Kalendarz

Czerwiec 2013
P W Ś C P S N
« maj   lip »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65232
  • Dzisiaj wizyt: 7

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2013

Walczak 2k13

Walczak 2k13
Wpis: 1 427.

Piotruś…

Dawno temu mówiła tak do mnie Pani Profesor.
Nie tak dawno zwracali się w ten sposób do mnie znajomi.
Dziś napisała do mnie per „Pedrito” znajoma z Barcelony.
Jasny szlag, nie wiem, co takiego jest w moim imieniu.
Wpis: 1 426.

Wejście awaryjne

Klucze mam zawsze przy sobie.
Ilekroć wychodzę z domu, odruchowo klepię się po kieszeni i odruchowo znajduję tam klucze. Tak było zawsze, a właściwie od czasu, kiedy raz włożyłem klucze do torby, którą później zgubiłem. Gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych, mniejsza…
Klucze mam przy sobie zawsze.
Będzie ze dwa dni temu. Nabrałem ochoty wyskoczenia na CPN, coś na szybko sobie kupić. Pełen entuzjazmu wszedłem z domu, trzasnąłem drzwiami (zamki są zatrzaskowe) i odruchowo klepnąłem się po kieszeni. Odruchowo kluczy nie znalazłem.
I się zaczęło.
Patrzę, lufcik jest otwarty. Dam radę. Nie dałem, za to do dziś mam ślany na plecach po tej przeklętej klamce.
Myślę, zadzwonie do Deklana. Ale co mu powiem? Że się zatrzasnąłem? Bez sensu. Wiem, że chłopak ma klucze do wszystkich mieszkań, ale jakoś głupio mi tak.
Na szczęście mam ze sobą telefon i nieco gotówki (w końcu szedłem na CPN). Tuż obok jest bar. Stwierdzam, że przy jednym Guinnessie wymyślę, co dalej. Idę, siadam, zamawiam.
W głowie rodzi się pomysł, żeby zadzwonić do znajomego. Razem na pewno coś wymyślimy. Chłopak przez telefon mówi, żebym spróbował przez lufcik sięgnąć okna i w ten sposób wleźć. Myślę, dopiję, pójdę.
Nie zdążyłem. Kilka Guinnessów później Darek już siedział obok mnie przy barze. Z kluczami.
Wpis: 1 425.

Dzień otwarty kina Irlandzkiego Instytutu Filmowego

Irlandzki Instytut Filmowy

Irlandzki Instytut Filmowy ogłosił, że piętnastego czerwca odbędzie się kolejny już „Dzień otwarty kina Irlandzkiego Instytutu Filmowego”.
Z grubsza wydarzenie to polega na tym, że wyświetlane są starsze lub nowsze, mniej lub bardziej popularne filmy. W tym roku ekipa proponuje m.in. drugą część Ojca chrzestnego, Godzillę: Króla potworów czy Leona zawodowca, ale też Bling Ring.
Myk polega na tym, że wszystkie te obrazy będą do obejrzenia za darmo, o ile wcześniej odbierze się wejściówkę.
I tu pojawia się problem.
Bilety będą do odebrania tego samego dnia w kasach kina Irlandzkiego Instytutu Filmowego od godziny jedenastej. To jeszcze nie przeraża.
Przeraża to, że sam Instytut na swojej stronie pisze, że wejściówki będą przyznawane na zasadzie: „kto pierwszy, ten lepszy” i dodaje, że w poprzednich latach ludzie, by zdobyć bilet na interesujący ich film ustawiali się w kolejkach już od siódmej rano (sic!).
Teraz szybkie kojarzenie faktów.
Piętnasty czerwca to sobota.
Siódma rano jest barbarzyńską godziną.
Ergo: Nie obejrzę Godzilli: Króla potworów.

A miało być tak pięknie.

PS:
Dzięki za cynk, Karolina.
Wpis: 1 424.

Audiobook

Kane i Abel

Udało się!
A przynajmniej udało się na jakiś czas. Wydawało mi się bowiem, że w końcu znalazłem sposób na tę przeklętą bezsenność — „audiobook”.
Została mi polecona książka pt. Kane i Abel.
Zanim ruszyłem się z domu poszukać jej w pobliskich księgarniach zrobiłem szybki skok w Internet i już niedługo później miałem kilkadziesiąt plików .mp3.
Przez kilka dni audiobook czekał na swoją okazję aż wreszcie, którejś nocy, postanowiłem puścić go sobie na sen.
Zadziałał wyśmienicie. Nie minęło pół godziny, jak pochrapywałem sobie.
Podobnie było następnej nocy. Przewinąłem do momentu, który pamiętałem, włączyłem start i razdwatrzy zapadłem w sen. Przesłuchanie i zapamiętanie pierwszych dwóch godzin tekstu zajęło mi dobrych kilka podejść. Usypiająca skuteczność Kane i Abel była stuprocentowa. Dopóki nie pojawiły się problemy.
Gdzieś po czterech, może pięciu godzinach (całość składa się z dwudziestukilku godzin), książka zaczęła się rozkręcać; mnie wciągać, i bezsenność triumfalnie wróciła.
Słuchałem i obiecywałem sobie, jeszcze tylko jeden rozdział (średnio piętnaście, dwadzieścia minut) i przestaję słuchać. Jeszcze jeden i już na pewno przestaję. No może jeszcze jeden, tym razem naprawdę ostatni.
Audiobook przestał działać.
Dosło do tego, że specialnie kładłem się wcześniej, żeby móc dłużej słuchać. Mało tego, kiedy budziłem się rano (ostatecznie po kilku godzinach jednak zasypiałem), cofałem listę odtwarzania i słuchałem do śniadania.
Koniecznie chciałem wiedzieć, co dalej i jak się skończy.
Dowiedziawszy się, stwierdziłem, że audiobook to dobra sprawa. Nie będę stronił, kiedy następny wpadnie w ucho. Nie zastępuje czytania jako takiego, to nocami sprawdza się choć nie jako środek nasenny.

A pomyśleć, że moja pierwsza przygoda z audiobookiem to Homo bimbrownikus przepuszczony przez syntezator mowy. Masakra.
Mimo wszystko, audiobookom daleko do słuchowisk. Na przykład Mszy za miasto Arras wg Szczypiorskiego (do tej pory mam je w .mp3 i słucham od czasu do czasu).
Wpis: 1 423.