Kalendarz

Kwiecień 2008
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66047
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2008

Wyścigi…

Wiele jest uroków życia na prowincji. Ostatnimi czasy, rozrywki dostarczył nam…

…wyścig ciągników rolniczych.

Wpis: 900.

Prohibicja

Prohibicja
Godzina dwunasta, a nawet po i wciąż nie można choćby piwka kupić. Irlandzka prohibicja.
Tymczasem odchodzący premier, w ramach walki z wzrastającym spożyciem alkoholu wymyślił,
że należy zamykać sklepy monopolowe o godz. 10-tej wieczór.
Może nie byłoby to jakąkolwiek wiadomością, gdyby nie to, że po krótkim pobycie w PL
i rozpuście oferowanej przez całodobowe stacje benzynowe,
znowu trzeba przestawiać się na tutejsze realia.

Wpis: 899.

Łupy przywiezione z Polski.

Łup

Wpis: 898.

Nie było lekko – 2:0

Czwartek:
Lądowanie, krótka chwila na lotnisku, wieczorne spotkanie na Rąbieniu i długa noc aklimatyzacyjna w Aleksandrowie.
Piątek:
Obiad na Retkini, bifor w klubie 102, clue programu 2:0 dla ŁKSu, Zapiecek i 160 km/h do domu.
Sobota:
Obiad na Rąbieniu, impreza urodzinowa na Gadce Starej.
Niedziela:
Dąbrowa, Stoki, Stoki, Aleksandrów.
Poniedziałek:
Bank, Zdjęcia, Vision Express, Rąbień, Picceria.
Wtorek:
Dowód Osobisty, Bank, Gniazdo Szatana, Vision Express, Kresowa, Quo-Vadis, Aleksandrów.
Środa:
Manufaktura, Raz Na Wozie, Karolew, Lizard King.
Czwartek:
Rąbień, Retkinia, Lotnisko… Milion godzin czekania na bagaż, dwa miliony krążenia po rondzie Szalonej Krowy, trzy miliony godzin drogi do domu – wreszcie chwila odpoczynku.

Wpis: 897.

Ulga.

Móc wreszcie wyłączyć budzik.

Wpis: 896.

Jeden bardzo długi dzień.

Zaczęło się wcześniej, od wysłania kilku zaproszeń związanych z naszym przyjazdem. Mieliśmy nadzieję spotkać się z kilkoma osobami już w piątek, w lokalnej, aleksandrowskiej piccerii. Wczoraj zasiedlismy przed telewizorem z Ligą Mistrzów i komputerem z naszą-klasą, zobaczyć jaki mieliśmy odzew i ewentualnie dogadać szczegóły, gdyby zaistniała taka potrzeba. Nasza-klasa okazała się nadzwyczaj przydatna, bo stanowi dość pokaźną bazę adresów, które normalnie pouciekałyby w czasie.
W towarzystwie Bulmersa i Heinekena skontaktowaliśmy się z kilkoma osobami, by ostatecznie paść spać.

A od rana tylko jedna myśl w głowie – oby dzień skończył się jak najprędzej. Podróż do pracy wydawała się niesamowicie długa. W sklepie wszystko zostało załatwione do pierwszej i z każdą chwilą minuty wydłużały się w nieskończoność. Nie chcę nawet myśleć o tym, jak będzie przebiegał powrót do Portlaoise.

Szczęśliwie wieczór będziemy mieli zajęty wycieczką do Mullingar, krótkimi odwiedzinami, przejażdżką z powrotem do Portlaoise, wizytą w Tesko, ostatnim praniem, pakowanie etc.

Rano zapowiada niemniej napięte. Będę chciał wyskoczyć, dokupić ostatnie rzeczy niezbędne na podróż a potem nerwowo jechać na lotnisko. Zabukowałem sobie wcześniej miejsce na parkingu, żeby chociaż tym się nie martwić, ale to nigdy nic nie wiadomo. Poza tym, niby busiki mają kursować z tego parkingu na lotnisko, ale czy będą też kursowały, jak wrócimy? Takiej informacji nie udało mi się znaleźć. Nie wiem, jaka w Polsce jest pogoda (czytałem o sparaliżowanym Szczecinie i średnio mi się uśmiecha jechanie na zimowiska), nie wiem, jak skombinować sobie piwo na pierwszy wieczór, nie wiem, jak będzie z telefonem, samochodem (od pobytu w Irlandii w dupach się poprzewracało i na myśl tłuczenia się MPK niedobrze mi się robi) i coraz więcej rzeczy zaczyna mnie przerażać. Niekiedy nawet myślę sobie, że dobrze byłoby już mieć to wszystko za sobą.

Się zobaczy.

Wpis: 895.

Dwa plus dwa.

To, co było – było. To, co będzie – będzie. Liczy się to, co jest; jest dobrze

Już tylko kilka chwil do wakacji w Polandii, ich koniec powinien też oznaczać kłopotów ciągnących się za mną od momentu, kiedy dziesięć (a może to było jedenaście?) lat temu przyznano mi kategorię A. Ten koniec będzie jednocześnie oznaczał, że wreszcie można zacząć żyć hic et nunc bez oglądania się za siebie, na mundury smutnych panów z WKU.
Nigdy więcej prokurator, policji, wierzycieli. Wreszcie nadejdzie spokój okupiony kilkoma latami lekceważenia sprawy i ostatnimi dwoma niespesznego działania.

