Kalendarz

Czerwiec 2005
P W Ś C P S N
« maj   lip »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2005

Walczak Piotr, lat 26 – równo.

Przekręciłem się o kolejny rok. I tyle!

wpis nr: 603

Wrocław – Rzepin – Frankfurt – Poznań – Szczecin – Międzyzdroje

CHĘTNI! WPISYWAĆ SIĘ! USTALAMY LISTĘ!

18:00 Łódź Kaliska – 21:41 Wrocław Główny.

Litrowe piwko w słynnej z przekazów Skarba D. i Karolajny restauracji Dworcowej.

22:58 Wrocław Główny – 4:27 Rzepin.

Oczekiwanie na pociąg do Frankfurtu (http://www.rzepin.pl, http://www.mismoczyk.republika.pl/rzepin/). Jest kilka miejsc do zobaczenia – np. Kościół parafialny – zbudowany w XIV w., Dworek myśliwski – klasycystyczny wzniesiony w XVIII w., Ratusz – wzniesiony w 1833 r., Młyn wodny – z początku XIX w., Dąb „Piast” – pomnik przyrody (600 lat). Poza tym, trzeba jakieś zapasy na drogę do Frankfurtu i potem z Frankfurtu do Poznania, żeby nie kupować u Szkopów, bo drogo i nie będziemy napędzać im koniunktury.

8:59 Rzepin – 9:21 Frankfurt Nad Odrą.

Kilka godzin u Niemców http://www.frankfurt-oder-tourist.de/pl/. Do zobaczenia Ratusz, Kościół Mariacki, ogólnie – Starówka plus koniecznie piwko.

15:21 Frankfurt Nad Odrą – 18:18 Poznań Główny.

Zwiedzanie miasta (zerżnięte z jakiegoś przewodnika).
Spacer po wybranych, najciekawszych zakątkach Poznania rozpoczynamy przy ruchliwym placu Wolności. tu znajdują się główne zbiory Muzeum Narodowego, klasycystyczny gmach Biblioteki Raczyńskich z 1829 r. i zabytkowy hotel Bazar. Zapraszają liczne sklepy i salony zlokalizowane przy głównych arteriach śródmiejskich – ulicach Świętego Marcina i 27 Grudnia. Ruchliwe centrum opuszczamy ulicą Padarewskiego, która doprowadza do Starego Rynku. Jego centrum wypełnia piękna bryła ratusza. Powstał on już w XIII/XIV w., a rozbudowany został w latach 1550-60 w stylu renesansowym. Wspaniałe wnętrza kryją Muzeum Historii Miasta Poznania. Symbolem miasta są ratuszowe koziołki, które „bodą się” o godzinie 12. Rynek otaczają odrestaurowane kamieniczki i pałace: Działyńskich (XVIII w.), Mielżyńskich (XIX w.) i inne. W domu „Pod Białym Orłem” oglądamy bogate zbiory Muzeum Instrumentów Muzycznych, a w kamienicy (nr 84) zbiory Muzeum Henryka Sienkiewicza. Nad rynkiem, na niewielkim Wzgórzu Przemysława, w częściowo zrekonstruowanym zamku książęcym oglądamy zbiory Muzeum Rzemiosł Artystycznych z kolekcją sztuki polskiej i obcej. Przy ul. Gołębiej, w zespole dawnego Kolegium Jezuickiego z I połowy XVIII stulecia naszą uwagę zwraca jeden z najcenniejszych zabytków Poznania – kościół farny d. Jezuitów. Ta wspaniała barokowa świątynia została zbudowana w latach 1651-1732; ma wspaniałą dekorację sztukateryjną i polichromię K. Dankwarta. Malowniczymi zaułkami Starego Miasta, pełnymi stylowych kawiarenek, galerii i restauracyjek przez ulicę Wroniecką i Święty Wojciech docieramy do Wzgórza św. Wojciecha. Stoją tu naprzeciw siebie dwa kościoły: kościół św. Wojciecha z XV-XVI w. wybudowany na miejscu starszego, otoczony cmentarzem zasłużonych Wielkopolan i kościół Karmelitów z II połowy XVII w. Niewielka odległość dzieli nas od pomnika bohaterów Armii „Poznań” (bitwa we wrześniu 1939 r.) i Cytadeli z Muzeum Armii „Poznań” usytuowanej w parku. Przenosimy się teraz na prawy brzeg Warty, do kolebki Poznania, na Ostrów Tumski. Tu znajduje się katedra poznańska z X w., wielokrotnie niszczona i przebudowywana, odbudowana w postaci z XIV/XV w. Otaczają ją liczne kaplice; w tak zwanej Złotej Kaplicy oglądamy sarkofagi pierwszych władców polskich – Mieszka i Bolesława Chrobrego. Tuż obok gotycki kościół NMP z XIV w., pałac biskupi i Akademia Lubrańskiego z 1512 r. mieszcząca zbiory sztuki sakralnej Muzeum Archidiecezjalnego. Kilkaset metrów dalej, za ruchliwym węzłem komunikacyjnym rozpoczyna się jeden z najpiękniejszych parków miasta – Malta, z licznymi ośrodkami sportowymi (torem regatowym, całorocznym stokiem narciarskim) i ogrodem zoologicznym. Z parkiem sąsiaduje kościół Kawalerów Maltańskich, późnogotycki z XII w., najstarszy po katedrze w mieście. Będąc w Poznaniu wypada oczywiście odwiedzić Międzynarodowe Targi Poznańskie, odpocząć nad jednym z wielu jezior otoczonych przez dobrze utrzymane parki etc.
Do tego, Poznań to korzenie rodu Walczaków. Więc pewnie zahaczymy o miejsce, „w którym się wszystko zaczęło”. Ponadto Poznań, to kupa znajomych, którzy obiecali się w razie czego zaopiekować i pomóc w doborze knajp do odwiedzenia. Będzie co czynić.

