Kalendarz

Maj 2012
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65555
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Maj 2012

Z pamiętnika wolontariusza Bavaria City Racing

Regulamin, punkt pierwszy:

PAMIĘTAJ! NIE JESTEŚ TUTAJ BY OGLĄDAĆ WYŚCIG!!!
Wpis: 1 336.

Zagadki Windowsów

Klawisze trwałe
Dziesięć lat, jak nie więcej, zastanawiałem się, po jaką chorobę i czym w ogóle są „klawisze trwałe”. Podpowiedź Windowsów nigdy nie wydawała mi się jasna: „Pozwala użyć klawiszy (…) przy pojedynczym naciskaniu klawiszy”. Jakim pojedynczym? O co chodzi? Raz po raz, przypominałem sobie o tym cudzie Windowsów i osobom, które mogły go jeszcze nie znać, pokazywałem jako ciekawostkę. Nie spotkałem się z kimś, kto w tym czasie wytłumaczyłby mi cel włączania czy wyłączania „klawiszy trwałych”. Wniosek, nie są nikomu do niczego potrzebne. Aż do wczoraj, kiedy w przerwie między jednym odświeżeniem facebooka a drugim, postanowiłem zapytać się u źródła — w Microsofcie. Tam chłopaki potrafili odpowiedzieć jasno, przejrzyście i z sensem.
Funkcja KlawiszeTrwałe jest przeznaczona dla osób mających trudności z jednoczesnym przytrzymaniem co najmniej dwóch wciśniętych klawiszy. Gdy skrót wymaga użycia kombinacji klawiszy, takiej jak Ctrl+P, funkcja KlawiszeTrwałe umożliwia naciskanie tych klawiszy po kolei, a nie równocześnie.

Dzięki temu, do bezużytecznej wiedzy na temat tego, gdzie w Polsce jest najlepsza wegetacja roślin, albo jak głęboki jest Rów Mariański, dołożyłem kolejną cegiełkę. Będę mógł na pełnych bełkotu spotkaniach towarzykich włączyć się do mówienia.

Wpis: 1 335.

Nie zapowiada się źle

Guinness Mid-Strength
Guinness Mid-Strength. 2.8%(sic!) Ke-de-fak oni wymyślili?! A później czyta się czy słyszy, że pomimo znacznego wsparcia ze strony Walczaka, sprzedaż Guinnessa wciąż spada.

Poprzedni weekend:
W czwartek zaczęły się upały. Temperatura przekroczyła 16 stopni i kto żyw chował się do cienia. W przeciwieństwie do tych, co słońca spragnieni byli. Ci wystawili się na działanie promieni UV. Nad morzem, na Clontarfie, niecałe pół godz. drogi od domu.
Piątek:
Skromnie, bo w sobotę…
Sobota:
Od wczesnego przedpołudnia szkolenie ws. F1. Spodziewałem się kilkugodzinnego zawracania głowy a skończyło się na kilkunastominutowym spotkaniu. Doszło do tego, że ostatni, traktujący punktualność specyficznie, Irlandczycy pojawiali się, kiedy „impreza” właściwie się kończyła. Wiadomości są dwie: Samo wydarzenie, to 10 do 12 godz. obsługi; Następnie wolontariuszom fundowane jest after-party z udziałem uczestników pokazu. Będie można trzepnąć sobie zdjęcie kierowcami a może i napić się drina czy dwóch.
Africa Day. Tuż obok hotelu, gdzie było szkolenie, był festyn Africa Day. Parę namiotów reprezentujących poszczególne kraje, parę stoisk z żarciem, dwie sceny i — tradycyjnie już w IE — zero alkoholu, co trzeba było sobie rekompensować w pobliskich „Żabkach” (pomysł ze znajdującą się nieopodal restauracją nie wypalił ze względów ekonomicznych. Za małego Heinekena, miły włoski kelner skasował mnie piątaka szczerząc zęby i mówiąc: „Witamy w Irlandii”).
Niedziela:
Powtórka z rozrywki czyli parę godzin rozwalony na trawniku, opalający się w pełnym słońcu, przysłuchujący się koncertom z Africa Day.

Poniedziałek:
Śmierć z prze-opalenia się.
Wtorek:
Rozpoczynam powrót do normalności sprawdzając, co czeka mnie w nadchodzącym tygodniu i tak:
L.Stadt. Przyjeżdżają chłopaki na trzy koncerty do Dublina. Środa, czwartek i piątek.
Cervantes znów pokazuje jakiś film, to w środę.
Sunday Times organizuje jakiś festiwal filmowy i w ten czwartek na The Meeting House Square pokazują Sokoła Maltańskiego, ale chyba już nie ma biletów. Za to może będą bilety na jedyny pokaz Iron Sky w the Lighthouse Cinema.
W niedzielę F1 i after party

Nie zapowiada się źle!
Czy brakowało mi tego w Portlaoise?
Wpis: 1 334.

W drodze do Szwecji

W drodze do Szwecji
Wpis: 1 333.

