Kalendarz

Październik 2006
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66075
  • Dzisiaj wizyt: 10

Miesięczne Archiwa: Październik 2006

W pracy…

Praca w korporacji pociąga za sobą pewne następstwa. Jednym z nich jest to, że przełożeni nadzorują działania swoich pracowników. Mierzą ich wydajność i na podstawie średniej ustalają normy. Normy, z których później pracownicy są rozliczani. Niekiedy mija to się z celem, bo przełożeni siedzący w centrali w Dublinie często mają nikłe pojęcie o realiach panujących w danym oddziale, a tym bardziej w oddziale na prowincji – w Portlaoise. Tak, czy inaczej, normy przychodzą raz na miesiąć i – chcąc nie chcąc – trzeba próbować je realizować.
I tak, pierwszą podstawową normą – targetem – jest ilość płyt DVD wciśniętych klientowi, tzw. TPT (Tapes Per Transaction). Chodzi o to, żeby klient nie wychodził z wypożyczalni z tylko jednym DVD. Ma wziąć co najmniej dwa, a najlepiej trzy lub pięć. O to ma starać się pracownik pierwszego frontu, czyli m.in. ja. Moim zadaniem jest przekonywać klienta, że lepiej dla niego będzie (i dla korporacji też, bo zostawi taki klient-delikwent więcej pieniędzy), jak weźmie dwa, trzy czy pięć filmów na raz. Średnia, jaką wyznaczyło nam szefostwo, to min. 1.6 DVD na łeb.
Innym wskaźnikiem efektywności pracownika jest liczba sprzedanych telefonów w sieci Meteor na tydzień. Minimum 5. Za tym idzie liczba sprzedanych telefonów w sieci 3 na tydzień, nie mniej niż 3. I na koniec, wydajność jeśli chodzi o ściąganie z klientów grzywien (innymi słowy – egzekucję długów). Chodzi o to, że jak klient przetrzyma DVD o dzień, dwa, to system nalicza mu grzywnę, o którą mają upomnieć się pracownicy pierwszego frontu – m.in. ja. Jest to niewdzięczna robota, bo – jak można się spodziewać – Irlandczyk, skąpa świnia, nieczęsto ma ochotę wydawać nadprogramowe Euro. Minimalna norma, jaką nam narzucono wynosi między 165, a 180 Euro tygodniowo.

I tak, w ostatnim tygodniu, co moi współpracownicy już zdążyli mi wypomnieć, zawyżyło mi się poprzeczkę.
TPT miałem przeciętne, czyli 1.76.
Meteorów sprzedałem 6, nic szczególnego.
Telefonów 3 sprzedałem 8, całkiem przyzwoicie.
Natomiast długów zebrałem pod 600 E. Druga najlepsza osoba miała niecałe 200 E.

Jak łatwo policzyć, w dwóch kategoriach wyrobiłem 300 procent normy. To poszło do centrali, która teraz ustanawiawszy nowe normy na pewno weźmie to pod uwagę. Z tych nowych norm będziemy rozliczani i kto im nie podoła… Na dywanik, raz!

wpis: 765
PiJ
+353833323421

Maciej Maleńczuk And Consort – Teresa

To będzie o Teresie, która szła do miasta.
Piekarzowej żonie, co też piekła ciasta.
Nie była stara lecz nie była młoda,
Nie grzeszyła wiele, bo taka uroda.

Nie głupia ni mądra, jeno tępa średnio.
Z dwojga dzieci, co miała pochowała jedno.
A z piekarzem szczęścia tyle ci zaznała,
Nie więcej niż on jej ona mu dawała.

Dnia tego do miasta z ciastami spieszyła,
A tu błyskawica niebo wskroś przeszyła.
Z nieba kamień uderzył, właśnie tam gdzie była.
Tak świętą została, choć się nie męczyła.

Och moi rodacy, czemu tak się stało?
Dlaczego Teresę takie coś spotkało?
Choć za życia mało świętości zaznała,
Po śmierci świętą kobita została.

Ni ładna ni brzydka, nie pożyła wiele.
Tu na ziemi pogrzeb, a w niebie wesele.
Teraz do kamienia pielgrzymi ściągają,
Piosenki śpiewają, odpustu czekają.

A z miasta Żyd jechał, w złocistej karocy.
Na kamieniu oś złamał, wyleciał, jak z procy.
Takie cuda sprawia, gdy się ją wysławia,
Przenajświętsza Panna, tak swój lud zabawia.

A jeszcze do tego, jak mi powiadają.
Przeróżne się cuda przy kamieniu stają.
Ślepi światło widzą, zaś kulawi chodzą,
Najstarsze dziewice w ciążę tam zachodzą.

Módlcie się kobity, chodźcie na roraty,
Bo kto w Boga wierzy, ten nie zazna straty.
Kamienia się proście, modły tam zanoście,
Może da wam chłopa o niemałym wzroście.

wpis: 764
PiJ
+353833323421

W pracy…

Pracująca poprzedniego wieczoru Tara zostawiła wiadomość: „Daniel, could you please clean the shelves and Peter”.

