Kalendarz

Grudzień 2015
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65232
  • Dzisiaj wizyt: 7

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2015

Chcesz wrócić na rynek pracy, tak? Nie ułatwimy ci tego. — Social Welfare Office

Po rozmowie kwalifikacyjnej i usłyszeniu warunków (których spodziewałem się, w końcu spędziłem w XV rok i nie sądziłem, że wiele zmieniło się w kwestiach formalnych), na jakich miałbym wrócić do XtraVision, powiedziałem Andy’emu (nowemu menadżerowi): „Wszystko ładnie, pięknie, ale najpierw muszę skontaktować się z Socjalem (Opieka Społeczna). Z tego, co mówisz, Andy, może okazać się, że podejmując pracę będę dostawać mniej pieniędzy (praca w niepełnym wymiarze godzin) niż gdybym pozostał bezrobotny”. Andy pokiwał ze zrozumieniem głową i zapewnił, że miejsce dla mnie ma i poczeka te parę dni, aż uporam się z irlandzką biurokracją.

Poszedłem do Socjala i przedstawiłem swoją sytuację: „Nie wiem ile dni w tygodniu będę pracować ani nie wiem ile godzin tygodniowo będę pracować. Prawdopodobnie w okresie przedświątecznym zarobkami zbliżę się do kwoty, którą otrzymywałem od rządu irlandzkiego, ale kiedy ten okres minie, może okazać się, że na rękę będę dostawał o wiele mniej. Bardzo chciałbym wrócić na rynek pracy, ale jedynie pod warunkiem, że nie stracę na tym finansowo”.
Miła pani w Socjalu uśmiechnęła się i powiedziała: „Nic się nie martw chłopak. Idź do pracy. Wypełnij ten papier, wpisz swoje uśrednione zarobki oraz godziny pracy i wtedy naliczymy ci, czy przysługuje ci wyrównanie ze strony rządu”.

