Kalendarz

Marzec 2009
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65555
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Marzec 2009

Blog umarł!

     Na początku był modem. Wydawał piszczące dźwięki i łączył się z numerem 0202122. Otwierał się Internet (utożsamiany z Netscape’em) a wraz z nim nieskończona – wydawałoby się – liczba stron do odwiedzenia.
     Pod koniec lat dziewięćdziesiątych królowały strony domowe. Jak ktoś przebrnął przez połączenie się z Siecią, było wielce prawdopodobne, że wie na temat komputerów coś więcej i są szanse na to, że i o HTMLu słyszał. A każdy, kto w tamtych czasach słyszał choć trochę tworzył własną stronę. Pisał parę pierdół o sobie, zamieszczał fatalnej rozdzielczości zdjęcie legitymacyjne, dodawał kilka ikonek i koniecznie podstronę z danymi kontaktowymi. Jak miał w swoim otoczeniu mu podbnych, linkował ich u siebie. Wszystko, nawet HTML, wydawało się prostsze i jakieś takie beztroskie.
     Potem do Sieci dostawało się coraz więcej osób i coraz większej części z nich wydawało się, że koniecznie musi przedstawić się światu. Mniejszości chiało się uczyć jak tworzyć strony, dla większości stworzono blogi. Nie trzeba było niczego umieć, wystarczyło wymyślić sobie nazwę i pisać. Blogi były żywsze, pozwalały na większą interakcję i były wyjątkowo łatwe w obsłudze. Każdy miał bloga i całą masę liknków do blogów znajomych. W pierwszej połowie pierwszej dekady XXI-ego wieku, łącza wciąż były wolne, aparaty cyfrowe przytrafiały się rzadko, a ludzie ciągle jeszcze przede wszystkim pisali.
     Wraz ze wzrastającą przepustowością łącz i coraz większą popularnością cyfrówek, jacyś specjaliści od produktów wymyślili foto-blogi. Pierwsze blogi niby też pozwalały na dodawanie zdjęć, ale trzeba było się przedzierać przez wybór serwera, na który taki obrazek należało wrzucić i później z odpowiednim odnośnikiem. Foto-blogi to ułatwiały. Tak, jak wcześniej ludzie pisali o najmniej i najbardziej istotnych sprawach, które ich dotyczyły, tak teraz zaczęli masowo robić zdjęcia. Głupie, fajne, ładne, beznadziejne i wszystkie lądowały w Internecie. Pierwotnie wewnętrzna, a wtedy już coraz bardziej zewnątrzna potrzeba obnoszenia się publicznie przybierała na sile.
     Wtedy pojawiły się kolejne produkty. Zamknięte społeczności oparte o wspólne zainteresowania. Wydawało się, że były naturalnym następstwem odchodzących w niepamięć grup dyskusyjnych, alternatywą dla coraz bardziej podłych for internetowych. Dawały iluzoryczną świadomość, że nie będzie osób postronnych, że nie pojawią się zaśmiecające I-net trolle. Dodatkowo oferowały możliwość krótkiego przestawienia się, dodania kilku zdjęć, spojrzenia, czy ktoś ze znajomych ma podobne hobby. Do zamkniętych serwisów, dających możliwość połączenia się ze swoimi znajomymi i dodania kilku zdjęć zaliczam też słynną Naszą Klasę.

     Blogi i fotoblogi odchodzą w niebyt. Blogi, gdzie autor pieprzy trzy po trzy o sobie i swoich problemach stają się nieciekawe. Fotoblogi amatorów nie mogą przetrwać. Ile można robić zdjęcia chmurkom czy pajączkom? Mogą pozostać blogi / foto-blogi tematyczne. Skupiające się na konkretnym temacie i opisujące go na tyle kompletnie, na ile to możliwe. Nasza Klasa, w swojej obecnej formie się skończyła. Do klasy chodziło się ze skończoną liczbą osób. W życiu było się w skończonej liczbie klas. Dodawanie kolejnych zdjęć z wakacji na Karaibach mogło imponować z początku. Po roku z hakiem się przejadło. Rolę blogów, foto-blogów czy zamkniętych serwisów społecznościowych, przejmują inne, otwarte.

