Kalendarz

Marzec 2011
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

Miesięczne Archiwa: Marzec 2011

Zgranie w czasie

Kiedy właśnie odrzuciłem propozycję pracy w Polsce dziękując uprzejmie za oferowane mi stanowisko i mówiąc, że nie jestem zdecydowany wrócić w tej chwili, a najprędzej gdzieś w okolicach wakacji i usłyszawszy, żeby odezwać się po powrocie, bo ludziom rekrutującym mnie wydało się, że byłbym wartościowym elementem tworzonego od podstaw zespołu, usłyszałem u siebie w firmie, że szukuje się redukcja etatów o jedną trzecią i mam przeczucie graniczące z pewnością, że znajdę się grupie osób nią objętych.

Wpis: 1 238.

Bohaterowie pozytywni

Książki:
— A. i B. Strugaccy — Pora deszczów
— Jerzy Pilch – Bezpowrotnie utracona leworęczność, Pod Mocnym Aniołem
— John Steinbeck — Tortilla Flat
— Marcin Świetlicki — Jedenaście, Dwanaście, Trzynaście
— Hunter S. Thompson — Rum Diary

ostatnie odkrycie:
— Heere Heeresma — Dzień na plaży

i oczywiście ponadczasowy:
— Jack London — John Barleycorn

Filmy:
The Lost Weekend;
Pętla;
Leaving Las Vegas;
nieco z innej beczki:
Rok ďábla

O czym zapomniałem?

Wpis: 1 237.

Pierwsza…

od sześciu lat rozmowa kwalifikacyjna w Łodzi.
 
Poniedziałek, 28-my marca, godz. 10-ta, ul. Zamenhofa. 

Wpis: 1 236.

Post

W ramach postanowień wielkopostnych, decyduję się przez najbliższe czterdzieści dni nie tykać białego wina, ha!

naleśnik
Z potyczki z „naleśnikowym wtorkiem” wyszedłem napoły zwycięzko. Okazało się, że oprócz składników i narzędzi potrzebna jest jeszcze wprawa.

Wpis: 1 235.

O tym, jak Walczak z kolegą psa zgubili…

Szliśmy na mecz. Tzn., mecz pokazywany był w TV, więc szliśmy do kogoś, kto ma polską telewizję. Nie chcieliśmy jednak zostawiać Elvisa samego w domu, pomyśleliśmy, że połączymy przyjemne z pożytecznym i zabierzemy go ze sobą. Przespacerowaliśmy Portlaoise, przed siódmą dotarliśmy na Triog Manor. Elvisa umieściliśmy w ogrodzie, a sami umieśliśmy się przed telewizorem.
Mecz, jak mecz, zremisowany w ostatniej minucie, ale w trakcie udało nam się ustalić, że zaraz po, zbieramy się i wracamy na Fair Green kontynuować wieczór. Mecz się skończył, stół się nakrył i postanowiliśmy przenieść powrót na trochę później, potem na bardziej później, aż w końcu już niczego nie postanawialiśmy. Wpuściliśmy tylko psa do środka, bo jakoś nam żal było, jak patrzył na nas zza szyby…
Rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłem i okazało się, że psa nie ma. Gdzieś się nocą zapodział. Spanikowaliśmy. Jeśli nie odnalazłby się, moglibyśmy spokojnie żegnać się z życiem. Zaczęliśmy obdzwaniać Triog Manor i modlić się, żeby gospodarze pamiętali więcej. W miarę możliwości, chcieliśmy zataić stratę przed właścicielką psa. Z drugiej strony, liczyliśmy na to, że ponieważ Elvis ma medalik z nr-em telefonu, znalazca zadzwoni. I tak się stało.
Znalaz go sąsiad na Triog Manor. Historia z happy endem tylko zastanawia, jak skubany spod stołu dostał się do sąsiada za płot?

Wpis: 1 234.

Rozmowa z BOK

— Liam, w czym mogę pomóc?
— Cześć Liam, jak tam? Słuchaj, jak teraz podpiszę z wami nowy, dwunastomiesięczny kontrakt i zerwę go przed czasem, to ile będę musiał zapłacić?
— No tyle, ile zostanie do końca, ale chwila. Po co chcesz nową umowę, skoro myślisz o jej zerwaniu?
—Bo za dziewięć euro mogę mieć telefon, który normalnie koszutje w pizdu, a ten który mam obecnie doprowadza mnie do rozstroju nerwowego.
— Co?! Zaraz sprawdzę, moment… O! Ale jakie ty rachunki płacisz!!!
— Nie musisz mi przypominać, Liam. Dzięki. Miłego dnia.
— Miłego.

Wpis: 1 233.

Na dzień dobry

— Hiya, how’s it hangin’?
— Ahh, bit to the left, you know yourself.

Uwielbiam irlandzkie przywitania.

Wpis: 1 232.

Już marzec

Ale ten czas ucieka!

Wpis: 1 231.