3:15 – Poznań Główny – 5:56 Szczecin Główny.

Zwiedzanie miasta (zerżnięte z jakiegoś przewodnika).
Wycieczkę zaczynamy przy Bramie Portowej. Barokowa brama powstała w 1725-71 r. i ozdobiona jest rzeźbami Damarta i Meyera. Ulicą Podgórną dochodzimy do kościoła Franciszkanów pw. św. Jana z wczesnogotyckim prezbiterium sprzed XIII w. Ulicą Staromiejską, a dalej kładką nad ruchliwą arterią komunikacyjną – u Wielką, dochodzimy do widocznej z daleka katedry św. Jakuba. Gotycka budowla z lat 1375-87 zbudowana została przez H. Brunsberga w XIV/XV w., wieża zaś pochodzi z XVI w. Obiekt został w znacznej części zrekonstruowany po zniszczeniach wojennych. Świątynia może pomieścić jednorazowo 10 tys. osób. Po jej zwiedzeniu warto wybrać się na uroczy plac Orła Białego z zabytkową fontanną z 1732 r., ufundowaną w roku założenia wodociągów w mieście. Skwerek jest miłym miejscem wypoczynku. Ulicą Grodzką udajemy się następnie do Nowego Rynku. Tu znajduje się interesujący zabytek budownictwa mieszczańskiego – bogato zdobiona kamienica bankierskiego rodu Loitzów z 1547 r. w stylu późnogotyckim. Ładnie prezentuje się szczeciński ratusz z XIII i I połowy XV w. ozdobiony ceramiczną dekoracją, mieszczący zbiory Muzeum Historii Miasta. W podziemiach ratusza zaprasza stylowa winiarnia-miodosytnia „U Wyszaka”. Jednym z najciekawszych punktów programu pobytu w mieście jest wizyta w zamku książąt pomorskich. Czworoboczna bryła, z pięknymi dziedzińcami, składa się ze skrzydeł wzniesionych w różnych epokach historycznych. Skrzydło gotyckie pochodzi z XV-XVI w., wschodnie skrzydło, renesansowe – z XVII w. Zamek był przebudowywany i rozbudowywany wielokrotnie. jego wnętrza wypełniają galerie i wystawy. U podnóża zamku nowoczesna architektura węzła komunikacyjnego sąsiaduje z przeglądającą się w Odrze basztą Siedmiu Płaszczy z XIII-XIV stulecia. Dalej znajdują się Wały Chrobrego. Monumentalny gmach ofiarowany miastu przez kupiectwo szczecińskie w 1913 r. mieści dziś szczecińskie Muzeum Narodowe. Potężna kopuła ma 54 m wysokości. W fasadzie znajdują się symboliczne obrazy wybitnych dzieł architektury światowej: piramidy egipskie, sfinks, świątynia grecka, gotycka katedra, bazylika św. Piotra w Rzymie. Tu też mieszczą się zbiory szczecińskiego Muzeum Narodowego. Po odpoczynku na skwerze portowym, ponownie ruszamy do dzielnicy staromiejskiej. Przy placu Hołdu Pruskiego wznosi się kościół św. Piotra i Pawła w stylu gotyckim. Świątynie wyróżnia piękny, schodkowy szczyt gotycki. Tu również Brama Nakielska – 1725 r. Przy placu spotykamy cenną zabudowę pałacową; tu także ulokowano część zbiorów Muzeum Narodowego. Za placem Żołnierza Polskiego rozpoczyna się współczesne centrum miasta, którego układ komunikacyjny powstał w II połowie XIX w. Ciekawe wycieczki możemy zorganizować sobie także poza centrum Szczecina. Warto wybrać się do parku Jasne Błonia i dalszą wycieczkę pieszą odbyć do Lasu Arkońskiego. Wielkim magnesem jest Jezioro Szmaragdowe z charakterystyczną, szmaragdową barwą wody. Odpocząć można też nad jeziorem Miedwie.

