Kalendarz

Sierpień 2011
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66047
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2011

Polaryzacja tygodnia

Piętnaście lat temu tydzień zaczynał się w poniedziałek wraz z rozpoczęciem lekcji w SP czy LO.
Dziesięć lat temu właściwie nie zaczynał wcale; ze względu na panującą swobodę, zajęcia na studiach nie były żadnym punktem odniesienia.
Przez ostatnie pięć lat, początek tygodnia następował w piątek, co uzależnione było od pay-cheque’ów.
Od kilku miesięcy, pierwszym dniem tygodnia jest środa.

Wpis: 1 261.

Śniło mi się…

Znajomy, z właściwym sobie zaangażowaniem, opowiada: „I słuchaj, stary, bo te jaguary, które hoduje Tesko, to są oszukane. To są jaguary z norek. Wyobraź sobie, jak zbieraliśmy je kiedyś z… to atakowały nasze namioty. Już nie tylko z głodu ale też z wściekłości…”

Wpis: 1 260.

Malcolm Lowry — Pod wulkanem

Choć jestem dopiero w jednej trzeciej, już mogę stwierdzić, że do kanonu bohaterów pozytywnych dopisuję Pod wulkanem.

„W pewnym sensie to, co wydarzyło się jest znakiem mojej wierności, lojalności. Każdy inny mężczyzna spędziłby ten czas zupełnie inaczej (…)”.

.A w kolejce czekają jeszcze dwie książki i jeden film.

Wpis: 1 259.

Plastik

Dawno, dawno temu, kiedy dopiero co wychodziłem z zaułka zwanego muzyką rockową na szerokie ulice muzyki w ogóle, otwierając się w ten sposób na muzykę rozrywkową, przewodnikiem po nowych rejonach było wychodzące w owym czasie, a były to odległe lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku, czasopismo Plastik.
Magazyn Plastik miał to do siebie, że traktował o tej przestrzeni spektrum muzycznego, które było mi do tamtej pory zupełnie obce i prezentował te kierunki, na które warto było zwrócić uwagę. Ponieważ moja — wcześniej rockowa — dusza była chłonna, Plastik trafił na wyjątkowo podatny grunt. Dodatkowym atutem tego czasopisma był, dziś być może dość oczywisty, fakt dodawania do niektórych numerów płyt CD. Płyty zazwyczaj przedstawiały katalog jednej z działających wtedy na rynku wytwórni prezentując co lepsze utwory.
Pamiętam swoją fascynację pierwszą składanką Koch International. W tamtym czasie, poprzez dobór i kolejność utworów, wydawała mi się idealną muzyczną ilustracją tego, jak przebiegały imprezy nastolatków w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Zaczynała się szybkim utworami, zupełnie tak, jak zaczynały się zabawy, gdy mało kto kogo znał i każdy bawił się bardziej sam niż w gronie. Później następowało spowolnienie, które pozwalało na zawieranie znajomości. Spowolnienie osiągało punkt kulminacyjny, w którym tempo piosenek przeradzało się z wesołego podrygiwania w pląsanie, a cała płyta, tak, jak i spotkania w tamtym czasie, kończyła się nieinwazyjnymi piosenkami, które przyjemnie towarzyszyły rozchodzącemu się nad ranem towarzystwu… W każdym razie…
Posiadałem wszystkie Plastiki, wszystkie płyty i byłem bardzo zadowolony.
Płyty cieszyły się powodzeniem i raz po raz ktoś je pożyczał, aż w końcu zgubiłem rachubę i ostatecznie przepadły. Od tamtej pory, czyli od początku zeszłej dekady, chodziło mi po głowie skompletowanie tych kilku wydanych przez Plastik płyt. Po pierwsze dobra muzyka; po drugie sentyment. Z różnych powodów nie udawało mi się aż do niedawna.
Kilka dni temu, przeszukawszy Internet, znalazłem wszystkie! Ponownie jestem szczęśliwym posiadaczem kolekcji Plastika.

A jakież było moje zdziwienie, kiedy otworzywszy pierwszy plik .mp3 by otagować go zgodnie z własymi upodobaniami znalazłem swoje własne (sic!) tagi sprzed dziesięciu (sic!) lat. 20-ty września 2001-ego roku! To było przecież w zupełnie innej erze…

Wpis: 1 258.

Zwroty podstawowe

No entiendo.
No sé.

Wpis: 1 257.

W telegraficznym skrócie

Piątek, niejako tradycyjnie, pod „ten” film.
Sobota, to latynoamerykańskia zabawa u Jimmiego.
Niedziela — wycieczka do Dún Laoghaire.
A teraz, podtrzymujemy zwyczaj niezasypiania przed ósmą rano.

Wpis: 1 256.

Scenka rodzajowa, typowa:

Czas: środa popołudnie.
Miejsce: Salon [sieci komórkowej] 3 na Grafton Street.
Osoby: Dziewczyna z obsługi klienta, Walczak.

Kilka dni wcześniej, Walczak przypadkiem zgłosił się do konkursu o bilety na mecz i wygrał. Miał odebrać je w salonie 3 na Grafton Stricie do środy wieczór. Uskutecznił spacer. Wszedł we wskazane miejsce.
Walczak: Witam. Co tam? Ja w sprawie biletów na dzisiejszy mecz. Miałem zgłosić się po odbiór…
Dziewczyna z obsługi klienta: Jak tam? Tak. Jak masz na imię?
Walczak zgodnie z prawdą: Peter…
Dziewczyna z obsługi klienta biegnąc na zaplecze: Okej, chwila…
Walczak wołając za [nią]: Może jakiś dokument tożsamości? Numer telefonu? Coś?
Dziewczyna z obsługi klienta wracając z zaplecza i wręczając kopertę z biletami: Nienienie, nie trzeba. To ty?
Walczak ponownie zgodnie z prawdą: Tak, ja. Dzięki. Miłego!
Dziewczyna z obsługi klienta: Miłego!
Kurtyna!

Wpis: 1 255.

A w tym roku…

… nie ma Woodstocku.

Wpis: 1 254