Kalendarz

Czerwiec 2006
P W Ś C P S N
« maj   lip »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66247
  • Dzisiaj wizyt: 3

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2006

Dino Buzzati – Swieci

     Kazdy ze swietych ma swoj domek; domki sa rozsiane wzdluz brzegu, maja werandy z widokiem na ocean, a tym oceanem jest Bog.
     Latem, kiedy robi sie goraco, swieci dla odswiezenia daja nurka do chlodnej wody, a ta woda jest Bog.
     Na wiesc, ze przybedzie nowy swiety, szybko zaczeto budowe nowego domku, na samym skraju, w poblizu inych. Tworza one nieskonczony szereg na brzegu morza. Przestrzeni z pewnoscia nigdy nie zabraknie.
     I kiedy swiety Gancillo przybyl na miejsce po beatyfikacji, domek, podobny do innych, byl gotow na jego przyjecie, czekaly juz sprzety, bielizna, naczynia kuchenne, dobra ksiazka oraz inne drobiazgi. Wisiala nawet na scianie wspaniala oganka, bo w tej strefie muchy byly liczne, acz nie dokuczliwe.
     Gancillo nie nalezal do slawnych swietych, byl skromnym wiesniakiem i dopiero po jego smierci ktos pomyslal o tym czlowieku pelnym laski, ktora promieniowala z niego na otoczenie. A proboszcz, choc bez zbytniego przekonania, podjal pierwsze proby w procesie beatyfikacji. Od tego czasu minelo niespelna dwiescie lat.
     Ale w glebokim lonie Kosciola, niespiesznie, kroczek za kroczkiem, proces posuwal sie naprzod. Umierali kolejni biskupi i papieze, zastepowali ich inni, natomiast akta sprawy Gancilla prawie samoistnie wedrowaly z urzedu do urzedu, wciaz wyzej i wyzej. Tchnienie laski w tajemniczy sposob emanowalo z tych wyblaklych szpargalow i nie bylo pralata wertujacego owe papierzyska, ktory by tego nie zauwazyl. Dlatego pewnie cala sprawa nie poszla w zapomnienie. Az nadszedl ranek, kiedy wizerunek wiesniaka w pozlocistej ramie wzniesiono w gore w bazylice Swietego Piotra, w dole zas sam Ojciec Swiety zaintonowal psalm pochwalny, wynoszac Gancilla na oltarze.

     W jego rodzinnej wsi odbyla sie wielka uroczystosc, a pewien czlek uczony w historii lokalnej odnalazl – jak sadzil – dom, gdzie Gancillo przyszedl na swiat, gdzie zyl i umarl; dom przeksztalcono zatem w rodzaj wiejskiego muzeum, ale juz nikt Gancilla nie pamietal i wszyscy jego krewni powymierali, popularnosc nowego patrona trwala krotko. Od niepamietnych czasow ludzie czcili tam swietego Marcolina i pielgrzymi z dalekich stron sciagali tu, by ucalowac jego posag slynacy z cudow. Oltarz swietego Marcolina byl istotnie wspanialy, jarzyl sie od swiatel i wotow, a tuz obok wzniesiono nowy oltarz dla Gancilla. Ale kto na niego zwracal uwage? Kto tam klekal i kto sie tam modlil? Toc to wyblakla postac sprzed dwustu lat. Nie obdarzona niczym, co by przyciagalo wyobraznie.
     Ale Gancillo i tak nie spodziewal sie tylu zaszczytow, rozgoscil sie w swym domku i siedzac w sloncu na werandzie patrzyl z blogoscia, jak spokojnie oddycha potezny ocean.
     Nazajutrz rano wstal wczesnie i ujrzal czlowieka wmundurze listonosza, ktory zsiadl z roweru przed pobliskim domkiem i wniosl tam pokazna paczke; z podobna paczka zapukal do nastepnych drzwi; i tak wstepowal z paczkami do kolejnych domow, poki Gancillo nie stracil go z oczu; tylko jemu nic nie przyniosl.
     Scena ta powtorzyla sie podczas nastepnych dni, wreszcie zaciekawiony Gancillo dal listonoszowi znak, by zblizyl sie, i zapytal:
 - Wybacz moja ciekawosc, co przynosisz kazdego ranka wszystkim moim kolegom? Dlaczego do mnie nigdy nie zajdziesz?
 - Roznosze poczte - odparl listonosz zdejmujac z szacunkiem czapke. - Jestem listonoszem.
 - Jaka poczte? Kto ja przysyla?
Listonosz usmiechnal sie i zrobil gest, jakby chcial wskazac tych stamtad, po drugiej stronie, ludzi ze starego swiata.
 - Prosby? - zapytal swiety Gancillo, ktoremu zaczynalo juz cos switac w glowie.
 - Tak, prosby, modlitwy, petycje wszelkiego rodzaju - odrzekl listonosz obojetnym tonem, jakby to byly drobnostki,nie chcial bowiem zmartwic nowego swietego.
 - I co dzien jest ich az tyle?
Listonosz zamierzal wyjasnic, ze mieli akurat martwy sezon, ze kiedy indziej listow przychodzi dziesiec, dwadziescia razy wiecej. Ale pomyslal, ze sprawi tym przykrosc Gancillowi i odparl wymijajaco:
 - No, to zalezy.
Zaraz tez wymknal sie chylkiem pod pierwszym lepszym pretekstem.