9:00 Szczecin Główny – 10:29 Międzyzdroje.
9:20 Szczecin Główny – 11:07 Międzyzdroje.
9:35 Szczecin Główny – 11:30 Międzyzdroje.
9:45 Szczecin Główny – 11:21 Międzyzdroje.
10:22 Szczecin Główny – 12:07 Międzyzdroje.

http://www.miedzyzdroje.hg.pl/index.php?site=index

Niestety, tak się składa, że w sobotę, kiedy tam będziemy, odbywać się będzie Festiwal Gwiazd. Co dla nas oznacza tyle, że będzie od groma ludzi i wszystko będzie drogie. Ale damy radę. W planach – koniecznie – rybeńka i kąpiel w morzu i ewentualne zakupy na drogę do Łodzi.

13:52 Międzyzdroje – 15:36 Szczecin Główny.
14:27 Międzyzdroje – 16:23 Szczecin Główny.

Chwila na przesiadkę i dalej w drogę.

16:30 Szczecin Główny – 19:23 Poznań Główny.

Kolejna chwilka na dworcu i czas na powrót.

19:40 Poznań Główny – 21:06 Kutno (trzeba będzie coś dopłacić. To jest jakiś głupi EuroCity, na który nie obowiązują nasze bilety, ale postaramy się tego dowiedzieć jeszcze przed wyjazdem).
21:09 Kutno – 22:31 Łódź Kaliska.
21:42 Kutno – 22:58 Łódź Kaliska.

Inna opcja powrotu (również z dopłatą, na dodatek z godzinnym oczekiwaniem „w Kutnie, na dworcu w nocy”, przed wyjazdem zorientujemy się, która będzie bardziej opłacalna finansowo).

20:35 Szczecin Główny – 1:47 Kutno.
2:57 Kutno – 4:11 Łódź Kaliska.

Ta opcja pozwala dłużej bawić najpierw od rana w Szczecinie, później od południa w Międzyzdrojach.

17:38 Międzyzdroje – 19:24 Szczecin Główny.
17:52 Międzyzdroje – 19:37 Szczecin Główny.

Minusem jest to, że bilet łikendowy starcza nam jedynie do Konina (ostatnia stacja przed północą, a stamtąd trzeba byłoby już kupić normalny), do tego w Łodzi jesteśmy dopiero nad ranem, co niektórym może być nie na rękę.

invented by: Ist Kołst Π Jak & pijak zewsząd.

wpis nr: 602

ostatnie podrygi wiosny

black eyed piter
Black Eyed Piter

ło cholera
Ło cholera

latająca wódka
Latająca wódka

hands in the air
„All da people in da house, put ya hands in da air”

przeciąg
Przeciąg

jak na filmie
Jak na filmie

potąd
Mam wszystkiego potąd

trzeźwe zdjęcie
Trzeźwe zdjęcie

do góry nogami
I nagle świat obrócił się o 180 stopni

a fuj
A fuj!

zawsze pogodny
Zawsze pogodny

łyżeczka
Łyżeczka

o mój Boże
O mój Boże!

