Kalendarz

Sierpień 2012
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66829
  • Dzisiaj wizyt: 17

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2012

Scenka rodzajowa, typowa

czas: wczesne sobotnie popołudnie;
miejsce: jedno z wielu skrzyżowań Dublina;
osoby: emigrant Walczak, turysta z walizką na kółkach;

Emigrant Walczak zatrzymuje się przed skrzyżowaniem. Rozgląda w prawo, lewo, prawo i zamaszystym krokiem stawia pierwszą nogę na jezdni. Wtedy kątem oka dostrzega, że nie zwrócił uwagi na samochody skręcające. Wywija ramionami porządnego orła, łapie równowagę i cofa się na chodnik. Widzi, że niemal dokładnie to samo zrobił trusyta z walizką na kółkach — cofnął się w ostatniej chwili.

emigrant Walczak soczyście: Shite!
turysta z walizką na kółkach z porozumiewawczym spojrzeniem: That was close.
Kurtyna!

W Dublinie zasada jest prosta. Przez jezdnię przechodzi się wtedy, kiedy nic nie jedzie. Nie ma znaczenia, jakie akurat światło świeci się na sygnalizatorze. Zielone nie gwarantuje bezpieczeństwa, czerwone zagrożenia. W tym względzie panuje całkowita dowolność. Także gardziści ją zachowują. Czasem pouczają a czasem nie (o mandacie nie ma mowy). Z drugiej strony, pieszy jest jak święta krowa i kierowca musi mieć oczy dookoła głowy, bo w przypadku nieszczęścia, to zawsze będzie jego wina. Pewnie dlatego kierowcy w mieście, w ścisłym centrum są tak ostrożni i jest tak niewiele wypadków.
Wpis: 1 359.

Nowe czytadło

nowe czytadło
No to zaczynamy…

Wpis: 1 358.

Oskar Wilde w Merrion Parku

Wpis: 1 357.

Gość w dom

Jakoś dwa tygodnie temu zadzwonił Daruś i powiedział: „16-ego przyjadą do ciebie dwie dziewczyny. Przenocuj, zaopiekuj się i przepędź po barach”.
Przemyślawszy sprawę odpowiedziałem: „Przenocuję i zaopiekuję się, ale po barach przepędzać nie będę”.
Po kilku dniach dostałem SMSa: „Cześć, tu K. i H. Darek mówił, że możemy u ciebie nocować…”
Odpisałem: „Nie ma problemu”.
Szesnastego, KiH, napisały: „Jesteśmy w drodze, będziemy po dwudziestej”.
I jak napisały, tak zrobiły.
Czwartek upłynął pod znakiem pytań i odpowiedzi. Jak długo w IE? Dwa tygodnie. Co już zwiedziłyście? Zachód: Cork, półwysep Beara, półwysep Dingle; Limerik, moherowe klify, Galway, górę Św. Patryka, Westport. Do kiedy zostajecie? Niedziela rano mamy wylot. Itd., itd. do czwartej nad ranem.
Piątek miałem biznes do załatwienia i szybko mnie wywiało z domu. Z powrotem zobaczyliśmy się dopiero wieczorem. Co dzisiaj? Fabrykę Guinnesa (dwie godziny, choć wolałybyśmy tam zostać dłużej), pomnik głodu i niestety nie znalazłyśmy centrum Jamesa Joyce’a (są anglistkami — przekleństo polonistyki rozpościera się na przekleństwo filologii w ogóle — jedna z nich pisze pracę magisterską z Joyce’a… Ulissesa nie ma jeszcze za sobą). Itd., itd. do drugiej nad ranem.
W sobotę, już wspólnie najpierw poszliśmy na wyścig pływacki w Rzece (w życiu nie przypuszczałem, że ktokolwiek może w ogóle pływać w Rzece) i było zabawnie. Dalej do Koledżu Świętej Trójcy, gdzie KiH załapały się na zwiedzanie muzeum i biblioteki ze słynną Księgą z Kells, a ja, Karolina i Art. stwierdziliśmy, że zrobimy to samo na zbliżającej się Nocy Muzeów. Następnie wstąpiliśmy do Galerii Narodowej, gdzie oprócz oglądnięcia ekspozycji KiH poszły na wykład o sztuce irlandzkiej dowiadując się m.in., że na wystawie towarzyszącej olimpiadzie w Paryżu w 1924-tym, W.B. Yeats zdobył dla Irlandii za swój obraz The Liffey Swim (wyścig pływacki w Rzece) srebrny medal. Z Galerii Narodowej poszliśmy na Temple Bar (z przystankiem na Merrion Square i pomnik Oscara Wilde’a i z przystankiem na pomnik Molly Malone oraz z krótką wycieczką po Grafton Street), gdzie KiH się odłączyły połazić, a my zostaliśmy na Temple Bar Squarze czekając na nie. Później przeszliśmy do Dublińskiego Zamku, a stamtąd do katedry Św. Patryka poszukać znajdującego się w pobliżu (jak mi się wydawało, a co okazało się lekką nieścisłością) tajemniczego, średniowiecznego kościoła Św. Kevina, zwanego też Kościołem Bluszczu, a to ze względu na to, że przez te osiemset prawie lat, całkowicie ukryty jest w porastającym go bluszczu. Gdy nam się to nie udało, przeszliśmy przez most Pół-Pensa, ulicę O’Connell na Fairview. Tutaj KiH dokończyły pakowanie, podsumowały wyjazd. Itd. itd. do pierwszej w nocy tylko po to, żeby obudzić się po trzeciej, by ogarnąć się w godzinę i by wyruszyć na lotnisko.
Pożegnaliśmy się półtorej godziny temu. Miały dać znać, jeśli działoby się coś nie-tak. Nie dały. Mogę spokojnie położyć się spać.
Wpis: 1 356.