Niepewności było wiele.
Po pierwsze, zgodnie z tym, co jest napisane na oficjalnych stronach rządowych, jeśli podejmuję pracę, tracę prawo do zasiłku. To zrozumiałe. Sęk w tym, że wiedziałem, że o ile na początku powinienem dać sobie radę, tak po świętach zaczną się schody. Zostałem uspokojony, że przez trzy miesiące nie skreślą mnie z listy bezrobotnych i gdyby powinęła mi się noga, bezboleśnie wracam na zasiłek. Jeśli jednak będę pracował dłużej niż dwanaście tygodni, wtedy wykreślają mnie z listy i muszę ponownie składać podanie i czekać na decyzję — od sześciu do dziewięciu tygodni. Prosta kalkulacja i wiem, że przez góra dwanaście tygodni muszę zarobić tyle, żeby przez kolejne dziewięć [tygodni] mieć na czynsz, rachunki, jedzenie i picie. Niewykonalne.
Po drugie, podejmując zatrudnienie, tracę przywileje, tj. dopłatę do rachunków za energię (dopłata stanowi dość pokaźną część kwoty, którą co dwa miesiące płacę dostawcom prądu czy gazu) a także tracę przedświąteczny bonus, który państwo funduje ludziom przebywającym na bezrobociu. To również zrozumiałe, tym niemniej w dniu, w którym rozpoczynam pracę, lekką ręką rezygnuję z pokaźnej sumy, która – jakby nie patrzeć – pomagała w codziennym funkcjonowaniu na Zielonej Wyspie. Ciężka decyzja, ale zdecydowałem się zaryzykować zdając sobie sprawę, że nie będzie łatwo.
Dalej — przeglądałem stronę Socjala i wyczytałem, że jeżeli będę pracował nie więcej niż trzy dni w tygodniu (niezależnie od tego, na ile godzin dziennie szedłbym do pracy), rząd będzie dopłacał mi do pensji. „Fajnie” pomyślałem. Problem w tym, że przed świętami raczej nie będę pracował nie więcej niż trzy dni w tygodniu, a raczej na pewno będę pracował więcej, więc na dopłaty nie mam co liczyć. Myślałem sobie jednak, że skoro po świętach sielanka skończy się, wtedy będę mógł liczyć na to, że skapnie mi coś od państwa irlandzkiego.
Było też inne wyjście — jeżeli nie pracowałbym więcej niż dwadzieścia cztery godziny w tygodniu, mógłbym załapać się na tzw. Plan Pomocy Osobom Pracującym w Niepełnym Wymiarze Godzin. Poszedłem do Socjala i zapytałem się o ten plan. Tym razem od niemiłej pani usłyszałem: „Taktak, chłopcze, ale jeśli zdecydujesz się na ten plan, to po pierwsze: nie wolno ci przekroczyć tychże dwudziestu czterech godzin w tygodniu (raz przekroczysz i zostajesz z niczym), po drugie: ten plan działa jedynie przez rok (po roku zostajesz z niczym)”. Brzmiało zachęcająco, prawda? Szczególnie, że dobrze wiedziałem, że w okresie przedświątecznym tych godzin będzie więcej niż dwadzieścia cztery (jak się okazało, średnio dwadzieścia pięć).
Wreszcie, po czterech tygodniach pracy, wypełniłem formularz, który dostałem na samym początku. Wpisałem wymagane informacje i zaniosłem do Socjala. Dwa dni później dostałem list, w którym wyczytałem, że żadna dopłata za ten okres mi się nie należy (nie było to zdziwienie, w końcu nie spełniałem podstawowego kryterium, czyli pracowałem więcej niż trzy dni w tygodniu), ale co zdziwiło mnie bardziej, w liście przedstawiono wyliczenia, na podstawie których podjęto taką decyzję, a wyliczenia te bazowały na kwocie netto, która — i tu zaskoczenie — była wyższa niż kwota brutto. Nie jestem finansistą, ale sprawdzałem tydzień w tydzień konto w banku i dobrze wiem, że nie pojawiało się tam tyle Euro, ile wyliczył Socjal. Napisałem odwołanie i czekam na rozpatrzenie. Jest to o tyle ważne, że od kwoty netto oblicza się to, co odejmuje się później od ewentualnej dopłaty w przypadku, gdybym zaczął spełniać podstawowe kryterium).
Na dodatek okazało się, że księgowość XV przelewała mi na konto wypłatę pomniejszoną o tzw. Emergency Tax. Tzn., założyli, że jestem w grupie osób, od których pobiera się najwyższy podatek i w związku z tym tydzień w tydzień zabierali mi dość pokaźną kwotę. Kiedy zadzwoniłem do Revenue (Urząd Skarbowy) zaniepokojony tą sytuacją dowiedziałem się tylko, że powinienem był zadzwonić pierwszego dnia, wtedy Revenue przesłałoby księgowości XV moje dane i dostawałbym rzeczywistą wypłatę. Na nieszczęście mojego portfela, zadzwoniłem w drugiej połowie grudnia (czas na wykonanie tego telefonu był do dziesiątego grudnia, spóźniłem się kilka dni) i już nic nie dało się zrobić jeśli chodzi o rok 2015. Zostałem zapewniony, że w roku 2016 wszystko już będzie OK., a za rok poprzedni będę mógł ubiegać się o zwrot nadpłaty podatku, który to zwrot, jeśli zostanie pozytywnie rozpatrzony, potrwa kolejnych cztery do sześciu tygodni.
A to jeszcze nie koniec. Teraz, tydzień w tydzień, muszę dostarczać do Socjala druk, na którym zaznaczam, w które dni pracowałem a w które nie — a dokładniej, za które dni mi zapłacono, a za które tego nie zrobiono. I wydawałoby się, że to prosta sprawa: jeśli odbijam kartę w zakładzie, tzn. pracuję, tzn. płacą mi. Jeśli tego nie robię, nie pracuję, nie płacą mi. Ale nie. W Irlandii są tzw. Bank Holiday’e. Jest to dzień wolny od pracy, ale płatny. Wypłatę za ten dzień wylicza się na podstawie średniej dniówki. Jeśli ktoś ma umowę na osiem godzin dziennie, to za Bank Holiday, mimo iż nie jest wtedy w swoim miejscu zatrudnienia, otrzymuje wynagrodzenie za osiem godzin. Co innego, gdy ktoś pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Wtedy uśrednia się godziny z ostatnich czterech tygodni i na ich podstawie wylicza ile takiemu pracownikowi się należy. Pojawia się pytanie, czy w takim razie, na formularzu z Socjala, powinienem zaznaczyć Bank Holiday (jak chociażby dzień wczorajszy, czy drugi dzień świąt), jak dzień pracujący czy niepracujący. Miła pani z Socjala nie była do końca przekonana (a to akurat dla mnie istotne, bo jeśli zaznaczę, że pracowałem, to wyjdzie, że byłem więcej niż trzy dni w tyg. w pracy – nici z dopłaty, a jeśli nie zaznaczę, to być może rząd irlandzki podzieli się ze mną pieniędzmi podatników).

