Kalendarz

Październik 2011
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66047
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Październik 2011

Aprendo español y no quiero parar

Jak niegdyś wysłałem prima latina epistula, tak teraz poszedł pierwszy email w nowym języku. Pełen błędów, jak się domyślam i napisany na zasadzie: „ja być, mieć, chceć”, ale i tak daje radość.
Alleluja i do przodu! Już tylko półtora roku!

Wpis: 1 280.

Paraliż, paraliż… cz. 2

Tym razem kierowcy zaczęli jeździć pod prąd.

Wpis: 1 279.

Scenka rodzajowa, typowa

czas: wczesne, piątkowe popołudnie;
miejsce: polski sklep Polonez;
osoby: Emigrant Walczak, pani przy kasie;

Emigrant Walczak w polskim sklepie kupuje to coś, co dolewa się do wody i z czego powstaje biały barszcz. Podchodzi do kasy.

pani przy kasie rozdrażnionym głosem: A nie będzie drobnych!?
emigrant Walczak:
pani przy kasie jeszcze bardziej rozdrażnionym głosem: To będę panu winna cencika!
Kurtyna!

Wpis: 1 278.

Todos contentos y yo también

Piątek:
Szybka wyprawa do centrum w przeszukiwaniu Carrollsów. Bifor w Kate’s Cottage. Przechwycenie Ewy[1], powrót na Fairview, trzy szybkie w Meagher’sie i coś więcej w domu.

Sobota:
Barbarzyńsko wczesna pobudka, jedno korekcyjne, taksówka na lotnisko, dwa na drogę, Baileys w samolocie[2].
W Łodzi chwila na Tomaszewicza, spotkanie pod Centralem, transport na Karolew. Wymiana barterowa z BB, Pink Pub ze Skarbem i Rege, wreszcie koncert[3], a po nim after w Dekompresji[4].

Niedziela:
BB z Anią na obiedzie, wizyta na działce, wizyta na Dąbrowie[5], BB z Anią na kolacji i wieczór u Harnasi[6].

Poniedziałek:
Od rana poszukiwania fryzjera i zegarmistrza[7], później wizyta ciotki, a wieczorem zwycięski mecz u BB[8].

Wtorek:
Pobudka, śniadanie, lotnisko[9], Dublin i na zakończenie ostateczny after w miejscu, z którego się zaczęło, w Kate’s Cottage.

———————
[1] Ewa podróżowała z Tralee. Droga do Dublina zajmuje sześć godzin. Zamiast jechać nocą, zdecydowaliśmy, że skoro i tak lecimy tym samym lotem, to właściwie może przyjechać dzień wcześniej i przebunkrować się tutaj.
[2] Starym harcerskim zwyczajem poprosiliśmy obsługę Ryanaira o kubeczki z lodem. Pierwsze trzy dostaliśmy w miarę bezproblemowo. O kolejne trzeba było się starać.
[3] A) Koncert udany. Mam sentyment do Akuratu, HappySadu czy Pidżamy Porno. B) Niestety, organizatorzy spieprzyli sprawę z browarami i co się nastałem na zewnątrz po kupon a później piwo, to moje. C) Z drugiej strony, czekając w kolejce poznałem jakichś ludzi, którzy później zapraszali na after, z którego to zaproszenia i tak nie skorzystałem. D) Jeszcze przed koncertem uczepiła się jakaś zbłąkana dusza, którą, wprowadziwszy na halę, zostawiliśmy z premedytacją. W trakcie koncertu, uczepiła się kolejna zbłąkana dusza, którą, zabawiwszy chwilę rozmową, zostawiliśmy z premedytacją. W sztuce lekceważenia robię się coraz lepszy.
[4] Do Dekompresji miały wozić jakieś specjalne autobusy, których nie uświadczyliśmy. Wbiliśmy się w jeden nocny, później drugi i kiedy już wystarczająco długo podróżowaliśmy Aleksandrowską, postanowiliśmy wysiąć i szukać klubu. Szukaliśmy go w złą stronę, aż zdecydowaliśmy się złapać taryfę (pierwsze dwadzieścia machniętych nawet się nie zatrzymało). W samym klubie trochę zabawy w towarzystwie o połowę ode mnie młodszym, szybka drzemka i wyjście przy asyście i na wyraźne życzenie ochrony.
[5] Dąbrowa trzyma się coraz słabiej.
[6] Tradycyjnie, niezwykle sympatyczny.
[7] Zakończone sukcesem. Niewykrywalny na lotniskach zegarek Al-Kaidy udało się naprawić, czego nie udało mi się dokonać w Irlandii.
[8] Sam mecz średni, ale wynik bardzo dobry. Od poniedziałku Mięciel detronizuję Danielewicza, a obaj stają się legendami piłki nożnej. Po meczu szwędałem się z BB po Karolewie poznając kibicowski folklor — hordy pijanego chłopa, których nomenklatura sładała się jedynie z kurwa, żydzew. Na koniec przypadkowe spotkanie ze znajomym z PSZ-u, którego nie widziałem dobre jedenaście lat.
[9] Na lotnisku, zgodnie z inną starą harcerską tradycją, sklep bezcłowy i przysłowiowa kola lajt.

