Kalendarz

Grudzień 2013
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65232
  • Dzisiaj wizyt: 7

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2013

YAFUCH

Może nie do końca YAFUCH
Wigilia była wyjątkowo udana.
Podobnie jak w zeszłym roku tak i teraz ten wieczór spędziłem w Dublinie, w tym samym miejscu. Było tradycyjnie — ponad dwanaście potraw, ale bez tych wszystkich karpi, śledzi czy znienawidzonego przeze mnie kompotu z suszonych śliwek. W tle leciały kolędy (wniosek z ich odsłuchiwania był taki, że te polskie, to w większości smętne, za to te tutejsze są jakieś takie radosne), do posiłku były wina, a niedługo przed północą pielgrzymka do najbliższego baru na świątecznego Guinnessa. Gdy o północy zamknięto bar, wróciliśmy do domu, do stołu. Przerozmawialiśmy kolejne cztery godziny, skończyliśmy wina i wtedy znajomy i ja opuściliśmy znajomą, która nas gościła i przenieśliśmy się na Glasnevin zdrzemnąć się conieco.
Kiedy obudziliśmy się, wyciągnęliśmy z zamrażarnika wcześniej przygotowane, choć nieco już nadszarpnięte zapasy i dość szybko je skończyliśmy. Wtedy pojawił się problem. W Irlandii, dwa dni do roku obowiązuje całkowita prohibicja (nie do końca, dyspensę mają przyhotelowe restauracje) i w związku z tym uzupełnienie zapasów było niemożliwe. Znajomemu udało się wygrzebać jeszcze jakieś wino, ale to również nie ratowało sytuacji. I kiedy zdawało się, że jest beznadziejnie, pojawił nam się w głowach genialny pomysł: Pojedźmy do Portlaoise! Bilet kosztuje piątaka, w Portlaoise jest inny znajomy, który zawsze ma coś na stanie, bylibyśmy uratowani. Ale nie. Kiedy sprawdziliśmy autokary, okazało się, że je również obejmuje prohibicja! Mało tego, także autobusy miejsce nie kursowały! Totalny zastój kraju. Niemal tak, jak wtedy, kiedy spadnie śnieg.
Reszta wieczoru była smętna, a jedyną atrakcją było obejrzenie po raz kolejny Żółtego szalika – YAFUCH.
Następnego dnia, po krótkiej kuracji, wróciłem do Portlaoise. Przywitał mnie porywisty wiatr, rzęsisty deszcz i ogólna zadupiość tego miejsca. Zahaczając o Off-Licensa dotarłem do domu, otworzyłem pierwsze piwo i zacząłem raczej bezmyślnie wpatrywać się w kolejne filmy: Grawitacja, Riddick i Open Grave.
Po tym ostatnim, a dochodziła właśnie godzina piąta nad ranem, skończyłem YAFU święta.
Wpis: 1 445.

Grudniowe zajęcie

Po tym, jak na jakiś czas musiałem zrezygnować w zabawy w tłumaczenia per se, przerzuciłem się na pisanie na zamówienie prac zaliczeniowych z… pedagogiki dziecięcej (sic!) /tak, jakbym miał jakieś większe pojęcie w tym temacie, albo był nim w jakikolwiek sposób zainteresowany/.
Ponadto pojawiła alternatywa dla spędzenia Wigilii w Portlaoise i na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że podobnie, jak w zeszłym roku, będę tego dnia w Dublinie.
Usłyszałem również pierwsze plany noworoczne zapowiadające się dość obiecująco. Pozostało sentymentalne pytanie: „Gdzie podziały się czasy, kiedy zabawę noworoczną organizowało się trzydziestego pierwszego wczesnym popołudniem i nadal można było spodziewać się przyzwoitej frekwencji?”
Wpis: 1 444.

Banda trojga

A zatem, w ten oto sposób, po wielu latach w Irlandii, losy kompana B, słynnego SE i emigranta Walczaka splatają się na Garden Village. Od tej pory, w swej trójcy jedyni, będą dzielić i rządzić najbliższą i tą nienajbliższą okolicą. Miasto Portlaoise jest nasze!
I dodać należy, że w zamierzchłych czasach wędrówek po Retkini czy później po Łodzi nie raz zastanawialiśmy się: „Jakby to było, gdybyśmy kiedyś wszyscy mieszkali razem”. Teraz będziemy mogli przekonać się.

A w międzyczasie…
…oraz koniec tygodnia zbliżają się coraz większymi krokami.
Wpis: 1 443.

Sławny Buddha powrócił

Buddha
I będzie straszył do Świąt albo i dłużej.

A z innych opowieści:
Złapałem się na tym, że idąc któregoś razu do najbliższego sklepu (12min. drogi) zauważyłem, że po drodzę nie mijam praktycznie niczego. Jedna stacja benzynowa (10min. drogi) i jeden Off-License (8min. drogi). Porównałem to z Dublinem, za którym wciąż — jeśli można tak napisać — tęsknię. Albowiem…
Albowiem w Dublinie, po drodze do najbliższego sklepu (5 min. drogi) mijałem: Spalony Pub Armii Republikańskiej, Kościół, Jubilera, Stolarza, Chińczyka, Przychodnię, Zakład Pogrzebowy, Kawiarnię, Sklepik osiedlowy…
Portlaoise, to jednak jest zadupie, ¡joder!
Wpis: 1 442.

Dublin vs Portlaoise

Znajdź trzy różnice.
Wpis: 1 441.