     Jest jednak faktem, ze do swietego Gancilla nikt sie z niczym nie zwracal. Jakby w ogole nie istnial. Zadnego listu, bileciku, nawet zwyklej kartki pocztowej. A on, widzac kazdego ranka stosy korespondencji adresowanej do kolegow (nie, nie byl zazdrosny, bo do niskich uczuc byl niezdolny, ale nie raz na pewno czul sie nieswojo trapiony wyrzutami sumienia, ze siedzi tu bezczynnie, podczas gdy inni zalatwiaja tak ogromna ilosc spraw), mial wrazenie, ze je chleb swietych za darmo (chleb to byl specjalny, troche lepszy niz ten, ktory spozywali zwykli blogoslawieni).
     Ta udreka sklonila go pewnego dnia do zlozenia nie proszonej wizyty w jednym z sasiednich domkow, skad dobiegal dziwny halas.
 - Alez prosze, wejdz, moj drogi, wiejdz i siadaj, tu masz calkiem wygodny fotel. Przepraszam na chwile, skoncze tylko prace i juz wracam do ciebie - powital go serdecznie kolega i zniknal w sasiednim pokoju, gdzie ze zdumiewajaca szybkoscia podyktowal stenografowi tuzin listow i rozporzadzen sluzbowych, ktore sekretarz zaczal spiesznie przepisywac na maszynie. Potem rzucil w strone Gancilla: - Ech, moj drogi, ta ciagle naplywajaca poczta bylaby powaznym problemem bez minimum organizacji. Pozwol tu na moment, pokaze ci moja elektroniczna kartoteke z tasmami perforowanymi.
     Slowem, byl nad wyraz uprzejmy.
     Gancillo z pewnoscia nie potrzebowal tasm perforowoanych i wrocil do siebie dosc zniechecony. „Czy to mozliwe - myslal - ze nikt mnie nie potrzebuje? Przeciez moglbym byc uzyteczny. A gdybym tak na przyklad zrobil jakis maly cud, zeby sciagnac uwage?”.
     Jak pomyslal, tak zrobil: postanowil poruszac oczyma na swoim wizerunku w wiejskim kosciolku. Przed olatarzem swietego Gancilla nigdy nikogo nie bylo, ale przypadkiem przechodzil obok Memo Tancia, wsiowy polgowek; zobaczyl, ze oczy na obrazie mrugaja, i zaczal krzyczec, ze stal sie cud.
     W tym samym czasie, ze skwapliwoscia wlasciwa ich pozycji spolecznej, kilku swietych odwiedzilo Gancilla i dobrodusznie dalo mu do zrozumienia, ze byloby rozsadniej, gdyby zaprzestal swych praktyk: nie zeby bylo w nich cos zlego, ale ow rodzaj cudow, z uwagi na ich blahosc nie nazbyt jest honorowany w alto loco. Mowili to bez cienia zlosliwosci, choc moze zastanawiala ich zdumiewajaca latwosc, z jaka najnowszy swiety zdobywa sie na cud, ktory im sprawilby ogromna trudnosc.
     Swiety Gancillo naturalnie z miejsca zaprzestal swych praktyk i mieszkancy wioski, ktorzy zbiegli sie na krzyk polgowka, bezskutecznie wpatrywali sie w obraz nie dostrzegajac w nim nic niezwyklego. Rozeszli sie wiec rozczarowani i malo brakowalo, a Memo Tancia dostalby od nich ciegi.
