Kalendarz

Grudzień 2014
P W Ś C P S N
« lis   sty »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2014

Muzeum Powstania Warszawskiego płonie…

Muzeum Powstania Warszawskiego, fot. A. Zawada, AG Fot
fot. A. Zawada, AG Fot

…usłyszałem czyjś głos mówiący do telefonu zaraz przed tym, jak awaryjnie pozamykały się wszystkie drzwi i okna szpitala, z którego właśnie chciałem wyjść. Przez szklane wyjście widziałem, że przed szpitalem każdy pojazd zatrzymał się, a ludzie, którzy znajdowali się na zewnątrz informowali się nawzajem.
W szpitalu byłem wraz ze znajomym odwiedzić jakąś panią. Nie wiedzieliśmy, w której jest sali i poszliśmy spytać się recepcjonistki, bardzo atrakcyjnej ale z trudnym charakterem. Była typem kobiety, która wszystko wie najlepiej. To nie była najlepsza postawa głownie ze względu na to, że mój kolega ma dość silnie rozwinięty temperament polemiczny i już po pierwszym pytaniu wiedziałem, że nie będzie łatwo.
I nie było. Niemal każde nasze zapytanie było kwitowane patrzeniem z góry i odpowiedzią, której daleko było do konkretnej.
Zajęło to jedynie kilka chwil, żeby znajomy nie wytrzymał, odpyskował trzymając poziom atrakcyjnej recepcjonistki i poszedł do innego okienka. Ja próbowałem dalej, ale utknąłem na wypełnianiu jakichś formularzy wizyty. Wszystko, co wpisywałem, okazywało się być wpisane nie w to miejsce, co trzeba i zabawę zaczynałem od nowa. Za mną zdążyła zebrać się kolejka i stojąca tuż po mnie pani, widząc moją formularzową nieporadność, postanowiła załatwić w tym czasie swoje zapytanie. Ale nienienie, nie z tą recepcjonistką. Również była zmuszona przyznać wyższość swojej rozmówczyni.
Zawołał mnie kolega i powiedział, że pani, której szukamy jest w budynku D, w sali 15, i że do tego budynku jedzie się busem regularnie kursującym po terenie szpitala i że taka wycieczka kosztuje „piątaka” w jedną stronę. Pojawił się problem, bo żaden z nas nie miał ekstra „piątaka”, ale postanowiliśmy się przejść.
Kiedy wyszliśmy przez pierwsze drzwi i zbliżaliśmy się do drugich, usłyszałem czyjś głos mówiący do telefonu…

Wpis: 1 475.

O tym jak Walczak nieomal został pracownikiem społecznym

W ostatnich tygodniach ścigały mnie Intreo i DSP. Ich akcja spowodowała, że zdwoiłem częstotliwość wysyłania CV. Rozsyłałem gdzie popadnie. Głównie chodziło o to, żeby mieć „papier”. Nie przywiązywałem większej uwagi do tego dokąd czy na jakie stanowisko się zgłaszam. Działałem czysto pro forma.
Po pewnym czasie, po załatwieniu spraw zarówno z Intreo jak i z DPS przestałem się tym interesować. Aż do momentu, kiedy dostałem pewien list.

Przyszedł z Irlandzkiego Stowarzyszenia Alzheimera. Oczywiście nie pamiętałem, że i tam się zgłaszałem (wykluczyć nie mogłem: zasada była właściwie jedna — wysyłam wszędzie).
Stowarzyszenie zapraszało mnie na rozmowę kwalifikacyjną.
Sam list nie brzmiał ani obiecująco, ani deprymująco; intrygujący był natomiast dopisek: „Stanowisko administratora w pododdziale ds. Przemocy w Rodzinie”.

Zastanowiło mnie to trochę, ale chwilę później pomyślałem sobie, że „biurwa” to „biurwa” i odbieranie telefonów, przeglądanie korespondencji, pisanie raportów w Wordzie czy wpisywanie liczb w Excelu wszędzie wygląda mniej więcej tak samo. Na rozmowę poszedłem.
Chwilę zajęło mi znalezienie odpowiedniego miejsca (Irlandia ma to do siebie, że domy często nie mają numerów, a jedynie nazwę — w tym przypadku Old Parochial House — przez co Google nie razi sobie z tym i choć Portlaoise nie jest wielkie, nie miałem pojęcia gdzie znajduje się siedziba Irlandzkiego Stowarzyszenia Alzheimera w tym miasteczku), później jeszcze chwilę zanim zostałem poproszony do pokoju, w którym przeprowadzano rozmowę o pracę; w końcu wszedłem.
Zostałem przywitany ze wszystkimi należnymi uprzejmościami i zaczęto zadawać mi pytania.
Kim jestem, co robię, co robiłem…
Wreszcie jedna z osób przeprowadzających ze mną tę rozmowę zapytała się, jak widzę siebie na stanowisku kogoś, kto na co dzień może mieć do czynienia z kobietami (podobało mi się, mając na uwadze jak panicznie w Polsce reaguje się na słowo „gender”, kiedy usłyszałem, że organizacja choć stawia siebie po feministycznej stronie konfliktu(?), to jest to strona feministyczna-feministyczna, a nie gender-feministyczna(?); musiałem panować nad sobą żeby nie uśmiechnąć się mimowolnie; nie mam przecież pojęcia czym jest feministyczne-feministyczne spojrzenie na przemoc wobec kobiet, a czym gender-feministyczne), które doświadczają przemocy w rodzinie i w ogóle jak zdefiniowałbym pojęcie przemocy w rodzinie.
Temat dla mnie całkowicie obcy. Nigdy nie miałem styczności z przemocą w rodzinie, nie miałem znajomych, którzy mieliby takie doświadczenia, na temat agresji wiem tyle, ile dowiedziałem się z filmu Pręgi. Tym niemniej, z właściwą sobie nieszczerością, wymieniłem frazesy, które przeszły mi przez głowę przyjmując poważny wyraz twarzy.
Przyszła kolej na pytania z mojej strony. Zadałem kilka oczekiwanych i przyjętych z uważnym kiwaniem głowami pań, które ze mną rozmawiały, po czym usłyszałem niemal sakramentalne: „Odezwiemy się do ciebie”. Wyszedłem.

Wnioski:
1) Tak, wysyłałem CV gdzie bądź, ale nie wysłałbym na stanowisko kogoś, kto ma być doradcą kobiet mających problemy z przemocą w rodzinie;
2) Tak, byłem zaskoczony tym, że jako „administrator” miałbym mieć codzienny kontakt z takimi osobami (liczyłem na typowego „biurwę” schronionego za monitorem, kontaktującego się z ludźmi za pomocą emaila czy telefonu);
3) Tak, nie spodziewałem się, że Irlandzkie Stowarzyszenie Alzheimera weźmie w ogóle pod uwagę moją kandydaturę, zważywszy na to, co mam powpisywane w CV;
4) Nie, nie mam pojęcia co zrobię, jeśli rzeczywiście odezwą się do mnie. Z pewnych powodów odmawiać nie powinienem, z drugiej strony doskonale wiem, że to nie jest zajęcie dla mnie i nie chciałbym wdepnąć w coś, co tylko spotęguje moją stale obecną frustrację;
5) Tak, podjęcie się takiego wyzwania, nawet nie dającego satysfakcji, zamknęłoby przerwę w mojej „karierze zawodowej”.

Wpis: 1 474.