Kalendarz

Wrzesień 2006
P W Ś C P S N
« sie   paź »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2006

scenka rodzajowa, typowa

czas: pewne spokojne popołudnie;
miejsce: gdzieś w Portlaoise;
osoby: P. i J.

W gospodarstwie domowym pojawił się płyn do płukania ust.
J.: I co? Płukałeś?
P.: Tak. Ale jakoś niedobrze mi.
J.: Chyba nie połknąłeś?
P.: O kurcze!
Kurtyna!

wpis: 758
PiJ
+353833323421

Big White

Big White Film Big White (w naszym tłumaczeniu Ciało za milion (sic!)) jest – wg mnie – obrazem wielce przebojowym. Odkąd po raz pierwszy go obejrzałem, obdarzyłem wiecznym uczuciem. Od razu wiedziałem, że stanie się jednym z moich ulubionych. Film ten ma to do siebie, że jest niezwykle sympatyczny. Ogląda się go z przyjemnością. Jest wyjątkowo dobrze zrealizowany. Żadnych dłużyzn czy niepotrzebnych scen. Wyśmienite dialogi i poziom żartu, jak na amerykańską produkcję, dość wysoki.

Film Big White ma dość prostą fabułę. Jest sobie Robin Williams, właściciel firmy turystycznej z Alaski. Robin ma żonę, która jest chora i którą chciałby leczyć – potrzebne są mu na to pieniądze. Jego firma też nie jest w najlepszej kondycji finansowej. Szczęściem, Robin ma wykupioną polisę na życie swojego brata. W przypadku, gdy ten umrze, Robin otrzymuje okrągły milion.
Pewnego dnia Robin znajduje ciało i postanawia wmówić firmie ubezpieczeniowej, że to jego brat. W firmie pracuje Ted, człowiek odpowiedzialny za to, żeby firma nie wypłacała odszkodowań. Ted podejrzewa, że Robin coś kombinuje.
Do tego wszystkiego włączają się jeszcze zabójcy ciała, a także pojawia się brat, który – jak chciałby Robin – powinien być martwy. Sytuacja się komplikuje z tym większą korzyścią dla filmu.

Film jest przede wszystkim sympatyczną komedią. Nadaje się wyśmienicie na niedzielne popołudnia. Ze względu na wątek miłosny między Robinem i jego żoną (rewelacyjna rola Holly Hunter), można – od biedy – uznać go za komedię romantyczną. Jeśli spojrzeć od strony ciała, zabójców etc., można powiedzieć, że to komedia kryminalna. Jeśli zwracać by uwagę na role drugoplanowe, na ludzi zamieszkujących malutkie miasteczko na Alasce, to zdecydowanie mamy do czynienia z komedią obyczajową. Jednym słowem, jest to film uniwersalny. Tym bardziej ujmujący.

/komentarz odautorski: W pracy, niezdecydowanym klientom poszukującym jakiegoś filmu, zawsze wciskam Big White. Jeszcze żaden nie odmówił, a niektórzy nawet przyszli podziękować za rekomendację. Ian – mój przełożony – słysząc mnie kiedyś w akcji zachwalania Big White żartował, że gdyby wydawca tego filmu miała jakąś umowę z firmą na ilość wypożyczonych kopii, byłbym przodownikiem. Realizowałbym „target” w setkach procent.

wpis: 757
PiJ
+353833323421

Unbearable Lightness Of Being

Unbearable Lightness Of Being Teresa kocha Tomasza, dla niego przyjeżdża z zapadłego miasteczka. Sabina realizuje się z Tomaszem. Tylko jemu podoba się w meloniku. Znajomi szanują Tomasza, jest dobrym lekarzem, chirurgiem, ma swoje poglądy ale stara się stronić od polityki. Tomasz żyje w Pradze, w 1968 roku.

Film Nieznośna lekkość bytu, zrealizowany w oparciu o książkę Kundery, jest niesamowicie długi. Powolny. Obyczajowy. Pokazuje na przykładzie kilkoro bohaterów realia Praskiej Wiosny. Wybory, których muszą dokonać, konsekwencje tych wyborów. Życie na emigracji, tchórzliwe życie w Czechosłowacji. Wszędobylskie służby bezpieczeństwa. Chęć życia poczciwego, spokojnego.
Film zrealizowany w oparciu o książkę Kundery jest długi i ciężki, ale warto przez niego przebrnąć. Daje oczyszczenie. Pokazuje, że człowiek potrafi. Że jak chce, to potrafi oprzeć się wszystkiemu i kroczyć swoją drogą, rezygnując, kiedy trzeba, z wielu wcześniejszych dostatków.

