Kalendarz

Sierpień 2014
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66829
  • Dzisiaj wizyt: 17

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2014

Walczaka kolejne podejście do Linuksa

Przypomniałem sobie, że mam zainstalowanego na koputerze Linuksa.

Przypomniałem, to trochę za wiele powiedziane. Przypominał mi o tym codziennie komputer, kiedy go uruchamiałem i musiałem uważać na menu wyboru systemu operacyjnego, żeby nie przegapić momentu, w którym mogłem przełączyć się na zwykłe Windowsy. Wczoraj postanowiłem zajrzeć do Ubuntu.

Linuksa zainstalowałem ze dwa lata temu zobaczyć z czym się go je. Po za tym, komputer już wtedy był dość refleksyjny, a wcześniej nasłuchałem się, że Linuks może być idealnym rozwiązaniem dla osób, których sprzęt demonem prędkości nie jest. Na dodatek, ja i tak nie „pracuję” na komputerze. Odświeżam Facebooka, stronę poczty elektronicznej, słucham radia internetowego, przeglądam strony internetowe i od czasu do czasu czytam jakąś książkę elektroniczną; do tego jeszcze iTunes i filmy — nic nadzwyczajnego.
Zainstalowałem i pierwszym problemem, na który natknąłem się, było skonfigurowanie dwóch monitorów: jednego od laptopa oraz telewizora podpiętego do laptopa. Przeglądałem fora, notowałem sobie co bardziej przydatne zaklęcia, aż natknąłem się na ‚xrandr’, które rozwiązało mój problem. Byłem z siebie dumny. Mogłem na laptopie błąkać się po Internetach podglądając w tym samym czasie jakiś film czy mecz na telewizorze. Oprócz tego udało mi się dokopać do jakiegoś emulatora Windowsów, który był mi potrzebny do uruchamiania programu do nauki słówek. W gruncie rzeczy, Ubuntu dawał radę.
Minęło wiele czasu i zmieniła się nieco konfiguracja komputera. Padł wyświetlacz w laptopie a telewizor został zastąpiony monitorem o niecodziennej rozdzielczości 1440×900. Windowsy, po małej ingerencji, dały sobie radę z takim połączeniem, chciałem sprawdzić, czy Linuks będzie równie sprytny. Wczoraj go uruchomiłem.

Ubuntu nie poradził sobie.

Na początek nie zorientował się, że wyświetlacz w laptopie ma spalone podświetlanie matrycy i normalnie pokazywał na nim pulpit. Byłem porządnie zaskoczony, bo Windowsy od ponad pół roku twierdziły, że nie ma siły i obraz na laptopie nie wyświetli się; koniec, kropka.
Następnie zorientował się, że nie ma już telewizora, tylko monitor i postanowił pozmieniać ustawienia rozdzielczości kończąc na takej, która mogła być pokazywana na obu wyświetlaczach: 1024×768. Można jeszcze dodać, że w międzyczasie zresetował ustawienia karty sieciowej i trzeba było ponownie je wprowadzać.
Z 1024×768 nie byłem zadowolony i postanowiłem poczytać, jak sobie z nią poradzić a także jak poradzić sobie z wyświetlaczem laptopa, który jest mi w tej chwili całkowicie niepotrzeby ze względu na to, że laptop już dawno zniknął z biurka i teraz spokojnie spoczywa sobie gdzieś pod nim, by nie wadzić nikomu.
Czytałem, czytałem… Wpisywałem losowo znalezione zaklęcia, ale żadne z nich nie skutkowało i na wczoraj dałem sobie spokój. 1024×768 trzymało się mocno.

Dziś od rana próbowałem raz jeszcze, po powrocie z miasta jeszcze raz, aż w końcu dałem za wygraną. Głupi Ubuntu odszedł w cybernetyczny niebyt i zostało zastąpiony obiecująco zapowiadającym się Elementary OSem.
I co?

I nic.

Elementary OS, bazujący zresztą na Ubuntu, też nie poradził sobie z dwiema rozdzielczościami. Ustandaryzował wyświetlacze do 1024×768 i ruszyć nie da. Na dodatek, zorientował się, że wyświetlacz laptopa nie działa i go wyłączył.
Z początku jednak chciałem dać mu szansę i znów zacząłem przeglądać Internety. Dowiedziałem się, że o ile domyślnie Elementary nie umożliwia ustawiania niestandardowych rozdzielczości, to można to na nim wymusić. Zaklęcia w stylu ‚newmode’ i ‚addmode’ miały pomóc. Nie zrobiły tego. Pamiętając przygodę z AMD Catalystem pod Windowsami, pomyślałem, że może wypadałoby zacząć od zainstalowania tegoż i na EOSie, ale nie. Catalyst 14x nie obsługuje refleksyjnej karty graficznej, a Catalyst 13x, mimo iż po rozpakowaniu miał rozszerzenie .run, w ogóle się nie uruchomił.

Pieprznąłem zatem EOSa na tę chwilę i do jutra dam mu ochłonąć. Zobaczymy, czy jak prześpi się z tą sprawą, pójdzie jutro po rozum do głowy i wyświetli oczekiwane przeze mnie 1440×900 na monitorze i wyłączy wyświetlacz laptopa. Jeśli tak, następną przeszkodą będzie walka z dodatkiem Flash. Bez niego nici z słuchania radia internetowego, a to jest warunek sine qua non, żebym dał EOSowi drugą, trzecią i kolejne szanse.
Wpis: 1 462.

Scenka rodzajowa, typowa

czas: wczesny, poniedziałkowy poranek;
miejsce: prywatna przychodnia lekarska w pobliskim Mountmellick;
osoby: emigrant Walczak, pani doktor.

Po ponad ośmiu latach emigracji i kosztownym doświadczeniu sprzed miesiąca, emigrant Walczak postanowił stawić czoła irlandzkiej służbie zdrowia. Udał się wykonać pierwszy krok, czyli zapisać się do doktora. W Portlaoise nie powiodło mu się. Spróbował w Mountmellick. W przychodni przyjęli go z otwartymi ramionami i po zarejestrowaniu, został umówiony na pierwszą wizytę. Pojechał, odczekał swoje w poczekalni i wszedł do gabinetu.
emigrant Walczak: Witam, jak leci? Ja właściwie g’woli formalności…
pani doktor: Witam, a u ciebie? Stempel, tak? Masz formularz?
emigrant Walczak wyciągając papiery: Jasne!
pani doktor przystawiając pieczątkę: Proszę.
emigrant Walczak: Dziękuję.
Kurtyna!

Dwadzieścia sekund w gabinecie, dwadzieścia euro opłaty administracyjnej i mogę wysyłać wniosek o Medical Card.
Wpis: 1 461.