Kalendarz

Listopad 2014
P W Ś C P S N
« paź   gru »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66559
  • Dzisiaj wizyt: 8

Miesięczne Archiwa: Listopad 2014

Odchamianiesię, wersja kinowa

Interstellar

Od kilku dobrych tygodni, każda przerwa reklamowa w irlandzkim radiu rozpoczynała się zaproszeniem na film Interstellar. Na przestrzeni tych kilku lat spędzonych na Zielonej Wyspie, nie pamiętam drugiej, tak agresywnej, intensywnej kampanii. Ta była prowadzona na tyle nachalnie, że wreszcie zdecydowałem się pójść do kina i mieć już ten film za sobą. Dzisiaj poszedłem.

Obraz rozczarował. Przede wszystkim był niemiłosiernie długi. Mógł się obyć bez połowy scen i skończyć się ze trzy razy, zanim reżyser zdecydował się wreszcie wyświetlić klatkę „The End”. Pod tym względem przypominał nieco J. Camerona i jego zamiłowanie do niekończenia filmów.
Fabularnie był dość miałki. Pomijam wątki quasi-naukowe, żadem ze mnie astrofizyk. Ale historię, którą chciał zilustrować Ch. Nolan, na moje oko, nie trzymał się kupy. Pomysł na to, że jeden człowiek ratuje ludzkość od zagłady (swoją drogą, nie ma ani słowa co lub kto tę zagładę na ludzkość ściąga) przerabialiśmy już chociażby w niezbyt wybitnym obrazie Armageddon, po którego obejrzeniu do dziś pozostaje niesmak (relacja ojciec-córka? Nolan i tego się chwyta).
Co się zaś tyczy efektów specjalnych, to od czasu, kiedy w kinie wszystko stało się możliwe do osiągnięcia dzięki CGI, nic już nie zachwyca (nie jestem grafikiem komputerowym, może dlatego nie potrafię docenić pracy ludzi, który współtworzyli ten film; ale jak przeciętny widz, chciałbym jeszcze kiedyś odczuć na sobie tzw. „efekt wow”).

Pozytywnym aspektem tego wszystkiego jest jedynie to, że na ten Koniec Końca Świata jakieś filmy jednak docierają i można je spokojnie obejrzeć na sali kinowej. Spokojnie, czyli w środku dnia, z ledwie sześcioma osobami, bez tłumów młodzieży obżerającej się popkornem i wysyłającej niezliczone SMSy umawiając się na pintę czy dwie po filmie.
Inna sprawa, że bilet to niecałe dwa Guinnessy w barze, więc i straty finansowej zbyt wielkiej nie było.
Wpis: 1 473.

Laois County Council

Pod koniec lipca odezwał się do mnie Laois County Council. Przysłał mi formularz, który miałem wypełnić, napisać czy zgadzam się na ewentualną współpracę i odesłać. Regionalne County Councile stworzyły program Gateway polegający na tym, że osobom takim, jak ja proponowano dorywcze stanowiska administracyjne. W moim przypadku, każde zajęcie jest dobre, a zajęcie biurwy na państwowej posadzie tym bardziej. Zgodziłem się ochoczo.

Kilka tygodni później dostałem zaproszenie na rozmowę wstępną. Termin wyznaczono na piątkowy, nieludzko wczesny, poranek.
Zaspałem, nie poszedłem.
Ale natychmiast, gdy uświadomiłem sobie przeoczenie, zadzwoniłem, wytłumaczyłem się i zapytałem, czy mógłbym przyjść innego dnia; nie otrzymałem odpowiedzi.
W następną środę, będąc w mieście, wstąpiłem do Laois County Councila, wyjaśniłem sytuację i usłyszałem od pani w recepcji, że mam chwilę poczekać, ktoś do mnie zadzwoni. I rzeczywiście, niedługo później odebrałem telefon, ponownie przedstawiłem sprawę, zostawiłem swoje dane i dowiedziałem się, że mam czekać na kontakt od Michelle, która zajmuje się Gatewayem.

Mijały dni, tygodnie, Michelle nie odzywała się. Ppomyślałem, że przegapiłem swoją szansę na zostanie irlandzką biurwą z doskoku w Laois County Councilu, aż w końcu niemal zapomniałem o sprawie.

Jakieś dwa tygodnie temu dostałem list wzywający mnie na spotkanie w Intreo dotyczące mojego powrotu na rynek pracy. Z początku myślałem, że to Michelle się odzywa i byłem pewien, że mam pojawić się w County Councilu. Kiedy w ostatni piątek szykowałem się do wyjścia, zadzwonił telefon.
Michelle powiedziała mi, że właśnie wysłała mi list. Przerwałem jej, powiedziałem, że list dostałem i właśnie wychodzę. Tuż przed wyjściem zorientowałem się jednak, że list był z Intreo a nie z County Counilu. W ostatniej chwili zamiast do budynku rządowego, poszedłem do budynku FÁSu.
Porozmawiałem chwilę z Suzanne, dowiedziałem się paru nowych dla mnie rzeczy, wyszedłem.

W poniedziałem przyszedł list, o którym w piątek przez telefon wspomniała Michelle. Razem z listem przyszedł kolejny formularz, gdzie proszono mnie o deklarację chęci powrotu do zatrudnienia oraz dowody na to, że aktywnie poszukuję pracy. Formularz wypełniłem i napisałem przy okazji list do Michelle, wyjaśniający jak się sprawy mają i przepraszający za piątkowe, telefoniczne nieporozumienie. Miałem go wysłać we wtorek.

We wtorek rano Michelle przysłała mi drugi list. Przepraszała w nim za zamieszanie i pisała, że rozmawiała z County Councilem, od którego dowiedziała się, że istotnie, byłem na spotkaniu w sprawie programu Gateway i przeszedłem szkolenie oraz prosiła, bym zignorował wcześniejszą korespondecję. Co uczyniłem. Nie wysłałem wypełnionego przeze mnie dzień wcześniej formularza i listu.

I pozostaje tylko pytanie: Skoro nie byłem na żadnym spotkaniu w związku z Gatewayem (zaspałem) i nie przeszedłem żadnego szkolenia, to z jakiej okazji County Council mógł powiedzieć Michelle, że wszystko jest w porządku?
Wpis: 1 472.

Rokroczna tradycja niepodległościowa

Walczak-Piłsudski 2k14
Nie manifestuję, nie maszeruję, nie popieram i nie protestuję; nie palę flag – rokrocznie zapuszczam niepodległościowego wąsa.
Wpis: 1 471.