Tomasz żyje w Pradze, w 1968 roku. Tomasz ponad wszystko kocha życie. Traktuje je z lekkością, której otaczający go znajomi, czy nawet najbliższa mu, Teresa, nie potrafią zneść.

wpis: 756
PiJ
+353833323421

scenka rodzajowa, typowa

czas: pewne irlandzkie południe;
miejsce: 10 Rockview Drive, Mountrath Road, czyli dom;
osoby: Lucyna, J.

Jakiś czas temu, na kilkanaście dni, przyjechała dziewczyna współlokatora, Pawła, Lucyna z dzieckiem, Kubą.
Lucyna: A Piotrkowi to nie przeszkadza, jak Kuba tak od rana płacze?
J: Nie. Piotrek jest trochę przygłuchy.
Kurtyna!

wpis: 755
PiJ
+353833323421

peter bjorn and john, ft. victoria bergsman – young folks

if i told you things i did before
told you how i used to be
would you go along with someone like me
if you knew my story word for word
had all of my history
would you go along with someone like me

i did before and had my share
it didn’t lead nowhere
i would go along with someone like you
it doesn’t matter what you did
who you were hanging with
we could stick around and see this night through

and we don’t care about the young folks
talkin’ ’bout the young style
and we don’t care about the old folks
talkin’ ’bout the old style too
and we don’t care about their own faults
talkin’ ’bout our own style
all we care ’bout is talking
talking only me and you

usually when things has gone this far
people tend to disappear
no one will surprise me unless you do

i can tell there’s something goin’ on
hours seems to disappear
everyone is leaving i’m still with you

it doesn’t matter what we do
where we are going too
we can stick around and see this night through

and we don’t care about the young folks
talkin’ ’bout the young style
and we don’t care about the old folks
talkin’ ’bout the old style too
and we don’t care about their own faults
talkin’ ’bout our own style
all we care ’bout is talking
talking only me and you

and we don’t care about the young folks
talkin’ ’bout the young style
and we don’t care about the old folks
talkin’ ’bout the old style too
and we don’t care about their own faults
talkin’ ’bout our own style
all we care ’bout is talking
talking only me and you
talking only me and you