     Gancillo pomyslal wtedy o zwroceniu na siebie ludzkiej uwagi cudem mniejsezym, acz bardziej poetyckim. I sprawil, ze na jego starym kamiennym nagrobku rozkwitla przepiekna roza; grob ten odnowiono na okolicznosc beatiikacji, lecz teraz znowu byl on w stanie zupelnego opuszczenia. Los jednak chcial, by nikt tego znaku nie zrozumial. Ksiadz opiekujacy sie smentarzem zauwazyl roze i pospieszyl oburzony do stroza.
 - Przynajmniej przy grobie swietego Gancilla moglbys posprzatac! Wstyd! Jestes zwyklym prozniakiem! Przechodzilem tamtedy i widzialem same chwasty, a wsrod nich roze.
     I stroz nie zwlekajac pobiegl wyrwac rozyczke.
     Gancillo, chcac miec pewnosc, uciekl sie wowczas do najbardziej tradycyjnego z cudow. I pierwszemu slepcowi, ktory przeszedl obok jego oltarza, przywrocil wzrok.
     Ale nawet tym razem mu sie nie powiodlo, bo nikomu nawet nie przyszlo na mysl, ze cud jest dzielem Gancilla; wszyscy przypaisali go swietemu Marcolinowi sasiadujacemu z Gancillem. Taki to wywolalo entuzjazm, ze wierni wzieli na barki statue Marcolina, wazaca dobrych pare kwintali, i poniesli ja w procesji przez cala wies przy akompaniamencie dzwonow. A opuszczony oltarz swietego Gancilla popadl w jeszcze wieksze zapomnienie.
     Wtedy Gancillo powiedzial sobie: „Lepiej zrezygnowac. Nikt, widac, nie chce o mnie pamietac”. Siadl na swojej werandzie, zapatrzyl sie w ocean i ta kontemplacja przyniosla mu wielka ulge.
     Gdy tak podziwial fale, uslyszal lomotanie do drzwi. Bam, bam! Poszedl otworzyc. Na progu stal Marcolino we wlasnej osobie; chcial sie usprawiedliwic.
     Marcolino byl wspanialym, poteznym mezczyzna, kipial energia i radoscia zycia.
 - Coz robic, moj drogi Gancillo? Ja przeciez nie ponosze winy. Wiesz, przyszedlem, bo nie chcialbym, zebys sobie pomyslal…
 - Alez skadze! - zawolal Gancillo i bardzo pocieszony ta wizyta rowniez sie usmiechnal.
 - Bo wiesz - dorzucil jeszcze Marcolino - niezly ze mnie gagatek, a oblegaja mnie od rana do wieczora. Masz w sobie wiecej swietosci niz ja, chociaz ciebie wszyscy zaniedbuja. Pieski jest ten swiat, trzeba do niego cierpliwosci, braciszku -i serdecznie poklepywal Gancilla po ramieniu.
 - Dlaczego nie wejdziesz do srodka? Wkrotce bedzie ciemno i zrobi sie chlodno, rozpalimy ogien na kominku i zostaniesz na kolacji.
 - Z przyjemnoscia, z najwieksza przyjemnoscia - odparl Marcolino.
     Weszli do domku, narabali troche drew i rozpalili ogien, co prawda z niemalym trudem, gdyz drewno bylo jeszcze wilgotne. Ale dmuchali uparcie i w koncu wystrzelil w gore piekny plomien. Gancillo zawiesil nad ogniem kociolek z woda na zupe i czekajac, az sie zagotuje, usiedli obaj na lawie grzejac sobie kolana i spokojnie gawedzac. Z kominka zaczela snuc sie delikatna smuga dymu, a tym dymem byl takze Bog.