wpis nr: 601

Sinead O’Connor – Thank You For Hearing Me

Thank you for hearing me
Thank you for loving me
Thank you for seeing me
And for not leaving me
Thank you for staying with me
Thanks for not hurting me
You are gentle with me
Thanks for silence with me
Thank you for holding me
And saying „I could be”
Thank you for saying „Baby”
Thank you for holding me

Thank you for helping me
Thank you for helping me
Thank you for helping me
Thank you, thank you for helping me

Thank you for breaking my heart
Thank you for tearing me apart
Now I’ve a strong, strong heart
Thank you for breaking my heart

wpis nr: 600

Raz, dwa, trzy… Wakacje start!

bilet turystyczny
Bilet turystyczny – najpierw Gdynia, za dwa tygodnie Szczecin, Międzyzdroje, Poznań, Frankfurt. Później Sasino. Piaski. Kraków. Praga i gdzie tylko dusza zapragnie.

wpis nr: 599

scenka rodzajowa, typowa

osoby: student Walczak, pan lekarz;
czas: wczesne popołudnie;
miejsce: gabinet lekarski.

Student Walczak poszedł zrobić sobie rentgena zębów. Wszedł do gabinetu. Usłyszał.
pan lekarz z szatańskim uśmiechem: Łańcuszek na szyi?
student Walczak równie zawadiacko i z nutką przekory: Nie! Okulary na nosie.
pan lekarz nie rezygnując: Ha! Ale kolczyk w uchu! Wyjąć!

wpis nr: 598

Szczecin – Międzyzdroje – Poznań – Frankfurt

Z Łodzi można pojechać dwojako. Albo dłużej (wcześniej wsiadamy dłużej jedziemy / pijemy), albo krócej (później wsiadamy, krócej jedziemy). Z Fabrycznego 20:26 w W-wie Zachodniej 22:19, Z W-wy 22:55 do Szczecina Głównego na 5:56 lub z Kaliskiego 22:55 w Starogardzie Szczecińskim 5:00, ze Starogardu 5:10 do Szczecina.

W Szczecinie zwiedzanie do jakiejś 14. Dalej jedziemy do Międzyzdrojów. Albo o 13:30 lub 14:33 Ale lepiej tym pierwszym, bo coś tam z rezerwacjami jest. Po co ryzykować?

Na plaży jesteśmy po 1,5h. Tam do samego wieczora szalejemy i pijemy, może zwiedzamy! O 21:37 wsiadamy w pociąg do Poznania i o 2:00 jesteśmy na miejscu. Tu możemy albo czekać do 6:00 lub zaraz o 2:15 wsiąść w pociąg do Piły. W pile jesteśmy 4:05 i zaraz 4:17 mamy z powrotem do Poznania. 6:15 w Poznaniu i zaraz właściwy pociąg.

6:37 wsiadamy w Poznaniu w bezpośredni pociąg do Frankfurtu. Na miejscu jesteśmy 8:54. Zwiedzamy miasto i jest super. Pijemy piwo w Niemczech i cieszymy się jak cholera!

Powrót to już pestka. By zdążyć przed 0:00 musimy wsiąść o 17:47 w pociąg do Łódzi / Polski. W Kutnie jest przesiadka ale po 3 min już jedziemy na Kaliski o 22:37.

invented by: Ist Kołst Π Jak

wpis nr: 597

Nocny maraton filmowy.

Na początek: Bandyta. Za każdym razem robi wrażenie. Później egzotyczny: Czasem słońce, czasem deszcz. Nie dałem rady. Z prawie czterech godzin kina indyjskiego wytrzymałem trzy. Dalej: Efekt motyla. Film zakręcony, ale pozostawia niedosyt. Teorię chaosu można było lepiej przedstawić. Na deser, majstersztyk kinematografii polskiej (przy okazji, ekranizacja najlepszej polskiej powieści): Lalka. Ilekroć mam z nią do czynienia, popadam w zachwyt. Chłonę każdą scenę, każdy dialog. Jestem bezkrytyczny.