wpis: 754
PiJ
+353833323421

Nagana

Zdarzyło się to pewnej środy, kilka tygodni temu.
Do pracy, jak zazwyczaj zresztą, przyszedłem o szóstej. Na drugą – nazwijmy to – zmianę. Szefostwo właśnie kończyło, zaczynały żółtodzioby.
Z początku nie działo się nic nadzwyczajnego. Wypożyczanie płyt, sprzedaż, ot – dzień, jak co dzień. Jednak od około siódmej wypadki potoczyły się w za szybkim, jak na moją percepcję, tempie. A było to tak:
Przyszła panienka, młoda Irlandka, której kilka dni wcześniej sprzedałem telefon, z reklamacją, że nie działa jej ładowarka i że chciałaby zwrot kasy. Myślę sobie, nie ma sprawy. Widziałem, że tak robimy. Przyjąłem telefon, wklepałem w system, wydałem pieniądze z kasy i kiedy już operacja została wykonana, dziewczę rozmyśliło się i stwierdziło, że właściwie, to ono wolałoby nowy telefon. Szlag! Myślę sobie, ale co robić? Klient, nasz pan. Zatem w sytem wklepuje, że sprzedaje kolejny telefon, biorę od niej pieniądze i wszystko git, choć mam świadomość, że w komputerze burdel się zrobił nie z tej ziemi.
Mija może pięć, dziesięć minut i sytuacja się powtarza. Przychodzi inna panienka z takim samym problemem. Kupiła kilka dni temu telefon, ale chciałaby nowy, bo ten jej nie działa. Wtedy nabieram podejrzeń. Za duży zbieg okoliczności, jak na jeden dzień. Na wszelki wypadek pytam się innego żółtodzioba, Sonii, czy powinienem znów wymienić telefon. Odpowiada, że my, pracownicy najniższego szczebla, nie mamy takich uprawnień i jedyne, co możemy zrobić, to powiedzieć klientowi, by przyszedł, gdy jest szefostwo, to jest od rana. Tak zrobiłem. Panienka odeszła znieszmaczona. Trudno.
Po chwili wróciła. Z matką.
Matka z miejsca zaczęła się awanturować. Ona ma na rachunku zapewnienie, że w przeciągu 28 dni wymieniamy produkt na nowy albo oddajemy pieniądze i nie obchodzi jej to, że nie ma szefostwa. Ja je na to, żeby dała sobie spokój, bo i tak niczego nie wskóra. Jak chce się wykrzyczeć, proszę bardzo, ale to niczego nie zmieni. Najlepiej będzie, jak przyjdzie dzień później. Niestety, matka była z gatunku tych klientów awanturujących się. Nie zrezygnowała i zażądała rozmowy z kimś z przełożonych. Zadzwoniłem do Lindy. Ta z miejsca powiedziała, że ma dzień wolny i żebym dzwonił do Iana. Zadzwoniłem do niego. Odpowiedział ze stoickim spokojem, że już skończył swoją zmianę i nic go nie obchodzi. Jak klient ma jakieś wąty, niech przyjdzie następnego dnia. Powtórzyłem to matce. Widząc, że jednak przegrała pogroziła zgłoszenie niefrasobliwości sprzedawców centrali i poprosiła o numer. Uprzejmie dałem. Niech sobie dzwoni, głupia cipa. Jej problem. Mnie nie wolno wymieniać telefonów. Koniec. Kropka.
Jeszcze nie zdążyłem ochłonąć (co tu dużo nie mówić, kłótnie w obcym języku nie są moją mocną stroną), jak przyszedł następny klient. Mówi: „Dwa tygodnie temu dałem Lindzie uszkodzony odtwarzacz mp3. Miała sprawdzić, czy jest rzeczywiście jest popsuty i dać mi znać. Mija czternaście dni i nic. Chcę nowy odtwarzacz albo pieniądze. Nie po to kupowałem, żeby nie mieć”. Powtarzam mu to, co mówiłem matce awanturniczce. Nie ma szefów, ja nie mogę dać kasy ani nowego odtwarzacza, tym bardziej, że nie ma rachunku. Jaką mam gwarancję, że naprawdę odtwarzacz został zakupiony w mojej firmie. Klient na to, że paragon zabrała Linda. Ja swoje: Przyjdź następnego dnia w godzinach 10 – 6, ktoś rozwiąże twój problem. On, że wtedy pracuje. Ja znowu: Niczego więcej nie mogę dla ciebie zrobić. Wyszedł wściekły, ale po chwili wrócił. Mówi: „Daj mi w takim razie telefon Lindy. Załatwie to z nią”. Myślę sobie. Okej. Zabrała mu odtwarzacz mp3. Nie daje znaku życia. Niech się głupi babsztyl tłumaczy. I dałem mu ten numer.
Wystarczyła chwila, by Linda oddzwoniła i dostałe opieprz, że dajej klientom jej prywatny numer telefonu, że ona ma dzień wolny i nie interesuje się tym, co dzieje się w sklepie itd. itd. aż w końcu powiedziała, że moje działanie kwalifikuje sie na ustną naganę.

Dla ścisłości, procedury w firmie mam takie, że otrzymuję ustną naganę, potem pisemną, potem jeszcze jedną pisemną. Następnej już nie otrzymuję.

Przejąłem się. Rozmawiałem o tym z Dawidem i z Danielem. Uspokoili mnie. Pierwszy ma już kilka ustnych na swoim koncie. O to, że nie oddał filmu w terminie, o to, że wrzucił do sejfu 1300 Euro za jednym zamachem (górna granica takiego wrzutu, to 150 Euro), etc. Daniel też powiedział, żebym się nie przejmował. Mam wyrazić skruchę, obiecać, że coś takiego więcej się nie powtórzy. Przyznać rację, że zasłużyłem i wsadzić sobie ustną naganę (której potwierdzenie przychodzi na piśmie) w dupę. Dodał też, że sam ma naganę… Za żucie gumy.

wpis: 753
PiJ
+353833323421

scissor sisters – i don’t feel like dancin’

Wake up in the morning with a head like ‚what ya done?’
This used to be the life but I don’t need another one.
Good luck cuttin’ nothin’, carrying on, you wear them gowns.
So how come I feel so lonely when you’re up getting down?

So I play along when I hear that favourite song
I’m gonna be the one who gets it right.
You better know when you’re swingin’ round the room
Look’s like magic’s solely yours tonight

But I don’t feel like dancin’
When the old Joanna plays
My heart could take a chance
But my two feet can’t find a way
You think that I could muster up a little soft, shoop devil sway
But I don’t feel like dancin’
No sir, no dancin’ today.

Don’t feel like dancin’, dancin’
Even if i find nothin’ better to do
Don’t feel like dancin’, dancin’
Why’d you break down when I’m not in the mood?
Don’t feel like dancin’, dancin’
Rather be home with no one when I can’t get down with you

Cities come and cities go just like the old empires
When all you do is change your clothes and call that versatile.
You got so many colours make a blind man so confused.
Then why can’t I keep up when you’re the only thing I lose?