wpis: 741
+353833323421
PiJ

Sandi Thom – I wish I was a punk rocker

Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.
In seventy-seven and sixty-nine revoluiton was in the air.
I was born to late, to a world that doesnt care.
Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.

When the head state didnt play guitar,
Not everybody drove a car.
When music really mattered,
And when radio was king.

When accounts didnt have control
And the media couldnt buy your soul
When computers were so scary
And we didnt know everything

Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.
In seventy-seven and sixty-nine revoluiton was in the air.
I was born to late, to a world that doesnt care.
Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.

When popstars still remained a myth,
And ignorance could still be bliss.
And when God saved the queen she turned a whiter shade of pale.

My mum and dad were in there jeans
And anarchy was still a dream
And the only way to stay in touch was a letter in the mail.

Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.
In seventy-seven and sixty-nine revoluiton was in the air.
I was born to late, to a world that doesnt care.
Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.

When record shops were still on top
And vinyll was all that they stopped
And the super info highway was still drifting out in space

Kids were wearing hand-me downs
And playing games ment kick arounds
And footballers still had long hair and dirt across there face

Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.
In seventy-seven and sixty-nine revoluiton was in the air.
I was born to late, to a world that doesnt care.
Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.

I was born to late, to a world that doesnt care.
Oh i wish i was a punk rocker with flowers in my hair.

/komentarz odautorski: Przeboj ostatnich dni. Nie moge sie od niego opedzic. Jakbym tylko mial I-net, juz ukradlbym te piosenke, a moze nawet i plyte. A tak? Moge kupic ja za 5E. Szkoda kasy. Pozostaje polowanie na nia w radiu.
Z drugiej strony, marzy mi sie sytuacja, w ktorej we wtorek nie pozostawaloby mi na koncie kilka E (wyplata jest co piatek). Mam nadzieje, ze juz niedlugo sie to zmieni. Bo frustrujace jest wiedziec, ze przez trzy, cztery dni i tak niczego sie juz nie kupi. Cholerne zycie na biezaco. A niby przyjezdza sie tutaj odkladac, oszczedzac etc.
Z innych informacji, za tydz. w czwartek moja firma robi impreze integracyjna. Pech chce, ze jest to dzien urodzin, ktory wolalbym spedzic nie z wspolpracownikami. Na razie nie wiadomo, jak to rozwiazac… Cos sie wymysli, zawsze sie cos wymysla.

wpis: 739
+353833323421
PiJ

Patric McCabe – Breakfast on Pluto

     Go anywhere without leaving your chair
     and let your thoughts run free
     Living within all the dreams you can spin
     There is so much to see
     We’ll visit the stars and journey to Mars
     Finding our breakfast on Pluto!

It’s Sa’day night dahn the old West End, innit? Fackin’ right it is, mah san! Look at ‚em puntahs – ‚avin ‚emselves a right old time, they are! And wot’s wrong wiv that, ai? Naffink! Not a bleedin’t fing, mate! Ain’t like they ain’t worked bleedin’ ‚ard for it all week, geddin’ themselves lookin’ narce nah for a night aht on the old tahn. Look at them in there – laverly, I tell yah! – fackin’ laverly! – quaffin’ the old vino and whackin’ em all dahn, them great big steaks! Bless ‚em, that’s wot I say. Every last soddin’ one of ‚em! Like bleedin’ Christmas it is in there, watchin ‚em frow it back, larfing their bleedin’ ‚eads off at some soddin’ stupid joke! But who cares – a larf’s a larf, innit? I don’t give a fack, I really don’t, wot people larfs abaht – long as they’s ‚avin themselves a good time, that’s awright by me! All them lights – running along the edge of the window – looks so soddin’ invitin’, you know? Like – no need to stay aaht there – come right on in, guv’ – come and join the party!

BANG!

Now wot the bleedin’ ‚ell was that: Oh, for cryin’ aht lahd! Look at that! Poor greezer’s got a blood runnin’ all down side of ‚is face! It’s a diabolical liberty, that is! Frowing bombs into restaurants! Wot do the ‚ope to gain by that – ai? Bladdy ‚ell! They’re all cammin’ aht nah – creamin’ and crying some of ‚em, it’s like somefink you’d see in a bleedin’ ‚orror movie! Poor bloke didn’t even get the steak far as ‚is marf, blew his fackin’ ‚ead off! It’s criminal, that’s wot it is! Oh, nao! Look at the little old lady! Where’s ‚er legs then? Gao on – tell me! Where’s the old gel’s legs? That’s right – she ain’t got none, ‚as she? Blown raht dahn to stumps, they are – all because of them bleedin’ Paddies! Cor, it don’t arf try your patience, I’ll tell you! Take ‚em over ‚ere, give ‚em jobs and wot do they do? Blow your fackin’ head off! Werent to be seen doing much av it during the last war though, if you recall! Blahdy bog Arabs! I’m sorry, guv, but that’s the way I feel! Wot if it ‚ad been my odl mum in there – or yours? Send ‚em all back, that’s wot I say. Back to the bleedin’ bog wot shat ‚em aht in the first place!

     Up on the moon
     We’ll all be there soon
     Wathing the earth down below
     We’ll visit the stars
     And journey to Mars
     Finding our breakfast on Pluto!

wpis: 738
+353833323421