Kalendarz

Grudzień 2012
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65555
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2012

Co jeden [prezent], to lepszy

Werk - Songs That Make Sense
wpis: 1 385.

Trafiony prezent świąteczny

prezent świąteczny
wpis: 1 384.

Święta, święta…

W tym roku zostałem na Święta w Dublinie. Było nieco dziwnie nie polecieć do PL, ale z drugiej strony, po czterech latach pod rząd, raz można pozwolić sobie na odrobinę odmienności.
Plan miałem prosty. Idę na Glasnevin, spotykam się ze znajomą, znajomym i przemieszczamy się nieopodal Ogrodu Botanicznego do kolejnej znajomej.
Wyruszyłem.

 

Bez przeszkód dotarłem, poczekaliśmy chwilę na znajomego, zrobiliśmy niewielki bifor i przetransportowaliśmy się do następnej znajomej. Byliśmy tam wczesnym wieczorem.
Na początek opłatek, później potrawy na stół i konsumpcja połączona z konwersacją. Najfajniejsze były potrawy.
Ponieważ całe towarzystwo jest bezmięsne a nawet bezrybne, zabrakło karpia, śledzia itp. W zamian za to, posilaliśmy się wszelkimi możliwymi kombinacjami warzyw. Oczywiście, była jedna potrawa, która wykluczyła mnie z jej spożycia — kapusta z grzybami, ale była też jedna potrawa (przyniesiona przez znajomego), która była tak niesamowicie ostra, że do tej pory na jej wspomnienie piecze mnie gardło. Dobra, bardzo dobra, ale ostra.
Kiedy pierwszy rzut na jedzenie zakończył się, na stole pojawiło się wino. Na początek po symbolicznej lampce, później po drugiej. Gdy okazało się, że spotkanie trwa w najlepsze, a wino kończy się w najgorsze, zdecydowaliśmy się na akcję ratunkową i ponieważ było jeszcze przed dziesiątą, wymknęliśmy szukać Monopolowego. Ku naszemu przerażeniu, był już zamknięty. Musieliśmy wracać. Ale po drodze…

 

Ale po drodze zaatakował na otwarty we Wigilię (której tu się właściwie nie obchodzi) bar. Nie opieraliśmy się wiele. Mając już przecież podkład w żołądkach, a i w głowach, jeden Guinness, taki świąteczny nie może nam zaszkodzić. Zamówiliśmy.
Rozsiedliśmy się przy stoliku, sączyliśmy powoli i podziwialśmy, jak bawią się w tę świętą dla Polaków noc. Bawili się dobrze. Były śmiechy, okrzyki, czapki mikołajów (mieliśmy własne) i wszechobecne I’m dreaming of a white Christmas.
Po drugim Guinnessie wróciliśmy coś przekąsić. Wtedy znajoma przypomniała sobie, że ma zakamuflowane jeszcze jedno wino, wyciągnęła je i już przy nim siedzieliśmy tak do trzeciej nad ranem. Kiedy uznaliśmy, że już pora kończyć przyjęcie, rozeszliśmy się.

 

W domu, po długim spacerze (nocnych nie uświadczysz) byłem około cztwartej z hakiem nad ranem. Jeszcze tylko krótkie podsumowanie wieczoru ze znajomym, który wrócił przekimać się na Fairview i można było paść spać.
wpis: 1 383.

Czy chciałbyś mieć 3 życia?

Kilka dni temu dzwoni Big Brother. Zaczyna tradycyjnie:
— Eee… Brat…
A później dodaje:
— Jaki jest kod na życie w Duke Nukem 3D, bo co wyłażę zza budynku, to mnie zabijają!
Przyznaję. Zaskoczył mnie.
wpis: 1 382.

Scenka rodzajowa, typowa

czas: sobotni wieczór;
miejsce: dublińskie MPK;
osoby: emigrant Walczak, kierowca autobusu;

Walczak, z przygotowanym w ręku Euro-Czterdzieści (standardowa stawka za bilet na kilka przystanków) wchodzi pewnie do autobusu.
Walczak: Stacja Connollego, znaczy się Euro-Czterdzieści.
Kierowca: Podrożało, Euro-Sześćdziesiąt-pińć.
Walczak sięgając po portfel : Chwilę…
Kierowca: Nienienie, spokojnie, nie trzeba. Tylko pamiętaj następnym razem.
Kurtyna!
wpis: 1 381.

Dublin zimą

Dublin zimą
Wpis: 1 380.