I tak, stanęło na tym, że XV płaci mi mniej niż gdybym pozostał na zasiłku, a będzie płacić jeszcze mniej teraz, po świętach. Nie mam pewności, czy tę różnicę wyrówna czek z Socjala. Nie mam pojęcia czy wciąż będę dostawał dopłatę do rachunku za gaz i prąd. I niby „pieniądze to nie wszystko, ale bez pieniędzy wszystko…”.

Sam nie wiem, może powinienem był pozostać na zasiłku.
Wpis: 1 507.

Sześć tygodni w nowym-starym miejscu pracy

Minęło parę tygodni od powrotu do pracy w branży rozrywkowej i mogę napisać kilka słów podsumowania. Przy okazji, muszę zastrzec, że bez porównań do pierwszej przygody z Xtra-Vision się nie obejdzie.

Po pierwsze, CV do Xtra-Vision wysłałem, bo wysyłałem CV wszędzie. Miałem założenie, że będę wysyłał przynajmniej jedno dokądkolwiek i kiedy XV pojawiło się na liście miejsc oferujących pracę, również i tam się zgłosiłem (nie licząc jakoś zbytnio na angaż, jak w przypadku i innych firm, do których zgłaszałem się). Zaprosili mnie na rozmowę, która okazała się nieco groteskową wymianą doświadczeń i wspomnień i zaproponowali dokładnie takie samo stanowisko i na takich samych zasadach, jak w maju 2006-ego roku.
Po drugie, jak już pojawiłem się w sklepie, ekipa nie do końca wiedziała jak mnie traktować. Z jednej strony byłem „młody”. Dopiero co przekroczyłem drzwi i zostałem wpisany na listę płac. Z drugiej strony, miałem za sobą rok doświadczenia, co sprawiało, że nie byłem tak do końca „młody”. W firmie pracują osoby, które mają krótszą przygodę z XV. Z tego powodu odczułem, że spodziewano się po mnie, że wszystko będę wiedział, łapał w mig i służył radą. Tak nie było. Koniec końców, trochę się przez te parę lat pozmieniało.
Przede wszystkim zmienił się nieco profil XV. Choć wciąż w głównej mierze jest to wypożyczalnia filmów (wcześniej wideo, później DVD teraz DVD i BluRay) i gier, to także jest to sklep z tymiż filmami i grami ale doszła cała masa upominków w postaci kubków, zeszytów i wszelkiego rodzaju pamiątek związanych z filmami wchodzącymi na rynek i — tak na dodatek — minibar, w którym można kupić słodycze, napoje czy prażoną kukurydzę (ta prażona kukurydza, z początku, przyprawiała mnie o mdłości — ciągłe przebywanie w pomieszczeniu wypełnionym zapachem świeżo zrobionej albo dopiero robiącej się kukurydzy). Zdecydowano się za to odejść od elektroniki i z telewizorów, odtwarzaczy, aparatów fotograficznych etc., pozostały jedynie telefony i konsole do gier wraz z akcesoriami.
Dalej, zamieniono antyczne komputery obsługujące kasę i pracujące jeszcze chyba pod kontrolą systemu ADA na takie, które pracują na nowoczesnych Windowsach XP i obsługują ekran dotykowy (mało responsywny, jak się okazało). Doszły nowe funkcje, których nie było niemal dekadę temu, a tych które były już wtedy, musiałem uczyć się od nowa (w końcu, kto pamiętałby niuanse sprzed ośmu- dziewięciu lat).

Tym niemniej, parę rzeczy pozostało niezmienionych, i tak:
— W firmie wciąż pracuje Daniel, choć w tym okresie zdążył awansować o jedno stanowisko.
— Centrala ciągle ustala z dupy z Excela wzięte cele sprzedażowe, które nijak się mają do rzeczywistości.
— Centrala przysyła muzykę, która ma być grana w firmie (wcześniej przysyłała wskazówki, które CD ma być promowane; teraz wgrywa na serwer zapętloną listę utworów, która gra cały, cały czas aż do porzygania pracowników).
— Praca dalej polega na przestawianiu okładek (CD, DVD, BR) z miejsca na miejsce i niezadawaniu pytań, czy kwestionowaniu sensowności takich posunięć oraz na obsłudze klienta.
— Irlandzka klientela nadal jest miła i wyrozumiała z odosobnionymi wyjątkami.
Wpis: 1 506.