Z cyklu: Wyprawy Walczaka dookoła świata

Wyspa Wielkanocna
Wyspa Wielkanocna
Wpis: 1 332.

Kim Nowak – „Spacer”

Wpis: 1 331.

Odchamianiesię, wersja kameralna (czyli do trzech razy sztuka)

El Secreto De Sus Ojos
El Secreto De Sus Ojos

Raz pierwszy: półtora roku temu, po dwudziestuczterech godzinach podróży i kolejnych nastu już na Ret., w kinie Polonia czekając jeszcze dwie godziny i — padłwszy ze zmęczenia — przydrzemując sobie.
Raz trzeci: dzisiaj, na pokazie w Cervantesie, gdzie po tym jak rozpoczynała się każda scena, wiedziałem, co będzie dalej. Stąd wywnioskowałem: „Musiałem w międzyczasie film widzieć raz drugi”.
Raz drugi: nie mam pojęcia!
Wpis: 1 330.

Tomasz Piątek – „Miasto Ł.”

Miasto Ł.

To było kiedyś, w innym mieście. Teraz T. mieszka w mieście Ł., w największej miejscowej famule. Famuła to kamienica z czerwonej cegły, ponadstuletnia, w której kiedyś żyli robotnicy. Teraz żyją w niej bezrobotnicy. Bezrobotnik to taki robotnik, którego robocie to bezrobocie.

— Słyszałeś o tym kurewstwie, przepraszam, świństwie? — Tomek przypomina sobie, że jest zborze.
— Ale jakimś policyjnym?
— Nie, o tym, że odbierają prawa do mieszkań komunalnych. Każda rodzina, która ma całościowy dochód większy niż tysiąc sto trzydzieści sześć złotych, straci prawo do mieszkania kwaterunkowego. I albo płacisz czynsz komercyjny, cztery razy większy, albo wynocha z lokalu. Patrz, jak się szara strefa rozwinie, bo każdy ojciec rodziny…
— Albo matka rodziny…
— Tak, to w Ł. to raczej na pewno matka, mężczyźni albo nie żyją, albo się rozwiedli, albo są na robotach w Irlandii… No więc każdy ojciec rodziny niezależnie od płci powie pracodawcy: ty, oficjalnie to ty mi płać teraz mniej, a różnicę dawaj mi na czarno, inaczej mi mieszkanie zabiorą. No i zobaczysz, jak się szara strefa przez to rozwinie.

Mijają go przechodnie, obojętni, ale nie wrodzy. Miasto Ł. ma tę zaletę, że obojętność nie jest tu wroga – jest tylko zrezygnowana.

Żabka to sklep, nad którym H. i T. mieszkają. Leży dokładnie na granicy stref wpływów dwóch wielkich klubów piłkarskich. Kibice często spotykają się pod sklepem i wymierzają sobie soczyste liście. Walą jeden drugiego otwartymi dłońmi po czołach, jakby chcieli sobie nawzajem spoliczkować mózgi. Pan z Żabki jest ogromnym facetem, który wobec kibiców umie zachowywać spokój, i wewnętrzny, i wewnątrzsklepowy.