„Na każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił”.
Adam Mickiewicz, Do M***

wpis nr: 596

remont

Od środy.
Dom rozgrzebany. Duży pokój rozpiżdżony. Rodzice nie mają gdzie spać. Wysyłają mnie, jak nigdy, na całonocne balangi, byle tylko mieć mój pokój do dyspozycji. Jak zostaję, i tak mam u siebie „gościa”.
Od rana do nocy „fachman”, czasem dwóch.
Wiercenia, rżnięcia przyprawiają o apopleksję. Szlag by to trafił.

wpis nr: 595

Zapytałem: „Co powiesz na «Śniadanie u Tiffany’ego»?”

„Holly Golightly mieszkała w tej samej kamienicy; zajmowała mieszkanie dokładnie pod moim. Natomiast Joe Bell prowadził bar na rogu Lexington Avenue; zresztą nadal go prowadzi. Holly i ja chadzaliśmy tam sześć, siedem razy dziennie, na drinka, nie zawsze na drinka, ależ żeby zadzwonić. W czasie wojny trudno było o własny telefon. Ponadto Joe dobrze radził sobie z przyjmowaniem wiadomości, co w przypadku Holy nie stanowiło tylko drobnej przysługi, jako że otrzymywała ich mnóstwo (…)”.

„Wyszedłem na korytarz i wychyliłem się przez balustradę, akurat na tyle, żeby ją zobaczyć samemu nie będąc widzianym. Wciąż była na schodach. Teraz dotarła na półpiętro i światło z korytarza padło na pstrokate włosy chłopięcej fryzury, rozwichrzone kosmyki, płowe i białe pasemka, jak u albinosa. Był ciepły, prawie letni wieczór. Miała na sobie szykowną czarną sukienkę, czarne sandały i krótki naszyjnik z pereł. Przy całej swojej modnej szczupłości promieniowała zdrowiem rodem z reklamy płatków śniadaniowych: czystość, świeżość, rumieńce. Miała duże usta i zadarty nos. Oczy zakrywały jej ciemne okulary. Była to twarz zawieszona między dzieciństwem a kobiecością. Dawałem jej od szesnastu do trzydziestu lat. Okazało się później, że za dwa miesiące będzie obchodzić dziewiętnaste urodziny (…)”.

„Zaczęła dzwonić do mnie, czasem o drugiej, czasem o trzeciej, czwartej nad ranem. Nie przejmowała się porą, o której zrywała mnie z łóżka, żebym wcisnął guzik otwierający drzwi wejściowe (…)”.

„Rzecz jasna, nigdy wcześniej nie poznaliśmy się. Choć właściwie kilka razy wpadliśmy na siebie na schodach, czy na ulicy, wydawało mi się, że nawet mnie nie zauważa. Zawsze w ciemnych okularach, zawsze zadbana, zawsze gustownie ubrana w granaty i popiele, których konsekwentna prostota i brak ozdobników sprawiały, że ona sama wprost promieniała. Można ją było wziąć za modelkę, może za młodą aktorkę, choć sądząc z jej rozkładu dnia, nie miała czasu ani na jedno, ani na drugie (…)”.

„Panna Golightly mogła nie zdawać sobie sprawy z mojego istnienia, oprócz tego, że byłem wygodnym dodatkiem do dzwonka (…)”.

„Miała też kota i grywała na gitarze. Kiedy słońce mocno prażyło, myła głowę i razem z kotem, rudym i pręgowanym jak tygrys, siadywała na schodach pożarowych, gdzie brzdąkała na gitarze, póki włosy całkiem jej nie wyschły. Słysząc muzykę, zawsze stawałem dyskretnie przy oknie. Grała bardzo dobrze, niekiedy też śpiewała. Miała szorstki, załamujący się głos dorastającego chłopca. Znała wszystkie aktualne szlagiery z modnych musicali, piosenki Cole’a Portera i Kurta Weilla, najbardziej lubiła numery z „Oklahomy”, które tego lata robiły furorę. Ale czasami grywała kawałki tak dziwne, że zastanawiałem się, skąd właściwie może pochodzić. Te proste, ckliwe melodie ze słowami o posmaku lasów i prerii. Jedna z nich zaczynała się: Nie chcę spać, nie chcę umierać, tylko wędrować po pastwiskach nieba i chyba do niej właśnie Holly miała największy sentyment, bo grała ją długo, choć już wyschły jej włosy, zaszło słońce i w wieczornym zmierzchu pojawiały się rozświetlone okna (…)”.