Wpis: 1 277.

Wesoły samolot, niebem Europy frunie

Lot nr 1978, sob. 15.10, godz. 6:40 — 10:20, Dublin — Łódź
Ewa, Daruś, ja.

Lot nr 1979, sob. 18.10, godz. 10:45 — 12.35, Łódź — Dublin
Ewa, Karolajna, Daruś, ja

Strzeżcie się współpasażerowie!

Wpis: 1 276.

Ch… bombki strzelił, Paryża nie będzie

Gdy kilka tygodni temu, bookowałem bilety do Paryża, głównym powodem, dla którego się zdecydowałem był fakt, że mógłbym po pięciu i trochę latach przerwy, znów spotkać Skarba A. Nie widzieliśmy się masę czasu i gdyby nie FB, zupełnie nie wiedziałbym, co u niej słychać. A tak, nadarzyła się okazja i czym prędzej Ryanair zarobił na mnie parę Euro.
Niestety, wraz ze zbliżaniem się daty odlotu, sytuacja zaczęła się komplikować i ostatecznie stanęło na tym, że Skarba A nie będzie na miejscu, a mnie pojawił się poważny orzech do zgryzienia — co zrobić z posiadanymi biletami.
Nieobecność Skarba A sprawiła, że chęć odwiedzin stolicy Paryża, na tę chwilę mocno mi osłabła. Nigdy nie byłem frankofilem, mam nabytą awersję do języka francuskiego. Przestało mi zależeć.
Zacząłem racjonalizować: A) Trzeba będzie wynaleźć jakieś B&B (nie jestem zwolennikiem hosteli), znaczy się koszta; B) Samolot startuje bardzo wcześnie i ląduje bardzo późno czyli na lotnisko taryfa, znaczy się koszta. I tak, ze skąpstwa, czy jak kto woli, oszczędności pogodziłem się z myślą, że Paryż kiedy indziej. Bo będę chciał polecieć. W to nie wątpię. Tylko następnym razem wszystko, tzn. Skarba A, chciałbym mieć dograną. Zawsze też pozostaje plan awaryjny. Zorganizować ekipę (jak do Lizbony czy Oslo) i urządzić wycieczkę grupową. Się zobaczy.
Tymczasem, w ramach wynagrodzenia niepowodzenia ze stolicą Francji, po głowie chodzą mi Aberystwyth, słyszałem o tanich biletach na LM w Manchesterze i może zawitałbym raz jeszcze do Edynburga.
Teraz wracam do The Tree Of Life, filmu, którego się nie ogląda a doświadcza.

Wpis: 1 275.

Nie do końca licentia poetica

Organizję ze znajomym zabawę towarzyską, prywatkę rzec by można. Jest to ogarnięcia mieszkanie, trzeba przearanżować meble, pozmywać, przekąski przygotować i takie tam. Standard. Praca jest wymagająca i przychodzi nam do głowy genialny w swej prostocie pomysł, coby czas i wysiłek umilić sobie kieliszkiem pożywnej, dobrze schłodzonej substancji. Jednak, by na biforze się nie skończyło, postawiamy pić wspólnie jedynie co drugi kieliszek.
I tu pojawił się problem.

Wpis 1 274.