016
P W Ś C P S N
« kwi   lip »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65793
  • Dzisiaj wizyt: 6

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2016

Walczak 2k16

Dzień 13,515.
Wpis: 1 517.

Wideorozmowa kwalifikacyjna

Amy dzwoniła w czwartek, dzwoniła w piątek, później w poniedziałek, zawsze z tym samym pytaniem: „Piotrek, dlaczego jeszcze nie skończyłeś tego ostatniego etapu rozmowy kwalifikacyjnej?”. Wymyślałem byle wymówkę. W końcu pomyślałem sobie, że nie ma sensu odkładać tego w nieskończoność. Skoro tyle razy Amy mnie nagabuje, wypadałoby, choćby z uprzejmości, zalogować się wreszcie na stronę agencji łowców głów i dokończyć tę rozmowę. Spróbowałem.
Za pierwszym razem wyręczył mnie komputer, który pamięta czasy Briana Śmiałego i zdecydował się zawiesić na wprowadzeniu, zanim rozmowa na dobre zaczęła się.
Za drugim razem, przezornie, powyłączałem wszystko, co działało w tle, uruchomiłem tylko jedną kartę w Operze i udało mi się przebrnąć przez film instruktażowy, na którym miły głos opowiadał o tym, jak będzie przebiegać taka rozmowa. Miałem usiąść wygodnie przed komputerem, uśmiechnąć się do kamery a na ekranie miało pojawić się pytanie, na przeczytanie którego miałem mieć minutę, później miała włączać się kamera i moja odpowiedź na wcześniej przeczytane pytanie miała być rejestrowana i na koniec wysyłana do agencji. W teorii, przeczytawszy pytanie szybciej niż w minutę, miałem móc przejść do nagrywania, a jeśli skończyłbym odpowiedź wcześniej, niż we wyznaczonym przez agencję czasie, miałem mieć możliwość przerwania nagrywania. Przystąpiłem do zabawy.
Na ekranie pojawiło się pierwsze pytanie. Przeczytałem w trymiga i chciałem przejść do nagrywania swojej odpowiedzi. Tu komputer, kolega Briana Śmiałego, wywinął mi psikusa. Przycisk „dalej nie działał”. Trudno, pomyślałem, poczekam. W takim wypadku minuta, szczególnie, kiedy na ekranie widać odliczanie, trwa stanowczo za długo. Ale udało się. Z trudem, bo z trudem uruchomiło się nagrywanie i odczekawszy sekundę bądź dwie, zacząłem odpowiadać. Skończyłem na minutę przed końcem wyznaczonego czasu. I znowu to samo. Kolega Briana, wszelkim przyciskom przeciwny, nie pozwolił mi na przerwanie nagrywania. Gapiłem się w kamerę, jak kretyn uśmiechając się sztucznie. Nie sądzę, żeby wyglądało to dobrze. I tak z dziewięcioma pytaniami.
Same pytania były standardowe: „Dlaczego chcesz dla nas pracować?” albo: „Jakie są twoje mocne strony?” itp., ale trafiły się dwa dość zabawne. Najpierw: „Czy znasz wszystkie telefony, aplikacje i media społecznościowe?”. Odezwało się wtedy we mnie dawne zboczenie zawodowe i przewrażliwienie na kwantyfikatory (może i nie przepadałem za logiką, ale coś tam z tyłu głowy zostało po tym całym stresie, kiedy próbowałem ją ogarnąć). I, choć bardzo chciałem, nie mogłem się powstrzymać i powiedziałem, że wszystkich (telefonów, aplikacji czy mediów społecznościowych) na świecie to może nie znam, ale z paroma to i owszem, jestem zapoznany. Inne rozbroiło mnie jeszcze bardziej: „Gdzie spotykałeś się z trudnymi / uciążliwymi ludźmi?”. No jak to gdzie? Na każdym kroku, wystarczy, że przekroczę próg własnego pokoju. Ludzie są na ogół trudni / uciążliwi. Paradoksalnie nad tym pytaniem musiałem zastanawiać się najdłużej.
Na koniec, po ostatnim pytaniu, kiedy mogłem nagrać pozdrowienia dla rodziców, brata i znajomych, powiedziałem tylko, że czułem się dość dziwnie mówiąc do kamery i wiedząc, że po drugiej stronie nikogo nie ma i przeprosiłem za kolegę Briana, który spowodował, że przy każdym pytaniu około minuty wpatrywałem się milcząco w kamerę z tępym uśmiechem na twarzy.
Plus jest taki, że przy okazji tej rozmowy wideo dowiedziałem się, do jakiej w ogóle firmy złożyłem papiery. Tzn., ostatnimi tygodniami przeszła przeze mnie wielka fala, która spowodowała potrzebę wysyłania CV gdzie popadnie (w tym do Polski czy Hiszpanii (sic!), nie zapisując sobie nazw firm, czy stanowisk, i do końca nie byłem pewien, kim chciałem dzięki tej rozmowie zostać.
Wpis: 1 516.

