Kalendarz

Kwiecień 2010
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66047
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2010

Lecimy na Woodstock!

     To już pewne. Na tyle, na ile tylko może być pewne przy spisku islandzkich wulkanów, ale mniejsza. Miejmy nadzieję, że Katla wybuchnie później.

     Wyruszamy w czwartek, 29-ego lipca. Lecimy od rana tak, żeby około południa być w Berlinie. Stamtąd będziemy musieli dostać się w jakiś sposób do Kostrzyna. To niedaleko, kilkadziesiąt kilometrów. W grę wchodzi kilka środków transportu. Myślimy o pociągu — ponoć jeżdżą co godzinę. Może będą jakieś prywatne kursy? Może uda namówić się kogoś, by odebrał nas z lotniska, a może zrealizujemy plan o wynajęciu busa i triumfalnym dotarciu na festiwal własnym środkiem transportu? W każdym razie, tę część mamy jeszcze niedopracowaną.

     Woodstock, jak Woodstock — proste.

     Wracamy w poniedziałek, 2-ego sierpnia, ponownie trasą Kostrzyn, Berlin, Dublin, Portlaoise. Nie powinno być źle!

     ———————
     Starość. Planujemy Woodstock na trzy miesiące wprzód. Właściwie, planowaliśmy od zeszłego festiwalu. Przyspieszyliśmy niedawno szukając coraz to lepszych, tańszych połączeń, przeglądając i później odrzucając masę kombinacji. Starając się o urlopy, ubezpieczając się na wszelkie możliwe sposoby. Wyraźnie czuć, że trójka z przodu, to nie dwadzieściakilka, kiedy wystarczyło chwycić parę stów i wsiąść w pociąg. „Nie, nie, nie, nie, nie, nie… Te czasy już, nie powtórzą się (…)”.

Wpis: 1 118.

Stopnie zobojętnienia.

     „Ja nie oceniam, choć jestem nihilistą
     Nigdy nie potępiam, chociaż widzę to wszystko (…)”

     Zobojętniałem.

     Będąc inwalidą emocjonalnym coraz rzadziej cokolwiek mnie rusza. Jest mało, wręcz bardzo mało rzeczy, które ziębiłyby bądź grzały mnie. Nie interesuję się bieżącymi wydarzeniami, nie przejmuję wynikami sportowymi. Nie martwię się tym, co będzie dalej. Niewiele przejmuję się tym, co jest teraz. A nade wszystko nie dyskutuję. Rezygnuję z dyskusji. Rezygnuję z prób przekonywania kogokolwiek do czegokolwiek (czyt. do jedynie słusznej, bo mojej, racji). Zamiana dyskusji w przedstawianie poglądów jest jedną z pozostałości po studiach. W większości nie odnoszę się do tego, co widzę, czytam, słyszę… Mniejsza…

     W tej całej niewzruszoności i obojętności nie obejdzie się jednak bez stopniowania. Brak zaangażowania nie będzie nigdy całkowity (choć może do tego dążyć) i zawsze pozostanie potrzeba opisywania, bądź odnoszenia się do rzeczywistości ustanowiwszy pewną hierarchię. I tak:

     Z zasady, wszystko jest obojętne. Jak wyżej, ani ziębi ani grzeje, ale…
     Jeśli coś jest okej, wtedy jest obojętne pozytywnie. Obojętne pozytywnie mogą być filmy, książki, wytwory człowiecze tak, jak i relacje międzyludzkie. W praktyce, mój stosunek do kogoś może być obojętny pozytywnie albo obojętna pozytywnie może być mi jakaś powieść, płyta etc. Jeśli coś jest obojętne pozytywnie, oznacza to tyle, że to „coś” podoba mi się, ale szału nie ma. Nie popadam w zachwyt (w ogóle nie popadam w zachwyt, ale to zupełnie inna historia). Innym określeniem na obojętność pozytywną jest sformułowanie: „może być”. Na drugim, natomiast, biegunie sytuuje się:
     Obojętność negatywna. Zachodzi ona wtedy, kiedy coś nie oddziaływuje na mnie w niemal żadnen sposób, ale wywołuje pewien niewielki niesmak. Kiedy coś jest mi nie po drodze. Obojętne negatywnie jest najczęściej moje podejście do ludzi. Nieznajomych, ma się rozumieć. Znajomi nie byliby znajomymi, gdyby byli mi obojętni negatywnie. Obojętne negatywnie mogą też być filmy albo inne rzeczy, w stosunku do których stawia się pytanie: „Podoba się?” (ewentualnie: „Lubisz?”). Obojętność negatywną używam zamiennie ze zwrotem: „Nie, no nie”.

     Te trzy kategorie — Obojętne, Obojętne pozytywnie i Obojętne negatywnie prawie w zupełności pozwalają mi na odnoszenie się do otoczenia i prawie wyczerpują zakres moich uczuć (odczuć). Niemal wszystko jest mi obojętne negatywnie, obojętne pozytywnie lub po prostu obojętne, bo: „generalnie nie ma takiej rzeczy, której nie miałbym w dupie”.

Wpis: 1 117.

A z kosmosu…


Na dole Kerry z Carrantouhillem, trochę wyżej zatoki Limerick i Galway.
Midlands nie ma co szukać. Nawet z kosmosu nie widać.
Zdjęcie @astro_soichi‚ego.

Wpis: 1 116.

Cotygodniowa porcja filmów.

