Kalendarz

Kwiecień 2012
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66829
  • Dzisiaj wizyt: 17

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2012

Z cyklu: Co za kraj

W sobotę skończył mi się okres ważności polskiego numeru (kto wpadł na taki pomysł, żeby był okres ważności numeru!?). Doładowania tutaj nie kupię. Pomyślałem (pamiętając próby kontaktu z polskim operatorem komórkowym w dni wolne od pracy), sprawdzę w poniedziałek. I sprawdziłem.
Kartą nie zapłacę, jeśli wcześniej nie płaciłem przelewem. Patrzę na przelewy? Na liście nie ma mojego banku przedsiębiorców i studentów. Nie poddam się. Zadzwonię do Obsługi Klienta.
Czy znalazłem numer kontaktowy na strone orange.pl? A gdzie tam! Pomogło dopiero google. Dzwonię zatem na 0048510100100.

 

scenka rodzajowa, typowa
czas: poniedziałkowe popołudnie
miejsce: północne skrzydło posiadłości na Fairview
osoby: miła Agnieszka, miły Walczak.

Miły Walczak zadzwonił, przebrnął przez całe godziny reklam, pokonał system automatycznej pomocy i wreszcie usłyszał:
miła Agnieszka przedstawiwszy się i powitawszy uprzejmie : W czym mogę pomóc?
miły Walczak odwzajemniwszy uprzejmości rozpoczął : Jestem Państwa klientem, kilka dni temu skończył mi się okres ważności numeru. Chciałbym doładować ten numer kartą bądź przelewem bankowym. Jednak karty nie są obsługiwane, o ile wcześniej nie dokonało się przelewu, a na liście banków, z których można dokonać przelewu, nie ma mojego. Czy jest jakieś inne wyjście?
miła Agnieszka: Nie.
miły Walczak: To może mają Państwo np. jakieś konto, na które mógłbym dokonać przelewu podając swój nr telefonu w tytule?
miła Agnieszka: Nie.
miły Walczak: To może mogę zadzwonić na jakiś specjalny nr, podać dane karty i doładować w ten sposób?
miła Agnieszka: Nie.
miły Walczak: To może ma Pani jakiś jeszcze pomysł, jak mógłbym doładować konto?
miła Agnieszka: Nie.
Kurtyna!

Wpis: 1 320.

Pogadamy?

Que difícil es hablar español, porque todo lo que dices tiene otra definición.
Que difícil entender el español, si lo aprendes, ¡no te muevas de región!

[ ..:: LINK ::.. ]
Kończy mi się szkoła. Zbliża się przerwa wakacyjna a wraz z nia przerwa w rozmowach w spanglishu. Żeby nie wypaść z wprawy (choć to za dużo powiedziane) postanowiłem rozejrzeć sie za innymi opcjami niż zajęcia.
Znalazłem stronę conversationexchange.com, na której ludzie z różnych stron świata pomagają sobie w nauce języków. Zasada jest prosta. Znam polski, ty angielski… Ją chcę poznać angielski, ty polski… Pogadajmy. Popiszmy do siebie na GG, uruchommy(?) Skype’a, spotkajmy sie na kawie.
Napisałem. Szybko dostałem odzew z propozycją spotkania się na żywo i wystraszyłem się. Mam pewne zaległości międzyludzkie i obawiałem się jak dałbym sobie radę z obcą osobą w obcym języku. Sprawa została na tę chwilę odłożona w czasie.
Na drugi ogień poszedł couchsurfing.org.
Są na CS osoby, na co dzień mieszkające w Dublinie, które stworzyły grupę mającą na celu wzajemną pomoc w opanowaniu jakiegoś / danego języka. Idea ta sama, co na Conversation Exchange ale mam jakieś takie wrażenie, że — spotkawszy wcześniej ludzi poznanych dzięki CS — byłoby mi łatwiej się przemóc.
Historia powtórzyła się. Szybki post. Jeszcze szybsza odpowiedź. Moja sugestia byśmy może rozpoczęli od pozostania pen-friends [1], bo czułbym się pewniej ze słownikiem pod ręką została zbyta swojskim: „Daj spokój ze słownikiem, chodź no”. Wymigałem się pozostawiając sobie jednak otwartą furtkę. Monituruję grupę na bieżąco i gdy przekonam sam siebie, może zdecyduję się zjawić na jakimś spotkaniu.
Jest też Spanglish Dublin. Coś, a’la speed-dating. Siada się przy stoliku. Ktoś dosiada się. Szybka konwersacja i zmiana stolików. I tak co pięć minut. Ale to jeszcze nie ten etap.
Na koniec postanowiłem przeszukać rodzime fora znajdujące się w Irlandii. I oczywiście, trafiłem na rodaka, który chętnie, jak najbardziej, w każdej chwili… Za dwie dychy za godzinę. Niech spierdala!

Zdaje się, że pozostanie skorzystać z rady Darusia, który rzekł ostatnio: „Chodź, Walczak, na miasto. Wiesz jaki tam potencjał? Jak co roku, zaczął się sezon na wymiany językowe i kluby są wręcz pełne osób, które chciałyby od czasu do czasu usłyszeć coś po swojemu a i mnie niekiedy przydałby się tłumacz”.