Don Pedro w Krainie Deszczowców

Wpis: 1 355.

Scenka rodzajowa, typowa

czas: piątkowy poranek;
miejsce: północne skrzydło posiadłości na Fairview;
osoby: miła obsługa sklepu, emigrant Walczak;

Emigrant Walczak dzwoni do sklepu dowiedzieć się, czy posiadają interesującą go rzecz.

miła obsługa sklepu: Hej! Co słychać?
emigrant Walczak: A w porządku, a u was? Słuchaj, macie (…)?
miła obsługa sklepu: A dzięki, dzięki. Mamy.
emigrant Walczak: To pięknie! Zaraz u was będę. Ciężko trafić?
miła obsługa sklepu: A nienienie… Znasz pub Kavanagh’s?
emigrant Walczak: Oczywiście!
miła obsługa sklepu: No to właśnie zaraz za tym pubem jesteśmy…
Kurtyna!

I tak jest zawsze, wszędzie i ze wszystkim. Dowolne miejsce w Irlandii da się określić w odniesieniu do najbliższego pubu. Zawsze jest jakiś w okolicy, nieopodal, za rogiem albo w najbliższej wiosce. Jak nie ma pubu, to przynajmniej jest kościół. A w skrajnych przypadkach, jak opowiada się w tej rolniczej części wyspy, dom znanej w okolicy osoby: „—Wiesz gdzie mieszka Darcy? —No. —To trzy domy za nim jest w lewo i jakieś dwieście jardów (…)”. Staroirlandzka anegdota głosi, że żeby założyć osadę, wioskę, cokolwiek, najpierw stawia się pub i zaraz po nim kościół… Domy nie są obowiązkowe. I do tej pory można niekiedy, po środku niczego, znaleźć wolnostojący „public-house”, a w radiu można usłyszeć reklamę, która brzmi mniej więcej tak: „zapytaj dowolnego Irlandczyka, jak znaleźć najbliższą pocztę, posterunek gardy czy aptekę, a wzruszy bezradnie ramionami, zrobi głupią minę i będzie miał pusty wzrok, ale zapytaj tego samego Irlandczyka, jak dotrzeć do O’Reilly’sa albo innego Smith’sa, natychmiast się ożywi, uśmiechnie, dokładnie wskaże kierunek i wyliczy kilkanaście pubów, do których można wstąpić po drodze podając ceny pint” (tak, reklamują puby, jako dziedzictwo narodowe Irlandii).
Wpis: 1 354.