Summer of Sam

Weekend zaczęliśmy Morderczym Latem Spike’a Lee. Film długo się nie rozkręcał a na dodatek nie był głównym daniem wieczoru, w związku z czym nie mam zielonego pojęcia czy był fajny i jak się skończył. Pamiętam, że podobał mi się akcent bohatera granego przez Brodiego. Dopiero później dowiedziałem się, że warto byłoby film obejrzeć w całości i w skupieniu. Może przy innej okazji.

Leaves of Grass

Następnym obrazem był Leaves Of Grass (zdaje się, że polscy dystrybutorzy nie wpadli jeszcze na to jak genialnie spieprzyć tytuł filmu). Edward Norton razy dwa — jako profesor filozofii i jako hodowca trawy. Ot, komedyjka kryminalna. Kilka momentów, gdzie można się pośmiać i — co mnie osobiście urzekło najbardziej — odniesienia do filozofii z włączeniem tetrafarmakonu epikurejczyków czyli jednego z pytań na pierwszym egzaminie na studiach z historii filozofii starożytnej. Do dziś zresztą pamiętam odpowiedź (mniej więcej, ma się rozumieć).

Dorian Gray

Na koniec poszedł Dorian Gray, kolejna ekranizacja powieści Wilde’a. Treść znana, wykonanie nie zaskoczyło. Film ok. Jeśli chodzi o mnie, to lubię manifestację kulturową postaci Doriana i termin, który został stworzony na opisanie jego osoby: „jajość” (od „ja”), jako kwintesencja egocentryzmu. Rozumienie tego terminu nie jest mi w żadnym stopniu obce.

Wpis: 1 115.

Z myślą o przyszłości…

AP Photo

Reuters

AP Photo

AP Photo

AP Photo

AP Photo

AP Photo

AP Photo
©AP Photo & Reuters 2010

Wpis: 1 114.

Coś się zmieniło?


Zwiedzanie Retkinii rozpoczynamy od przepięknego dworca kolejowego Łódź Kaliska.


Kolejnym miejscem jest „Teatr Marzeń”, Stadion Łódzkiego Klubu Sportowego.

Dalej Biedronka, źródełko wszystkich idących na koncert do…

… Dekompresji, dobrego klubu muzycznego.

Później „PSZ”, z którego niedaleko jest do…


… Championa, gdzie zawsze można było zdobyć napoje orzeźwiające.


A kiedy zaistniała potrzeba na napój onietrzeźwiający
z pomocą przychodził sklep firmowy browarów łódzkich.

Mc Donald’s – retkińska restauracja.


Ale i centralny punkt spotkań.


Dyskont spożywczy z Finkenbrauami.


Cel pielgrzymek na pasterkę.


Do pewnego momentu – ostatnia deska ratunku.


Gigantyczne wręcz akwarium.


Intelektualne inicjacje.


Pałac Młodzieży.


Mała Szkoła.


Papierosy / Alkohol / Art. Spożywcze – Niepotrzebne skreślić.


Bank, wcześniej „Rock Island”.

Wpis: 1 113.

10.IV.2010, ciąg dalszy… ostatni.

     Skoro mija już pierwszy smutek i otrząsamy się powoli z tego, co wydarzyło się w sobotę, czas najwyższy zacząć nazywać ulicę imieniem prezydenta, jego żony, współpasażerów.

     Nie wiem, być może nie daję sobie rady z tą sytuacją, ale jestem rozdrażniony, a najbardziej tym, że płaczą ci, którzy jeszcze w piątek psy chcieli na prezydencie wieszać. Normalnie: „Bolszewicy na mszy, w pierwszych rzędach siedzą (…)”.

Wpis: 1 112.

10.IV.2010

     Nie płakałem po papieżu. Po prezydencie też nie będę. Nie będę milczał dwóch minut, ani zapalał świeczki w oknie. Nie będę wywieszał biało-czerwonej z kirem, ani ustawiał okolicznościowego opisu na GG. Zrobiłbym to, gdybym wierzył, że ta tragedia nas, naród, zmieni. Nauczony doświadczeniem sprzed pięciu lat — nie wierzę. Nic się nie wydarzy.

Wpis 1 111.

Scenka rodzajowa, typowa.

     Miejsce: Słoneczne wzgórze, numer 35.
     Czas: Poniedziałkowe popołudnie.
     Osoby: Ewa, Emigrant Walczak.

     Emigrant Walczak właśnie powiesił na drzwiach wydrukowane Sonety Krymskie. Użył za dużej czcionki i zmieściła mu się jedynie połowa. Zastanawiał się, co zrobić z resztą, gdy do pokoju weszła Ewa…
     Ewa spojrzawszy na drzwi: O! To twoje?
     Emigrant Walczak: Nie, Mickiewicza, ale dziękuję.
     Kurtyna!

Wpis 1 110.

Manifest Emigranta!

  • Nie przyjechałem do Irlandii z własnej woli.
  • Nie przyjechałem do Irlandii skąpić na dom, samochód albo inne chuj-wie-co.
  • Nie przyjechałem do Irlandii zapieprzać na zmywaku.
  • Nie przyjechałem do Irlandii gnić w polskich gettach.
  • Nie przyjechałem do Irlandii zamykać się w domu.
  • Nie przyjechałem do Irlandii na czas określony.
  • Nie przyjechałem do Irlandii, by z powrotem wracać do Polski.

Wpis: 1 109.