Kalendarz

Październik 2009
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66075
  • Dzisiaj wizyt: 10

Miesięczne Archiwa: Październik 2009

Nie piłeś, nie jedź!

     Bez wdawania się w zbędne szczeógły… Od jakiegoś czasu tutejsi politycy starając się odwrócić uwagę społeczeństwa od osławionego kryzysu dyskutują na temat obniżenia dopuszczalnego stężenia alkoholu we krwi kierowcy z 0.8 promila do 0.5. Nie mam pojęcia ile to jest 0.8 a ile 0.5… Dużo, mało… Nieważne… Ważne, że sejm ma zajęcie mimo, że tak na dobrą sprawę „wszyscy” (posłowie, właściciele i klienci lokali gastronomicznych, sklepów monopolowych etc.) są przeciwni i nikt w zasadzie nie pamięta, kto pierwszy wyskoczył z takim pomysłem.

     I w ramach tej dyskusji głos ostatnio zabrał kolejny polityk. Niejaki Mateusz McGrath, deputowany z hrabstwa Tipperary, przedstawiciel rządzącej partii republikańskiej Fianna Fail. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Co rusz ktoś się wypowiada ale Mateusz dał czadu. Rzekł bowiem: „Nie to, żebym tolerował pijanych kierowców ale znam wiele osób, którym drink czy dwa pozwalają zrelaksować się przed ruszeniem w drogę. Inaczej byłyby [te osoby] bardzo zestresowane (…)

     „Za bezpieczny weekend!” zatem i w drogę. :-)

Wpis: 1 083.

Scenka rodzajowa, typowa.

Osoby: Walczak, zbłąkana dusza;
Czas: Późny piątkowy wieczór;
Miejsce: Klub taneczny Coopers.

Walczak stoi w palarni. W ustach papieros, przed nim dwa kieliszki. Podchodzi zagubiona muzyką disko irlandzka dusza.
Zbłąkana dusza: Co słychać? Co tak sam stoisz? Masz może ognia? Dla kogo te kieliszki? Czekasz na kogoś? Może pogadamy chwilę? Skąd w ogóle jesteś?
Walczak: Spierdalaj! Przeszkadzasz mi w piciu!
Kurtyna!

Wpis: 1 082.

Julian Tuwim

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)

I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!…

Wpis: 1 081.