Może będę tłumaczem? Tak dla odmiany

Jest sobie ładny, irlandzki dzień. Spoglądam za okno, spoglądam w komputer, przeglądam pocztę i zaglądam w tzw. SPAM. A tam widzę e-maila od polskiej firmy tłumaczeniowej. Odpisuję, bo co się będę. W końcu, w IE przez jakiś czas bawiłem się w tłumaczenia. Chodziłem do Szpitali, na Policję, do Sądów… W ten sposób ćwiczyłem się w dwóch językach. Zabawa była przednia i bardzo mi się to podobało. Poza przyjemnością, nabierałem pewnego doświadczenia. Było fajnie. I teraz, wracając do tego e-maila, odpisałem i w ramach odpowiedzi przeczytałem: „przedstaw się i poświadcz coś o sobie”. Postaram się, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Wpis: 1 515

Jak Walczak został komentatorem piłkarskim

W pewnym momencie, ni stąd ni zowąd, zostałem na Twitterze poproszony o opinię nt Polaków na mistrzostwach Europy. Nie zastanawiałem się długo i skrobnąłem parę słów. Co mi szkodzi. W ten sposób stałem się „korespondentem”.
Wpis 1 514.

Polowanie na dom do wynajęcia trwa

Nie jest lekko.

Niemal każdy dzień zaczynamy od przeglądania ogłoszeń z domami do wynajęcia i coraz wyraźniejszego weryfikowania naszych oczekiwań. Zaczęło się od pewnej kwoty czynszu i lokalizacji w Portlaoise, w tej chwili kwestia czynszu i umiejscowienia właściwie przestała się liczyć. Jak by tego było mało, jeden z nas wkrótce leci na kilkutygodniowe wakacje i może okazać się, że decyzję będziemy musieli podjąć na telefon.

Pozostały jeszcze dwa tygodnie (w porywach do czterech) a nowego domu jak nie było, tak nie ma.
Oglądaliśmy jeden na Fairgreen, ale był średni.
Oglądaliśmy jeden nieopodal starego Dunne’s Store’a, ale nie dość, że był średni, to wymagali od nas referencji, zaświadczeń o zatrudnieniu i całej masy innych papierów.
Rozmawialiśmy z pewną agencją, ale ponieważ jeden z nas jest w tej agencji spalony, nie ma większych szans na przychylność z ich strony.
Pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka (o ile Portlaoise jest Końcem Końca Światów, to to miasteczko było jeszcze większym końcem), ale jeden dom nie nadawał się do zamieszkania ze względów estetycznych, a drugi miał tak „nie-meblowalny” rozkład, że nie było szans pomieścić w nim trzech chłopa.
Odwiedziliśmy jeszcze dom na Killminchy, tyle tylko, że chrapkę na niego miała także pewna rodzina i właścicielka domu mając do wyboru nas, a z założenia sprawiającą mniej kłopotów rodzinę, zdecydowała się więcej do nas nie odezwać.

Poza oficjalnymi kanałami, poszukujemy też po znajomości. I tak, jeden z nas dogadał się ze swoimi znajomymi, którzy mieszkają paręnaście kilometrów od Portlaoise w wystarczająco dużym domu, że gdyby nie udało nam się znaleźć niczego do połowy / końca czerwca, to moglibyśmy u nich przebunkrować się trochę dopóki coś się nam nie trafi.
Ci sami znajomi poinformowali, że niedaleko nich jest osoba, która chciałaby wynająć dom, ale nigdzie się nie ogłasza. Ci znajomi mieli nas z tą osobą skontaktować, ale jak na razie to się jeszcze nie stało.
Do tego dochodzi sytuacja, w której jeden z nas ma wziąć się za remont innego domu pod wynajem i jest po słowie, że po remoncie ma być pierwszy w kolejce do tego domu. Sęk w tym jednak, że nie wiadomo kiedy ten remont miałby się rozpocząć i — co ważniejsze — kiedy miałby się zakończyć.

Z ostatnich informacji, znajoma nagrała nam spotkanie ze swoją sąsiadką, która ma się wkrótce wyprowadzić. Skontaktowaliśmy się z landlordem tej sąsiadki, z samą sąsiadką i w poniedziałek idziemy oglądać kolejny dom. Niestety, także i w tym przypadku, nie wiadomo kiedy ta sąsiadka miałaby się wyprowadzić i kiedy dom byłby gotowy do zamieszkania.

Sytuacja jest dynamiczna i ciężko stwierdzić, gdzie będziemy mieszkać za miesiąc.
Wpis: 1 513.