„Zatrzymała się na środku pokoju i spojrzała na mnie. Nigdy wcześniej nie widziałem jej bez ciemnych okularów, teraz było oczywiste, że nosi szkła korekcyjne, bo bez nich miała taksujące, lekko zezujące spojrzenie jubilera. Jej oczy były duże, trochę niebieskie, trochę zielone z brązowymi plamkami; wielobarwne jak jej włosy i jak one lśniące ciepłym blaskiem (…)”.

„Najwyraźniej jednak postanowiła dotrzymać obietnicy, ponieważ rzeczywiście nie kontaktowała się ze mną i chyba nawet zdobyła się na dorobienie klucza do drzwi frontowych. W każdym razie, przestała do mnie dzwonić. Brakowało mi tego. Z upływem dni zacząłem odczuwać coś na kształt nieuzasadnionego żalu, jakby zaniedbał mnie bliski przyjaciel. W moje życie zakradła się niepokojąca samotność, ale brakło mi zapału do nawiązania kontaktu ze starymi znajomymi, którzy przypominali mi teraz dietę bez soli i cukru (…)”.

„Staliśmy (bo nie było na czym usiąść) w pokoju wyglądającym, jakby dopiero co się do niego wprowadzono, można było oczekiwać zapachu mokrej farby. Rolę jedynych mebli pełniły walizki i nierozpakowane skrzynie. Te ostatnie służyły za stoły. Na jednej stały drinki z martini, na drugiej – lampa, podróżne radio skrzynkowe, rudy kot Holly i wazon z żółtymi różami. Ciągnące się wzdłuż całej ściany półki mieściły wszystkiego kilkanaście książek. Od razu spodobał mi się ten pokój i panująca w nim atmosfera tymczasowości (…)”.

„ – Wszyscy ją lubią, ale wielu jej nie znosi. Lubię ją. To dlatego, że jestem wrażliwy. Trzeba być wrażliwym, żeby ją docenić, trzeba mieć w sobie duszę poety. Ale powiem ci prawdę. Możesz stawać dla niej na rzęsach, a ona i tak zrobi cię na szaro (…)”.

„ – Mówi mi «Tu Holly», ja na to «Skarbie, kiepsko cię słychać», a ona mi mówi, że jest w Nowym Jorku. Pytam «Co ty do cholery robisz w Nowym Jorku, przecież jest niedziela i jutro masz przesłuchanie». A ona mi mówi «Jestem w Nowym Jorku, bo nigdy tu nie byłam». Więc każę jej brać dupę w troki i wracać najbliższym samolotem. A ona mi na to, że nie chce. Pytam «O co ci właściwie chodzi, mała?» Powiedziała, że trzeba chcieć coś robić, żeby to robić dobrze, a ona nie chce. No to pytam «Czego ty chcesz, do diabła?», a ona «Jak sama się dowiem, to od razu dam ci znać». Sam widzisz – ani się obejrzysz, a zrobi cię na szaro (…)”.

„Mnie brakuje kompleksów; ludziom wydaje się, że gwiazdy filmowe to wielkie osobowości, a tym czasem w tym wszystkim chodzi o to, żeby nie mieć żadnej osobowości. Pewnie, że nie miałabym nic przeciwko temu, by stać się bogatą i sławną. Bardzo chcę być bogata i sławna i kiedyś się tym zajmę, ale zamierzam też zachować osobowość. Chcę być sobą, kiedy któregoś pięknego ranka wstanę i zjem śniadanie u Tiffany’ego (…)”.

„Jej sypialnia urządzona była w podobnym stylu co salon, panowała w niej identyczna atmosfera biwaku: pudła i walizki, wszystko spakowane i gotowe do wyjazdu, zupełnie jak rzeczy przestępcy czującego na karku oddech stróżów prawa. W salonie nie było mebli jako takich, ale w sypialni znajdowało się łóżko i to podwójne, szykowne: jasne drewno i pościel z marszczonego atłasu (…)”.

„Opowiadała też o swoim, ale było w jej opowieści coś nieuchwytnego, bezimiennego, niekonkretnego – brzmiało to jak impresjonistyczny recital, chociaż wrażenie, jakie odniosłem, było zupełnie odmienne od oczekiwanego. Zdała mi niemal zmysłową relację o pływaniu w lecie, choinkach, ślicznych kuzynkach i wspólnych zabawach, krótko mówiąc, obraz szczęścia, a przecież Holly nie była szczęśliwa, a już z pewnością nie było to dzieciństwo kogoś, kto uciekł z domu. A może to nieprawda, że uciekła z domu jako czternastolatka? Zapytana, Holly potarła nos i odpowiedziała:
– To akurat jest prawda. Tamte historie zmyśliłam. Ale ty, złotko, przedstawiłeś mi swoje dzieciństwo w tak tragicznych barwach, że nie chciałam z tobą rywalizować (…)”.