Wczoraj zrobiliśmy sobie wycieczke do Republiki Cork. Jak zwykle, było fajnie. Cork wciąż pozostaje liderem w rankingu najładniejszych miast Irlandii (Wyprzedza pozostałe 3 – Limerick, Galway i Dublin). Po drodze, chcąwszy uniknąć opłat z autostradę, zjechaliśmy z N8 w bok i trafiliśmy na pewien mostek:

mostek

mostek

Dwa lata.

Czego by nie mówić, został tydzień.
Za siedem dni o tej porze będę odliczał minuty do końca dnia, gnał przed siebie, do domu, oglądał przy piwie ostatni mecz Ligi Mistrzów przed wyjazdem. Dzień później od rana do walizki będę pakował jakieś rzeczy (choć wiem, że nie będzie zbyt wiele do zabrania), ładował się do samochodu i pędził na lotnisko.

Przez ten tydzień, natomiast, będę się zastanawiał, jak wypełnić sobie pobyt w Polsce.
Przede wszystkim liczę na mecz. Poza tym, chcę wyjazd traktować jak wakacje. Nie chcę spędzać dni i wieczorów w domu. Może będą jakieś koncerty, może inne wyjścia, się zobaczy.
Na pewno będę chciał załatwić kilka biznesów – bank, może jakiś lekarz.

Z jednej strony, nie mogę się doczekać… Z drugiej, wciąż istnieje obawa, która tkwiła we mnie od samego początku, że jak przyjadę – nawet tak na moment – to nie będę chciał wracać z powrotem do Irlandii.
Słyszałem co prawda z opowieści, że to nie jest tak. Że ludzie urządzają się w Irlandii i jak przyjeżdżają do kraju, to i tak ciągnie ich na Zieloną Wyspę. Czytałem, że wielu nie mogło się ponownie odnaleźć w ponurej rzeczywistości kraju nad Wisłą (tym bardziej ponurej, łódzkiej rzeczywistości). Jak będzie – czas pokaże.
Tak czy inaczej, cieszy fakt, że przyjechać mogę i to bezkarnie.

A poza tym? Po staremu. Praca, dom, praca, dom.
Udało się z Internetem (nie bez przeszkód), udało się z telewizją, nawet olej w samochodzie się zmienił. Na chwilę obecną niczego więcej nie potrzeba.
Z telewizji jestem najbardziej zadowolony, bo wreszcie mam meczyki. Mogłem żyć dwa lata bez nich. Mogłem się okłamywać, że są inne – może ciekawsze – rozrywki albo, że w ogóle nie potrzeba rozrywki, ale i tak ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że największe odprężenie dają dwie godziny piłkarskiego widowiska (swoją drogą, jeszcze kilka- kilkanaście lat temu nie spodziewałbym się, że tak będę spędzał wolny czas… mniejsza). Z telewizji zadowolony jestem też dlatego, że mam produkt, do którego nie mam żadnego porównania czy to z Polski czy stąd. Wcześniej, na Rockview mieliśmy kilkadziesiąt kanałów i same durne. Teraz też mamy same durne (z wyłączeniem wiadomo jakich), ale jest ich ponad pół tysiąca. Jak usiadłem któregoś dnia, żeby sobie zrobić listę, to ponad dwie godziny pisałem. Ciągle nie mogę się nacieszyć (ale tak to już chyba jest, że – jak słusznie zresztą zauważył któregoś razu Darek – jak ktoś czegoś nigdy nie miał, to kiedy wreszcie może, pozwla sobie na tysiące mniejszych i większych przyjemności).
W drodze do pracy i z pracy też nic się nie zmienia, kierowca autobusu nie przestaje i ciągle stara się rozbawiać towarzystwo. Na Prima Aprilis – dajmy na to – rano nie przyjechał wcale. Ot, ma specyficzne poczucie humoru.
Sama praca to osobny rozdział, choć teraz na wiosnę mamy mniej przypadków niż jesienią. Raczej spokojnie i wygodnie się pracuje. Bez większych stresów poza tym, że mamy przecieki. Budowlańcy z posesji obok porobili nam dziury w dachu i teraz mamy sito, a że w Irlandii non-stop pada, nie jest to najciekawsza opcja.

Odchamialiśmy się ostatnio hiszpańskim [rec]. Bardzo przyzwoitym horrorem, przypominającym w realizacji Blair Witch Project. Trzymał film napięcie i był nawet wciągający. Trochę szkoda, że pomieszano w nim dwa wątki.
Strzeliliśmy też – obowiązkowo – There Will Be Blood i trzeba przyznać, że fajny film. Może nie do końca zachwycałbym się nim, jak większość recenzji, z którymi miałem styczność, ale ogólnie rzecz biorąc niezły kawał kina. Szczególnie niemy początek. Dawno takiego nie widziałem.
Trafiliśmy też na serial Jericho, ale jak dotąd widzieliśmy tylko pierwszy, pierwszy odcinek, więc ciężko coś powiedzieć poza tym, że i drugi obejrzymy. Mam wrazenie, że może on [ten serial, nie pojedynczy odcinek] wypełnić nam lukę, jaka powstała po chwilowym zawieszeniu starych, dobrych Lostów (a nawet, jak nie, to zawsze pozostają nieśmertelne X-Filesy).

Wpis: 893.