wpis: 763
PiJ
+353833323421

W pracy…

Xtra-Vision

Dzień upływał zwyczajnie. Klientów było tylu, co zwykle. Codzienne zadania wykonywaliśmy z Danielem w naturalnym nam tempie. Jedynym urozmaiceniem były telefony napastujących nas ludzi, którzy prosili, by zatrzymać im na wieczór kopię bądź to the Da Vinci Code bądź the Wind That Shakes the Barley. Odkąd oba te filmy ukazały się w piątek mamy nieustanne urwanie głowy. Mniejsza.
I tak, Daniel odbiera telefon. Słyszę: „okej, okej”. Odkłada słuchawkę. Pytam się: „Co tym razem?”. „Cholera, zapomniałem… Jedno z dwóch, wiadomo. Na wszelki wypadek zachowam oba”.
Wracamy do swoich zajęć. Kątem oka spoglądam na pudełka z filmami. Jest na nich karteczka: „Pani Shobaba Kelly, zgłosi się po odbiór około siódmej”. „Dziwne imię” myślę sobie i zajmuję się swoją pracą.
Mija jakiś czas, akurat ja stoję za ladą. Podchodzi jakaś pani.
„Dzwoniłam, miała zostać mi odłożona kopia the Da Vinci Code„.
„Czyli o ten film chodziło” mówię sobie w głowie, a na głos jej odpowiadam: „Tak, tak. Dla pani Shobaby Kelly”.
„Shobaby?! Mam na imię Sonia”.

wpis: 762
PiJ
+353833323421

Zwolnienia…

Gdy zaczynałem pracę w firmie, skład osobowy przedstawiał się następująco:
Linda – kierowniczka;
Michelle – zastępczyni kierowniczki;
Ian – starszy sprzedawca (praktycznie: zastępca kierowniczki);
Daniel – sprzedawca (pełen etat);
David, Tara, Liesa, Sonya, Vincent, ja – sprzedawcy (niepełen etat).
Pierwsza oświecenia doznała Sonya i odeszła. Krótko po niej odeszła Liesa. Sonya znalazła nową pracę, wreszcie w rozsądnych godzinach, Liesa rzuciła wszystko w pizdu i wyjechała do Tajlandii, a docelowo do Australii tam się urządzić.
Na ich miejsce przyszedł Brian. Ale już chwilę później ogłosił, że ma inną pracę i w firmie może pracować jedynie jedną, dwie nocki w tygodniu. Poza tym, podobnie, jak Liesa, zwiewa z Irlandii. Najpierw do Meksyku, później do Australii. W związku z tym, zatrudniono Eoghana (czyt. Owena), Amandę (jeszcze grubsza niż Linda) i Petera G. (Gabriela).
Dawid, Tara, Eoghan są studentami, mogą pracować tylko w weekendy. Brian, góra dwie nocki w tygodniu. Nie wiem, jak jest z Amandą i Peterem G. Mniejsza o to.
Jakby tego było mało, Ian – najfajniejszy z przełożonych – też doznał olśnienia i już od przyszłego tygodnia zmienia pracę. Podobnie Michelle. Przechodzi na stanowisko kierowniczki Xtra-Vision w pobliskim Newbridge (Droichead Nua). Zwalniają się zatem dwa stanowiska – nazwijmy to – w jakimś stopniu kierownicze.

Logika podpowiada, że zamiast zatrudniać kogoś z zewnątrz, warto byłoby przesunąć na nie ludzi, którzy już mają doświadczenie. Pierwszym, oczywistym i niekwestionowanym kandydatem do promocji na asystenta kierownika jest Daniel. Pracuje w firmie już ze cztery lata i wie co i jak. Z drugą pozycją nie jest tak prosto. Wydawałoby się, że idealnie nadawałby się Dawid, ale on studiuje i nie ma czasu. Tak samo Tara. Reszta, czyli Brian, Eoghen, Amanda i Peter G. są „za młodzi”…
Próżność i pycha podpowiada… W sumie, skoro Dawid z Tarą nie mogą, skoro stanowisko Starszego sprzedawcy nie różni się za bardzo od stanowiska sprzedawcy (jeśli chodzi o zakres obowiązków)…

Nic więcej nie piszę. W niedzielę mam spotkanie przedświąteczne. Do tego, w październiku czeka mnie renegocjacja umowy. Pożyjemy, zobaczymy.

wpis: 761
PiJ
+353833323421

ŁKS


Jednoosobowy fanklub Łódzkiego Klubu Sportowego w dalekim Portlaoise

wpis: 760
PiJ
+353833323421

Muzyka…

Założenie 1: W PL, najniższe oficjalne wynagrodzenie za godz. pracy wynosi coś ok. 3.5 PLN. Przynajmniej taką miałem wiedzę wyjeżdżając. Mówiło się, że np. tyle dostaje się w McDonald’sie.
Założenie 2: Przeciętna cena płyty audio polskiego wykonawcy oscyluje w okolicach 30 PLN. Płyta zagranicznego wykonawcy zaś, to wydatek rzędu 60 PLN.
Prosty rachunek pokazuje, że trzeba przepracować co najmniej jeden dzień, by kupić polską płytę, a dwa, by kupić płytę zagraniczną.

W IR najniższe oficjalne wynagrodzenie za godz. pracy wynosi 7.65 Euro.
Cena płyty audio, nowości, wynosi 14.95 Euro.
Kolejny prosty rachunek pokazuje, że pracując dwie godz. można kupić sobie album dowolnego wykonawcy.

Stąd w IR nie kradnie się muzyki.

Miałem takie postanowienie. Kupiłem jedną płytę, zamówiłem kolejną… I co? Odkąd jest I-net, znów kradnę na potęgę. To silniejsze ode mnie. Nawet nie mogę się tłumaczyć, że nie dostanę tutaj płyt polskich wykonawców. Już sama „moja” firma sprzedaje np. Myslovitz (oczywiście, za 14.95 E, mimo, że to niby „zagraniczna” płyta).

wpis: 759
PiJ
+353833323421