———————
Bez dygresji się nie obejdzie:
[1] — W zamierzchłych czasach szkoły podstawowej, kiedy po ulicach Łodzi wciąż jeździły autobusy linii A, B etc. i kiedy szczyt popularności osiągnęły Koło fortuny czy Za chwilę dalszy ciąg programu, na lekcjach z języków obcych otwierałem podręcznik i czytałem o tym, że ludzie z różnych krajów piszą do siebie listy ćwicząc tym samym swoją znajomość danego języka. Wtedy wydawało mi się to dość dzikie, bo jak to? Pisać do obcych? Niby o czym? Raz, a dwa. Z błędami? Eee… Nie wypada. Po dwudziestu latach z okładem zaczynam rozumieć ideę. Poza tym, jakby nie patrzeć, epistolografia nie jest mi obca.

Wpis: 1 319.

Jack London – John Barleycorn

Jack London - John Barleycorn
„W kilka minut później stanąłem zdziwiony. Zobaczyłem, jak jeden z chłopaków zakołował się z pół tuzina razy i zatrzymał się raptownie nad brzegiem rowu, ponuro wpatrując się w głąb i ponuro rozmyślająć wpadł do niego (…)”

Ile razy nie sięgałbym po Barlejkorna, zawsze mnie bawi. I zawsze pojawia się pytanie, czy gdyby Barlejkorn był lekturą szkolną, dałoby się omówić go w ten sposób, by nie stał się podręcznikiem, przewodnikiem, co można robić po [alkoholu], czy skończyłoby się tak, że młodzież znajdowałaby w nim jedynie inspirację miast przestrogi.
Wpis: 1 318.

Hej, cześć, nie wiem czy wiesz. Już za parę godzin zaczyna się mecz.

Mieszkam kilka minut [drogi] od stadionu. Pewnym było, że pewnego dnia zawitam na niego kibicować lokalnej drużynie Shelbourne FC. Okazja nadarzyła się wczoraj. Poszedłem.
Na początek, brak sprawdzania przy wejściu i okazało się, że spokojnie mogłem wnieść wcześniej spreparowaną kolę. Dalej, trybuna główna w miarę pełna, reszta tak sobie. Na oko z tysiąc osób. Trzy, jedna trybuna „Ultras”, dopingowała dość głośno i prawie nieprzerwanie. Sam mecz? Tragedia. Poziom pierwszej albo i drugiej polskiej ligi. Wynik? 2:1 dla Shelbourne, choć nie obyło się bez kontrowersji w postaci karnego dla Bray, szczęśliwie wybronionego przez bramkarza. I na koniec: kibice, jak w PL, żrą na meczu. Trybuna, zadaszona, wypełniona była zapachem frytek z rybą (nie jedzą bułki z kiełbachą); kibice biją brawa po dobrej akcji czy bramce, nieważne której z drużyn; kibice biją brawa schodzącym z boiska piłkarzom, nieważne z którego zespołu. Po meczu, kibice obu drużyn idą do pubów, przedyskutować dopiero co obejrzane spotkanie. Całkowicie inna kultura kibicowania.

 

trybuna ultras Shelbourne FC
„Galera” na stadionie Shelbourne FC

trybuna główna Shelbourne FC
Trybuna główna.

trybuna przyjezdnych Shelbourne FC
„Goście”

Wpis: 1 317.

Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: Co chcesz robić w życiu? A później zacząć to robić.

Wciąż próbując odpowiedzieć sobie na to jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie, zwróciłem się o pomoc do mojego patrona.

  • Św. Piotr opiekuje się następującymi miastami: Awinionem, Bieczą, Dusznikami-Zdrojem, Frankfurtem nad Menem, Genewą, Hamburgiem, Nantes, Poznaniem, Rygą, Rzymem i Trzebnicą.
  • Św. Piotr odpowiada za następujące zawody: blacharz, budowniczy mostów, kowal, kamieniarz, marynarz, rybak i zegarmistrz.
  • Św. Piotr jest także wzywany jako orędownik podczas: epilepsji, gorączki, febry czy ukąszeń przez węże.

Inne źródła dodają jeszcze patronat nad: papieżami, piekarzami, żniwiarzami, rzeźnikami, szklarzami, stolarzami, szewcami, ślusarzami, ołownikami, garncarzami, zdunami, murarzami, cegielnikami, sieciownikami, sukiennikami, folusznikami, sprzedawcami ryb, żeglarzami, rozbitkami morskimi, pokutnikami czy przystępującymi do spowiedzi.

Nie powiem, żebym już był podjął decyzję, ale… Mógłbym się gdzieś przeprowadzić. Waham się nad: papieżem, murarką czy pozostania rozbitkiem morskim. Inną opcją byłoby byciem wzywanym do ukąszeń przez węże. Tyle, że z tym ostatnim coś ciężko w Irlandii. 

Wpis: 1 316.