„ – Nie wolno kochać dzikich stworzeń, panie Bell – poradziła mu Holly. – Doc popełnił ten błąd. Zawsze znosił do domu dzikie zwierzęta. Jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Albo kiedyś nawet dorosłego rysia ze złamaną łapą Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na drzewa. Potem na wyższe drzewa. A wreszcie wzlatują pod niebo. I tak właśnie to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dziwie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo (…)”.

„Te ostatnie tygodnie na przełomie lata i kolejnej jesieni zamazały się nieco w mojej pamięci, być może dlatego, że osiągnęliśmy z Holly to cudowne porozumienie, kiedy dwoje ludzi porozumiewa się raczej bez słów niż przy ich pomocy. Konflikty, pełne napięcia rozmowy i gierki, nadające przyjaźni bardziej widowiskowy, powierzchownie dramatyczny charakter, ustąpiły miejsca serdecznemu milczeniu. Często, kiedy on wyjeżdżał (żywiłem teraz wobec niego wrogie uczucia i rzadko używałem jego imienia), całe wieczory spędzaliśmy razem, wypowiadając razem najwyżej sto słów (…)”.

„ – Widzisz? – krzyknęła. – Jest cudownie!
I rzeczywiście było cudownie. Obserwując splątane barwy włosów Holly lśniące w czerwono-złotym świetle, poczułem, że kocham ją na tyle, by pozbyć się egoizmu, zapomnieć o użalaniu się nad sobą i depresji, że potrafię cieszyć się jej nadzieją na szczęście (…)”.

„Przeglądając się w podręcznym lusterku, upudrowała i umalowała każdy kawałek twarzy, pozbawiając się na dobre wyglądu dwunastolatki. Poprawiła kształt ust, używając jakiejś kredki, pokolorowała policzki przy pomocy innej. Narysowała kreskę wokół oczu, nałożyła niebieski cień na powieki, skropiła szyję perfumami 4711, włożyła perłowe klipsy i nasunęła ciemne okulary (…)”.

„Włoskie trio, przekonane, że ma do czynienia z kłótnią kochanków, wyraziło swoją dezaprobatę sycząc i cmokając w słusznym, jak im się wydawało, czyli moim, kierunku. Potraktowałem to jako komplement. Byłem dumny, że ktokolwiek mógł sądzić, iż Holly na mnie zależy (…)”.

„ – A co ze mną? – zapytała szeptem i znów zadrżała. – Strasznie się boję, skarbie. Wreszcie mnie to dopadło. Bo teraz wiem, że tak, już może zostać i nigdy nie będę wiedziała, że coś jest moje, dopóki tego nie wyrzucę. Doły to nic. Gruba baba też mnie nie rusza. Ale tego się boję (…)”.

„Holly przywołała taksówkę.
– Skarbie. Jak się czujesz? – zapytała, kiedy wsiedliśmy.
– Dobrze.
– Ale nie czuję pulsu! – powiedziała, chwytając mnie za nadgarstek.
– No to pewnie nie żyję.
– Nie, idioto! To poważna sprawa. Spójrz na mnie.
Problem w tym, że jej nie widziałem, a raczej widziałem kilka Holly, trzy spocone twarze tak pobladłe ze strachu, że poczułem jednocześnie wzruszenie i zakłopotanie.
– Naprawdę. Nic mi nie jest. Tylko strasznie mi głupio.
– Daj spokój. Na pewno dobrze się czujesz? Powiedz prawdę. Mogłeś się zabić.
– Ale się nie zabiłem. Dziękuję, że uratowałaś mi życie. Jesteś wspaniała. Wyjątkowa. Kocham cię.
– Ty cholerny głuptasie! – ucałowała mnie w policzek. Potem zobaczyłem cztery Holly i zemdlałem (…)”.

Truman Capote, Breakfast At Tiffany’s, tłum: Rafał Śmietana

wpis nr: 594