Na podbój [Dublina]…

     Zrobiliśmy sobie wycieczkę po Dublinie. Będzie jakoś tydzień temu. Właściwie nawet, to nie wyczieczkę, a zwykły pub crawling. Tak czy inaczej… Spotkaliśmy się po trzeciej i zaczęliśmy od Parnell Street i tzw. „pierwszego lepszego” lokalu.
     W „pierwszym lepszym”, tudzież w „pierwszym z brzegu” zamówiliśmy, zgodnie z tradycją już, po dwa Guinnessy na łeb. Guinnessy zamawiamy po dwa, żeby przy drugim mieć spokój z czekaniem, aż się ustoi. To najlepsze piwo na świecie (przebiło Spiża) ma to do siebie, że nie dość, że nalewa się (jest nalewane) na dwa razy, a zatem dość długo, to jeszcze powinno się ustać, zanim zacznie się je pić. To, czy jest już gotowe, można sprawdzić stukająć paznokciem w szklankę. Jeśli odgłos jest głuchy (a taki jest na początku, tuż po nalaniu), nie należy Guinnessa tykać. Dopiero, gdy odgłos będzie dźwięczny — stout się ustoi — można delektować się napojem. W łaśnie z tego powodu następnego Guinnessa zamawia się zazwyczaj w połowie, czasem pod koniec, poprzedniego. Naszym sposobem na ominięcie czekania jest zamówienie dwóch od ręki. W każdym razie…
     W „pierwszym z brzegu” zamówiliśmy po dwa i spokojnie rozpoczynaliśmy popołudnie. Na dworze było ciepło i słonecznie, w lokalu cicho, nie-za-jasno i przyjemnie. Spędziliśmy dwie chwile i postanowiliśmy przenieść się na południową stronę miasta — do Temple Baru. Wyruszyliśmy.
Po drodze spotkaliśmy kolegę Pająka. Kolega Pająk znany jest z tego, że również mieszka w naszym Portlaoise. Znany jest też z tego, że także pracuje w Dublinie. Tymniemniej, śmiesznie było natknąć się na kogoś z naszej prowincji w samej stolicy Irlandii. Zamieniliśmy może parę słów i poszliśmy dalej, w poszukiwaniu już nie pierwszego z brzegu, a konkretnego lokalu. Znaleźliśmy „ten z motocyklami w środku”.
     Rozsiedliśmy się wygodnie i tym razem, wbrew tradycji, zamówiliśmy po jednym Guinnessie. Głównie dlatego, że ambitny plan zakładał przemieszczanie się z miejsca na miejsce, a dwa Guinnessy mogłyby okazać się skuteczną kotwicą. Zamówiliśmy po jednym i szczęśliwie przyglądaliśmy się otoczeniu.
Otoczenie było podzielone na dwie części — jadalną i pitną. W części jadalnej obowiązywały restauracyjne reguły, w części pitnej te [reguły] bliższe nam. Wystrój był zdominowany przez elementy motoryzacyjne. Różnego rodzaju tablice, znaki, odniesienia do kultury drogi Ameryki lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych z służącymi za główną atrakcję trzema motocyklami Harley Davidson (chyba).
     Gdy Guinness się skończył, mieliśmy zamiar przenieść się do następnego „zielonkawego” lokalu, by z niego ruszyć dalej, do „czerwonawego” pubu, a stamtąd już nie wiadomo dokąd. Niestety, lokal „zielonkawy” (przez ścianę z „tym z motocyklami w środku” — coby nie było za daleko), okazał się nieprzyjazny, czyli wypełniony ludźmi. Nasza narodowa frustracja nie pozwoliła spokojnie postać wśród tłumu. Pragnęliśmy miejsc siedzących. Opuściliśmy lokal i Temple Bar i poszliśmy w stronę O’Connella. Trafiliśmy na kolejny pub. Tym razem był to „ten z dwoma piętrami”.
     Zasiedliśmy na parterze i postanowiliśmy strzelić — tak dla odmiany — po dwa Guinnessy na łeb. Co się będziemy. Tym bardziej, że — ku naszemu nieukrywanemu zdziwieniu — Guinness w samym Dublinie był tańszy niż u nas, na prowincji. Zaskoczyło nas to porządnie. Zazwyczaj spodziewalibyśmy się odwrotnej sytuacji. W Irlandii jednak wiele rzeczy nie jest takich, jak można byłoby przypuszczać.
Po dwóch Guinnessach, kiedy za oknem zaczynało robić się ciemno, zdecydowaliśmy się ruszyć w drogę powrotną, a w drodze powrotnej…
     W drodze powrotnej zahaczyliśmy o „już na pewno ostatni” pub. W nim dwa szybkie i do auta. Kierowca nie pił, za to trochę niecierpliwił się tym, że nam wieczór tak mija a jemu inaczej. Tak czy inaczej, z „na pewno już ostatniego” pubu wyszliśmy jakoś po ósmej i już po dziewiątej byliśmy z powrotem w Portlaoise. Dublin podbity, my — z lekka — podpici.

Wpis: 1 080.

Bez tematu.

Październik ma to do siebie, że robi się coraz ciemniej, zimniej, bardziej mokro i wszystko człowieka wkurwia tak jakby dwa razy mocniej.

Wpis: 1 079.

Z cyklu: SMSowe niespodzianki.

E: Wtorek dzis? (07-paź-2009, 11:34am)

Wpis: 1 078.

10 lat później.

Widzę, stoisz ty.
Nie trzymałem cię za rękę od czterech dni.
Nie mówiłem niczego dobrego do ciebie,
A tak wielu,
Nie ma ciebie dla siebie
A tak wielu (…)

wpis: 1 077.