Kalendarz

Wrzesień 2005
P W Ś C P S N
« sie   paź »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66829
  • Dzisiaj wizyt: 17

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2005

Hurt – Załoga G

Bywa że nie jestem szczery
Czasem zwyczajnie kłamię
Jestem próżny pazerny
Dbam tylko o swoje cztery litery
Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości

Miewam nieczyste intencje
Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadam
Jak bym istniał tylko ja
A światem rządził szatan

Ref.
Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus, Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
MacGyver i Pipi

Hurt – Załoga G (ok. 3.25 MB)

wpis nr: 642

Wybory parlamentarne 2005r.

sejm:
Mirosław Orzechowski (LPR)

senat:
Adam Stefan Lepa (LPR)
Bogusław Świerczyński (PJKM)

wpis nr: 641

Praca?

Zamiast przeglądać Boecjusza i Gucia, zamiast poprawiać to, co napisałem jeszcze przed wakacjami na zaliczenie poszczególnych przedmiotów, zamiast czytać Kanta czy wreszcie, zamiast uczyć się Etyki, przejrzałem ogłoszenia o pracę. Wysłałem – standardowo – zaczepny list motywacyjny… I co? I jutro jadę na drugi koniec miasta, na rozmowę do jakiejś firmy komputerowej.

wpis nr: 640

Hedningarna – Vottikaalina

W ramach krótkiego odpoczynku od Pidżamki, która przypomina mi – wiadomo – warto czasem włączyć sobie Hedningarnę, z którą kojarzy mi się wszystko to, co dobre z roku akademickiego 2003 / 2004.

Nei minusta lienekkänä
ollenkana, lienekkänä

miniäksi miehelähän
orjaksi anoppelahan

vihainen minä miniä
ankara anopin orja.

Ei neiti minun näköinen
osaisi orjana olla

muistais ei mukihin mennä
olla aina alla kynsin.

Toinen kun sanan sanoisi
minä kaksi vastoaisin;

kun tulisi tukkahani
hairahtuisi hapsihini

tukastani tuivertaisin
hapsistani haivertaisin

wpis nr: 639

Nadludzie

Nadludzie Sztuka Nadludzie w reżyserii Stanisława Brejdyganta opowiada od spotkaniach dwóch wielkich, a zarazem znienawidzonych postaci XX wieku na kilka chwil przed ich śmiercią. W części pierwszej Hitler rozmawia z Emilem Maurice’m. W drugiej – Stalin widzi się z Solomonem Michoelse’m.
Oba spotkania mają charakter rozmów oczyszczających. Dyktatorzy w ich trakcie dowiadują się, że większa część ich wizerunku oparta jest na ułudzie, na tym, jak – przede wszystkim – sami chcieli siebie postrzegać. Kult jednostki, którym chcieli się otaczać, okazywał się niepełny. Wszechobecne kłamstwa i naciągnięcia, na które sobie pozwalali, w ostatecznym rozrachunku okazywały się być niewystarczające. Od początku można było się spodziewać, że budowany na ich podstawie obraz świata, państwa, społeczeństwa będzie musiał zakończyć się całkowitą klęską.
Upadek Adolfa Hitlera jest – wg Emila – konsekwencją jego słabości w zwykłych kontaktach międzyludzkich. Uzurpacja, w którą popadł Führer, przerosła go. Nie był „nadczłowiekiem”. Nieumiejętność okazywania pozytywnych emocji wpędziła go w katastrofalną nienawiść. Klęska Józefa Stalina, jaką chce mu pokazać Solomon, miała wynikać z obsesyjnej manii prześladowczej. Wódz wszędzie widział potencjalny zamach na swoją osobę. W uniwersalnym Makbecie dopatrzył się zbyt daleko posuniętej analogii.
Przedstawienie – wg mnie – nie wnosi do wiedzy o dwóch dyktatorach ubiegłego wieku niczego nowego. Nie ma w nim faktów, które mogłyby wstrząsnąć lub okazać się zaskakujące. Ukazuje ich, moim zdaniem, co najwyżej z nowej perspektywy – takiej, która nie była dostępna milionom tych, którzy im uwierzyli. W tej chwili to już przeszłość, kolejne fakty na karcie historii… Także na kartach tak nielubianej przeze mnie psychologii.
W sztuce, w podwójnych rolach, wystąpili: Stanisław Brejdygant i Marek Cichucki.

Strona przedstawienia: ..:: LINK ::..

wpis nr: 638

scenka rodzajowa, typowa

osoby: Walczak, ojciec Walczaka;
czas: późne, piątkowe popołudnie;
miejsce: mieszkanie rodziny Walczaka.

Walczak, po tygodniu spędzonym na Widzewie spotyka ojca.
Ojciec Walczaka: Widzę, że bardzo dobrze ci służy pobyt u Magdy.

wpis nr: 637

Pozdrowienia dla tych, z którymi przebywam i tych, o których myślę.

Pani kazała dzieciom przynieść do szkoły swoje domowe zwierzątka. Małgosia przyniosła kotka, Jadzia pieska, a Jasio przyniósł żabę.
- No i co ta twoja żaba potrafi, Jasiu? – pyta pani. Jasio szturchnął żabę, a żaba na to:
- Kła!
Jasio jeszcze raz szturchnął żabę, ale ona znowu:
- Kła!
Wreszcie Jasiu się zdenerwował i uderzył pięścią o stół, a żaba na to:
- Kłanta namera, tarira kłantanamera, kłanta namera tarira kłantanamera.

/annotatio auctoris: A poza tym – standardowo. Notatki wciąż w plecaku, wódka – chciałoby się powiedzieć – ciągle w przełyku. Powoli, sukcesywnie jej spożycie zbliża się do ilości przemysłowych. Ma to wpływ na tzw. relacje międzyludzkie. Z jednej strony zacieśniają się pewne więzy (choć nie można powiedzieć, że wcześniej zaciśnięte nie były) z drugiej można usłyszeć zgoła inne słowa. Cóż robić? Tak czy inaczej, źle nie może być! Dziś z powrotem na Widzew i tak ad mortem defecatam.

wpis nr: 636

czas wycofać się na z góry upatrzone pozycje

certyfikat
Zwiedzona Polska, zwiedzona Europa, czas na Wszechświat

wpis nr: 635

19

NIE wysyłać SMSa!
NIE pisać e-maila!
NIE dzwonić!
NIE komponować pocztówki!
NIE myśleć o liście!
NIE MYŚLEĆ?

wpis nr: 634

metafora? trudne słowo

Niech życie będzie biegiem ulicami miasta. Niech miasto będzie teatrem, na którym rozgrywa się życie. Niech ulicami biegną ludzie. Niech ich wybory życiowe powodują zmianę trasy biegu. Niech ludzie ci, co jakiś czas wbiegają na place, rynki tego miasta. Niech na tych rynkach dostrzegają innych biegnących. Niech biegnąc dalej, spoglądają czasem w mijane przecznice. Niech zauważają na nich osoby biegnące równolegle, w tym samym kierunku. Niech na kolejnych rynkach, placach chwytają się za ręce i niech następnymi ulicami biegną wspólnie…

wpis nr: 633