So I’ll just pretend that I know which way to bend
And I’m gonna tell the whole world that you’re mine.
Just please understand, when I see you clap your hands
If you stick around I’m sure that you’ll be fine.

But I don’t feel like dancin’
When the old Joanna plays
My heart could take a chance
But my two feet can’t find a way
You think that I could muster up a little soft, shoop devil sway
But I don’t feel like dancin’
No sir, no dancin’ today.

Don’t feel like dancin’, dancin’
Even if i find nothin’ better to do
Don’t feel like dancin’, dancin’
Why’d you break down when I’m not in the mood?
Don’t feel like dancin’, dancin’
Rather be home with no one when I can’t get down with you

You can’t make me dance around
But your two-step makes my chest pound.
Just lay me down as you blow it away into the shimmer light.

But I don’t feel like dancin’
When the old Joanna plays
My heart could take a chance
But my two feet can’t find a way
You think that I could muster up a little soft, shoop devil sway
But I don’t feel like dancin’
No sir, no dancin’ today.

Don’t feel like dancin’, dancin’
Even if i find nothin’ better to do
Don’t feel like dancin’, dancin’
Why’d you break down when I’m not in the mood?
Don’t feel like dancin’, dancin’
Rather be home with no one when I can’t get down with you

wpis: 752
PiJ
+353833323421

„Kto tam znowu rusza prawą? Lewa, lewa, lewa, lewa (…)”

Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, przyzwyczajenie – jak mówią – drugą naturą człowieka. Mimo upływu czasu wciąż zdarza się:
– źle rozejrzeć się przed przejściem przez jezdnię;
– wybrać złe ruchome schody w supermarkecie;
– próbować mijać przechodniów z nieodpowiedniej strony;
– by przepuścić samochód jadący z naprzeciwka wąską ulicą, odruchowo zjechać na prawo (przypadek naszego współlokatora, Pawła);
– próbować wsiąść z przodu, z prawej strony do taksówki (kierowcy na kolana).

wpis: 751
PiJ
+353833323421

Hotpress [*]

1 „The Irish government decided that 18 was an appropriate age to be classed as a responsible adult, capable of having few jars while maintaining the rudiments of composure. Most college freshers are 18 or over. It’s an unfortunate coincidence.”

2 „Here is just a sample of some of the multiple choice questions that are supposedly designed to enchance a person’s readiness to drive a car (along with our own somewhat speculative answers):

Q: Should you allow children to stand with their heads up trough an open sun-roof?
(a) Yes at speeds below 50 k.p.h.
(b) Yes provided they wear eye protection
(c) No
We think the correct answer is option 4 (our own): Yes, especially if you are approaching a very low bridge at high speed.

Q: Should young children or infants be left unattended in a vehicle?
(a) Yes, provided there is adequate ventilation
(b) Yes, provided the vehicle is not parked on a hill
(c) No
Again, we’d go for option 4: By all means if you want to go for a rake of pints after a hard day minding them. Just make sure that you lock all of the doors securely so that the troublesome little buggers will be there when you come back after closing time.

Q: To keep alert during a long jurney, you should
(a) Increase the air circulation and make regular stops if necessary
(b) Increase your speed to shorten your journey
(c) Keep the radio turned on
We detect trick question here – our answer, option 4 again, is a compendium of (b) and (c): To keep alert during long journey, you should turn up the radio as loud as you can to drown out the sound of the engine and drive like the clappers.

Q: Exhaust gases leaking into the driver compartment of your vehicle, could cause you
(a) To become more alert
(b) To become drowsy or ill
(c) To be enticed to drive faster then normal
Another trick question, another composite answer: the fact that they will make you mor alert should enable you to drive faster. Which is what you want.

Q: You are about to undertake a journey but are upset or angry about something. You should
(a) Not to drive until you are calm
(b) Try to relax as you drive along
(c) Drive faster than normal for a distance
This is much to easy. Everyone knows that driving like a mutha helps to calm you down. It’s (c), right?”

—–
[*] Hotpress – Lokalne czasopismo mlodziezowo-muzyczne.

wpis: 750
PiJ
+353833323421

scenka rodzajowa, typowa

czas: pewne słoneczne, irlandzkie popołudnie;
miejsce: alejka na osiedlu;
osoby: P i J.

P i J wychodzą sobie do centrum. Idą alejką, przy której rośnie żywopłot.
P z entuzjazmem: Patrz! Czarna malina!
J: To jest jeżyna, pierdoło.
Kurtyna!

wpis: 749
PiJ
+353833323421