Kalendarz

Lipiec 2009
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2009

Golden Life – Blok Brygada

Wpis: 1 052.

Jedenaście lat później.

     Środowy wieczór i czwartkowy poranek spędzam w „Agnaharna Leisure Centre”. Wieczorem oglądam koncert Pink Floydów Pulse i popijam drinka (1/3 Martini, 1/3 Wódki, 1/3 Sprite’a), którego ostatni raz piłem 11 lat temu, z Kubiakiem, Kozłowskim, Bazylak – dobrą ekpią z Kopernika. Rano – ku swojemu nieukrywanemu zdziwieniu – odnajduję film Dobermann, o którym rozmawiałem kilka godzin wcześniej. Oglądam, po raz pierwszy od jedenastu bodajże lat.

     Jest dobrze, bo w środowe popołudnie dowiaduję się, że pojawia się okazja dorobić trochę na miejscu, w Portlaoise. Wysyłam aplikację i w czwartek zostaję zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną, którą – mimo iż stawiam warunki – przechodzę pomyślnie. Zostaję poinformowany, że za klika tygodni zaczynam. Świętuję to wydarzenie najpierw w Letheanie, a później w Magicznym Domu na Glenregan pod numerem ósmym.

     Cieszę się.
     W sobotę, ponownie w „Agnaharna Leisure Centre”, będzie dobra impreza. W poniedziałek idę na U2. Nie minęła jeszcze dziesiąta, a już wstępnie ustawiłem się na wieczór. Jak dawniej, wysyłam i otrzymuję dziesiątki SMSów (co jeszcze jakiś czas temu nie było oczywiste) i jak dawniej czas mija tak prędko, że na wszystko wydaje się go brakować. Jak dawniej przebywam wśród ludzi i z istoty całkowiecie aspołecznej wracam do koegzystencji (czyt. imprezowania) z innymi. Jak dawniej, życie stało się beztroskie, a przez to przyjemne.
     Jednak największym osiągnięciem wydaje się jest powrót [do] „Metropolii”.
     Piękne mamy lato tego roku!

Wpis: 1 051.

SMSowe niespodzianki.

P: Umawiamy sie tylko z Wijata na wieczor gdzies, jakos.
E: Ciekawe gdzie i jak.
P: Gdziekolwiek, jakkolwiek… Byle by.

Wpis: 1 050.

Na rozmowie kwalifikacyjnej.

Ronan: Aine, czy mogłabyś opowiedzieć Piotrkowi, jak wygląda twój dzień pracy tutaj?
Aine: Zaczynam od sprawdzenia emaili, które przyszły nocą. Przeglądam zamówienia. Drukuję faktury i przesyłam je do magazynu. Odbieram telefony. Sprawdzam, czy mamy wystarczająco dużo towaru na stanie i uzupełniam ewentualne braki.
Ronan: A co ty robisz u siebie, Piotrek?
Piotrek: To samo.
Kurtyna!

Wpis: 1 049.

Lawn Mower Men

kosiarze umyslow

Wpis: 1 048.

Marcin Świetlicki – 49 wierszy o wódce i papierosach

Krótka pijacka piosenka

Post gryzie się z karnawałem.
Miałem umrzeć, nie umiałem.
Miałem umrzeć, nie zdążyłem.
Miałem umrzeć, nie trafiłem.

Wpis: 1 047.

Baśń o ludziach stąd


A’Yoy w najlepszej formie!

Wpis: 1 046.

10 minut ulicami Dublina.

 — Good morning. Free Metro.
 — No, thank you.
 — Good morning. Free Metro.
 — No, thank you.
 — Good morning. Herald.
 — No, thank you.
 — Good morning. Free Metro
 — No, thank you.
 — Good morning. Herald.
 — KURWA!

Wpis: 1 045.

Sligo story.