     Dla mnie liczy się muzyczny MySpace, dzięki któremu wiem, co dzieje się u wykonawców, których lubię. Zamiast odwiedzać ich strony internetowe z osobna, mam w jednym miejscu zebrane informacje o nowej płycie, teledysku, trasie koncertowej etc. Do tego mogę szukać znajomych (vide nasza-klasa.pl), dodawać zdjęcia (vide photoblog.pl) i pisać bzdury (vide blog.pl), jak mam natchnienie. Drugim miejscem, które zawiera w sobie to, co miały strony domowe, blogi, foto-blogi i zamknięte serwisy społecznościowe, jest Facebook. Tak, jak na stronie domowej, mogę napisać parę słów o sobie, podać niektóre dane kontaktowe. Tak, jak na blogu, mogę pisać pierdoły, które przylezą mi do głowy. Co więcej, nie muszę przepisywać wiadomości, które wynajdę gdzieś w Sieci, a które wydadzą mi się ciekawe. Wystarczy kliknąć odpowiedni przycisk i po sprawie. Analfabetyzm (ułatwianie sobie życia) pełną gębą. Mogę dodawać zdjęcia i nie myśleć o darmowych serwerach FTP i odpowiednim linkowaniu. „Wszystko samo za mnie się robi”. Mogę też wyszukiwać znajomych i być na bieżąco nie tylko z tym, jakimi samochodami teraz jeżdżą ile mają dzieci, albo gdzie byli ostatnio na wakacjach, ale też z tym wszystkim, czym chcą dzielić się z innymi. Dzięki Facebookowi udało mi się odnaleźć Węgra, z którym imprezowałem w Jyvaskyla czy chłopaków z Chile, z którymi wtedy mieszkałem (nie mogę znaleźć Weilianga czy Hanny ;-), ale wszystko z czasem).

     Jest też pewnie cała masa innych, podobnych serwisów (Bebo, Hi5) i każdy z nich ma swoje zalety i wady, ale najbardziej kompletnym i z największym potencjałem wydaje mi się właśnie Facebook.

Wpis: 1 000.

Duke Special

     Półtora roku i jedną płytę później Piotrek Wilson ponownie odwiedza Portlaoise. Tym razem zagra w słynnym już Sky Venue. Ciekawe ile osób się pojawi (klubik koncertowy Sky Venue słynny jest właśnie z tego, że nikt się nie pojawia). Na samego Piotrka można liczyć. Jego muzyka jest w porządku a i koncerty (opierając się na tym, co zaprezentował ostatnim razem w Domu Kultury Dunamaise) są przyzwoite. Byle do wtorku!

Wpis: 999.

Parada Św. Patryka

From 2009.03.17 – Portlaoise St. Patrick’s Day Parade;
Jakie miasteczko, taka parada. ;-)

Wpis: 998.

LAOIS 1-13 – DOWN 0-10


Przed meczem. W tle najbardziej porządane w Portlaoise apartamenty,
z których bezpośrenio można śledzić rozgrywki.


Meczowe zamieszanie. Mówi się, że Hurling jest najszybszą zespołową grą świata.
Obejrzawszy tylko jeden mecz na żywo, nie przychyliłbym się do tego stwierdzenia.


Ale jak zawodnik pieprznie taką piłeczkę, to ta rzeczywiście porusza się dość szybko.


W przeciwieństwie do ‚zachodnich’ stadionów, nad wyświetlaniem aktualnego wyniku czuwa człowiek.


A na rozgrywki niższego szczebla nie przychodzi zbyt wielu kibiców.

Wpis: 997.

Liam Lynch – United States of Whatever

Wpis: 996.

Polska, ryczy pół sali.

Udało się. Koncert był dobry. O wiele lepszy, niż się spodziewałem. Staszewski przestał odwalać chałturę, jak mu się zdarzało te kilka lat temu, młodzi wydawali się całkiem swobodni a stara część Kultu mniej. Zespół spisał się jednak całkiem przyzwoicie i zagrał te starsze piosenki, dla których chadza się na koncerty weteranów. Źle nie było.


Z pozdrowieniami dla tych wszystkich rockowych dziewczyn,
dzięki którym koncerty są jeszcze przyjemniejsze.