— A wiesz, na Bałutach jeden facet twierdził, że za każdym razem, kiedy wychodzi z domu, Żydzi nasyłają furgonetki, żeby mu zajeżdżały drogę, wjeżdżały na chodnik, tak by nie mógł przejść.
— I co?
— I w końcu go wzięli na leczenie.
— (…) Ale czekaj, bo ci jeszcze nie skończyłem o tym facecie z Bałut. Jego przypadek przypomina bardzo przypadek faceta z Chojn… Z Chojn czy z Chojnów? A może z Chojen? (…) Ten gość, gdy tylko wychodził na ulicę, to go zatrzymywali.
— Nie jego jednego. Wielu się zatrzymuje za sam wygląd.
— No tak, ale ich zatrzymuje policja. Ablo straż miejska. A on twierdził, że jego zawsze zatrzymuje SOK. Straż Ochrony Kolei. Choćby był nie wiadomo jak daleko od torów, nawet w takiej okolicy, gdzie od czasu wynalezienia lokomotywy nigdy żaden pociąg nie przejechał, i tak go zatrzymywał SOK, tak mówił.
— I co?
— Też go hospitalizowano, bo w końcu przestał mówić, tylko siedział i śpiewał: Świat jest wielkim dworcem, świat jest wielkim dworcem. (…) Ale czekaj, jeszcze nie skończyłem z tym facetem z Bałut, właściwie z Chojen, a właściwie z Rudy Pabianickiej, bo była jeszcze jedna dziewczyna z Rudy… (…) Miała chyba nadwagę. Czytałem o niej w internecie i tam było zdjcie. Nieważne. Ona twierdziła, że za każdym razem kiedy idzie do urzędu i musi napisać jakieś oświadczenie, albo chociażby na pocztę i musi wypełnić jakiś formularz, to dostaje długopis, który nie pisze. A kiedy się awanturuje, to dają jej inny długopis, który też nie pisze. I ona przez to już nie dała rady żyć, bo nie mogła załatwić żadnej sprawy urzędowej, dowodu osobistego dostać, przez co jeszcze bardziej żadnej sprawy nie mogła załatwić.
— A nie mogła chodzić wszędzie ze swoim długopisem?
— No pewnie, ale kiedy szła do sklepu, żeby kupić długopis, to też jej sprzedawali niepiszący! Kolega jej sprowadził przez internet jakiś superdługopis, okazało się, że ktoś w nim podmienił wkład na taki wypełniony przezroczystym atramentem.
— Tak twierdziła.
— Tak, tak twierdziła. I że przez te długopisy przestała jakby istnieć. Ucieszyła się, kiedy premier rządu obiecał, że wszystko będzie można załatwić elektronicznie, ale okazało się, że nie można, że elektroniczne załatwianie u nas jeszcze w powijakach jest. I zamknęli ją w szpitalu psychiatrycznym, gdzie siedzi w ogródku i pisze podanie palcem po piasku. Ale najlepsze jest to, że ona miała rację. Rzeczywiście zawsze jej dawali niepiszący długopis. Tak samo, jak temu facetowi z Bałut naprawdę furgonetki zajeżdżały drogę. A tego z Chojen rzeczywiście aresztowali sokiści. To było tak: (…) prezes G., właściciel wielkiej firmy spedycyjno-kurierskiej, prezes S., współwłaściciel jednej z tych prywatnych spółek, na które podzielili kolej (…) i prezes R. z firmy zaopatrujacej urzędy, sklepy papiernicze, kioski. Oni trzej, G., S. i R., umówili się, że każdy z nich znajdzie jakiegoś maksymalnie zwykłego leszcza albo leszczynkę. I założyli się, który z nich doprowadzi tego leszcza czy leszczynkę do większej i bardziej fantazyjnej paranoi, wykorzystując swoje pieniądze, wpływy i pomysłowe machinacje. Wygrał R., ten od długopisów, bo wykończyć człowieka za pomocą uzbrojonych strzażników czy chociażby samochodów to w miarę łatwe, ale za pomocą małych długopisów to już coś.

— Przed wojną była poetka, która strasznie chciała mieć lemura. Ale wtedy dostać lemura w Polsce było niewyobrażalnie trudno, pewnie tak samo trudno jak teraz. I jeden wielbiciel dał jej makaka. Ale makak jako zastępstwo dla lemura okazał się do niczego. Był zazdrosny o poetkę; kiedy przychodzili do niej adoratorzy i wieszali swoje kapelusze na wieszaku, makak do nich srał. I kiedy adorator wychodził, żegnał się z poetką w przedpokoju, nakładał kapelusz, to rzadkie gówno makaka spływało mu na twarz. Możesz sobie wyobrazić, co oni przeżywali. Mężczyźni, przed wojną, i do tego w zalotach, kiedy ego jest najbardziej wyczulone… Zhańbieni na resztę życia, zniszczeni, no już na pewno się u niej nigdy nie pokazywali i pozostawała nieszczęśliwa w miłości.
— Zaraz — dziwi się H. — To u faceta w zalotach ego jest najbardziej wyczulone?
— No przecież. Wtedy każdy drobiazg boli, niszczy cię we własnych oczach, bo widzisz go dziesięć razy powiększony w oczach kobiety. Mężczyzna nie widzi wtedy w oczach kobiety tego, co naprawdę widzi kobieta, tylko to, co sobie wyobraża, że ona widzi — swój strach, powiększony dziesięć razy. Ona przy jakiejś drobnej jego wpadce może być rozbawiona albo współczująca, może dopiero wtedy poczuć do niego prawdziwą sympatię, a on czuje rzadkie gówno makaka na twarzy.

Urządzili tam salę konferencyjną, żeby przyjmować klientów, ale klienci zawsze robili się w tej sali niespokojni i po kolei opuszczali firmę F., tym bardziej, że nie chciało im się przyjeżdżać do miasta Ł. A w mieście Ł. firma F. nie mogła zdobyć żadnych nowy klientów, bo wszyscy kandydaci na nich przenieśli się do Warszawy.

Sina. Już nawet nie wściekła, ale sina, wróciła H. z Urzędu Miasta. Jakiś profesor od urbanistyki stwierdził, że centrum Ł., nieremontowane od stu lat, spróchniałe i zgniłe, jest już nie do odratowania. Wyburzyć! Bo secesyjne kamienice nie tylko są odrażające-odrapane, już nie tylko stanowią zagrożenie budowlane, ale też epidemiologiczne. Odremontować po stu latach tego się nie da, twierdził profesor. Wyburzyć trzeba — tym bardziej że już nikt tu nie mieszka.
Wpis: 1 329.

Rok w Dublinie

Wpis: 1 328.

Clontarf Bath / Kąpielisko na Clontarf


Kąpielisko na Clontarfie
Wpis: 1 327.