     Organizacyjnie, wycieczka do Sligo była całkowicie spaprana. Do samego końca nie było wiadomo kiedy wyjedziemy ani kto pojedzie. Skład osobowy zmieniał się z dnia na dzień, podobnie czas wyprawy… Koniec końców, udało się jednak ruszyć w trasę w piątek wieczorem. Było nas 4 łby.

     Zanim ruszyliśmy, poszliśmy sobie na małe piweczko, bądź dwa do Letheana. Zrobiwszy biforek zapakowaliśmy się do Leksusa i pognaliśmy na północ.

     Jechaliśmy dobre trzy, może cztery godziny i tyleż piw. Na miejsce dotarliśmy po dziesiątej. Zostawiliśmy auto i poszliśmy na miasto.

     Zwiedzaliśmy public house’y. Był jazz, piwo, wino, wódka. Obskoczyliśmy ze cztery. Jeden spokojny. Drugi "tribute to MJ", trzeci miał piętro a w czwartym był dansflor. Do domu dotarliśmy w okolicach świtu ale zabawy nie przerwaliśmy. Padliśmy dopiero koło szóstej, siódmej rano. Było wspaniale.

     Obudziłem się koło dwunastej i ruszyłem do centrum. Reszta jeszcze drzemała. Poszedłem szukać zgubionego dzień wcześniej pióra. Szukałem także pocztówek i Bulmersa. Pióra nie znalazłem, wszystko inne tak. Długo się nie nachodziłem. Towarzystwo zgarnęło mnie do domu. Znów zapakowaliśmy się w samochody i wyjechaliśmy w drogę.

     Generalnie zwiedzaliśmy wybrzeże. Do tego stopnia, że pod wieczór, po całym dniu jeżdżenia podjechaliśmy na plaże (wcześniej kupiliśmy ręczniki) i kiedy zachodziło słońce, zrobiliśmy sobie kąpiel w oceanie. Woda zimna i słona, ale co ocean, to ocean. Było niesamowicie. Później już tylko pubik i dom.

     W niedzielę zebraliśmy się z rana i ruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze zahaczyliśmy na moment o Athlone i Sean’s Bar – najstarszą knajpę w Irlandii, założoną w i działającą od 900-ego roku. Tam dwa Guinnessy i jeden zupełnie niespodziewany SMS i pognaliśmy do Portlaoise.

     W domu szybkie przegrywanie zdjęć i żeby dopełnić weekendu polazłem na Esker Hills a później na Agnaharnę. Tak intensywnie ale i pięknie już dawno nie było.

     zdjęcia (wymagaja loginu na Facebooku).

Wpis: 1 044.

To nie dzieje się naprawdę.

     Pochowaliśmy dziś w ogródku szczurzycę Ninę. Zdechła w nocy.
Wykopaliśmy shallow grave i złożyliśmy ją z szacunkiem. Obok położyliślmy kwiat róży – Nina bardzo lubiła kwiaty. Daliśmy jej też kieliszek piwa – była szczurzycą, alkoholiczką.

     Zapisałem się do klubu dyskusyjnego. Będziemy czytać książki i je omawiać nad pintą Guinnessa w Cloister’s. Na pierwszy ogień idzie Q & A Vikasa Swarupa. Przeczytawszy dwadzieścia stron nie mam jeszcze opinii.

     Wieczorem jedziemy do Sligo. Zbierałem się od kilku miesięcy, ale wreszcie zapadła decyzja. Wsiadamy w auto i gnamy na północny zachód zobaczyć, co nam weekend przyniesie

     Mamy cudowne lato tego roku!

     Zszedłem poniżej 80-ciu kilogramów.

     27-ego jadę na koncert U2!

     Chyba po raz pierwszy od 1999-ego roku, chce mi się! Chce mi się tak ogólnie!

     Kurwa, jaki jestem szczęśliwy!

     VITA PULCHRA ET MUNDUS MAGNIFICUS SUNT

Wpis: 1 043.