Kalendarz

Grudzień 2004
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66559
  • Dzisiaj wizyt: 8

Dzienne Archiwa: 6 grudnia 2004

antytest

1. Mam bardzo ambitne plany.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
najbliższy ambitny plan, to skończyć studia

2. Ostatnio mam coraz mniej czasu dla siebie.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
ciągle czasu mam całą masę

3. Często myślę o sukcesie, który mnie czeka.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
częściej myślę o tym, co już mnie spotkało

4. Cenię sobie dystyngowany styl bycia.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
zupełnie o to nie dbam

5. Złości mnie jeśli ktoś koncentruje na sobie uwage innych osób.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
to jego sprawa, nie moja

6. Korzystam tylko z najwyższej jakości usług.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
jakość usługi nie ma znaczenia, ważna jej skuteczność

7. Bywam zła/zły, kiedy nie dostaję tego czego oczekiwałam/oczekiwałem.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) RACZEJ TAK; e) tak
nie lubię słyszeć ‚nie’

8. Często mam wrażenie jakby mi na nikim nie zależało.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
jest osoba, która jest dla mnie ważna

9. Mam ponadprzeciętne zdolności.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
na jaw wychodzi próżność, mimo iż zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie ponadprzeciętnych zdolności nie mam, nie odpowiadam kategorycznie ‚nie’

10. Osięgnęłam/osiągnąłem znacznie więcej niż moi rówieśnicy.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie ma kryteriów, dzięki którym można byłoby to określic

11. Inni ludzie powinni uważniej mnie słuchać, wyszłoby im to na dobre.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie pouczać, jak mówił pan profesor Kołakowski

12. Chciałabym/chciałbym spędzać więcej czasu ze znajomymi.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
spędzam go wystarczającą ilość (nie licząc wyjątków)

13. Innym trudno pogodzić się z tym, że znam się na tylu rzeczach.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie znam się na tylu rzeczach, by innym trudno byłoby się z tym pogodzić

14. Lubię być w centrum uwagi.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
centrum, to nie moje naturalne miejsce

15. Inni powinni mi więcej wybaczać.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie czuję aby nie przebaczano mi czegoś, co chciałbym by zostało [przebaczone]

16. Jest dla mnie ważne, aby inni ludzie docieniali moje osiągnięcia.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) RACZEJ TAK; e) tak
jeśli staram się dla drugiej osoby, liczę na to, że doceni ona te starania

17. Mam duży wpływ na życie innych ludzi.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
przynajmniej na większość, nie mam wpływu

18. Jestem wyjątkowa/wyjątkowy.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
każdy jest

19. Złoszczę się, kiedy bywam pominięta/pominięty.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie zależy mi

20. Kiedy czegoś potrzebuję, muszę to mieć natychmiast.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
„co nagle, to po diable”

21. Lubię chodzić na długie spacery.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
o ile tylko kończą się w konkretnym celu

22. Inni powinni bardziej doceniać moje zdolności.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie przypuszczam, bym miał takie zdolności, które wymagałyby specjalnej uwagi

23. Innym trudno zaakceptować to, że po prostu jestem od nich zdolniejsza/zdolniejszy.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
nie czuję się zdolniejszy na tyle, by mogła sprawiać innym kłopoty akceptacja

24. Lubię luksusowe przedmioty.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
preferuję użyteczne

25. Często zazdroszcze innym sławy i sukcesu.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
sukces mierzony sławą nie jest moją wizją celu, do którego można by dążyć

26. Cenię sobie wyjątkowość.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
nie lubię popularności, a co się z nią wiąże, przeciętności

27. Przywiązanie do jednego partnera może utrudnić realizację ukrytych pragnień.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
o ile tylko jest to ‚ten’ partner

28. Mało kto jest mi w stanie dorównać.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
odrobina wysiłku powinna wystarczyć

29. Wakacje wolę spędzać w kameralnym gronie.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
im mniejsze grono, tym milej; na co dzień żyję otoczony dość pokaźną grupą osób

30. Zasługuję na to by być traktowana/traktowany inaczej niż reszta.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
każdy, ze względu na swoją wyjątkowość, załuguje na to by być traktowanym specjalnie

31. Naturalne jest dla mnie prezentowanie się w jak najlepszym świetle.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
antyreklama nie jest na miejscu

32. Inni uważają, że przeceniam swoje możliwości.
a) nie; b) raczej nie; c) TRUDNO POWIEDZIEĆ; d) raczej tak; e) tak
nie wiem, co uważają inni

33. Naturalne są częste zmiany partnerów.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak

34. Innym trudno dotrzymać mi kroku.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
donikąd się nie spieszę

35. Lubię znaleźć czas na posłuchanie muzyki.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
muzyka istotnym elementem życia jest

36. Mam większy wpływ na innych, niż im się wydaje.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
ci, na których mógłbym mieć wpływ, doskonale zdają sobie sprawę z jego intensywności

37. Ważne jest dla mnie aby moje ubrania były najwyższej jakości.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
„nie szata zdobi człowieka”

38. Wolę raczej pozostawać na uboczu.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) RACZEJ TAK; e) tak
centrum wydarzeń, to nie moje naturalne miejsce

39. Mam wyjątkowy potencjał.
a) nie; b) RACZEJ NIE; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
choć nie wiadomo, może jeszcze w sobie coś odkryję

40. Przy moich zdolnościach mogę osiągnąć o wiele więcej niż inni.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) RACZEJ TAK; e) tak
wymagałoby to jednak dość dużo pracy

41. Trudno jest wytrzymać długo w jednym związku.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak

42. Trudno żeby jeden partner/partnerka seksualny mi wystarczał/wystarczała.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak

43. To naturalne, że moje sprawy stoja na pierwszym miejscu.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) RACZEJ TAK; e) tak
najpierw ja, potem reszta

44. Zawsze byłam lepsza/lepszy ale inni nie chcieli tego dostrzec.
a) nie; b) raczej nie; c) TRUDNO POWIEDZIEĆ; d) raczej tak; e) tak
nie wiem, co chcieli dostrzegać inni

45. W kontaktach z innymi często muszę stosować taktykę spalonych mostów.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) RACZEJ TAK; e) tak
koniec, to koniec, a nie inny stopień znajomości

46. To naturalne, że nie kryję się ze swoimi osiągnięciami.
a) nie; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) TAK
dlaczego miałbym się kryć z czymś, co mi się udało?

47. Większość ludzi chyba zazdrości mi.
a) nie; b) raczej nie; c) TRUDNO POWIEDZIEĆ; d) raczej tak; e) tak
nie wiem, czego i komu zazdroszczą inni

48. Chciałabym/chciałbym miec więcej czasu na sport.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
sport to nienaturalny i niepotrzebny wysiłek

49. Ważne jest aby zaistnieć w towarzystwie.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
ważne jest, żeby czuć się dobrze

50. Zależy mi na poznaniu ludzi sławnych.
a) NIE; b) raczej nie; c) trudno powiedzieć; d) raczej tak; e) tak
ale nie znaczy to, że unikam takowych

wpis nr: 488

wszystkie pralki świata!

Odwlekana w nieskończoność idea reperacji starej lub kupna nowej pralki szczezła sama z siebie i raczej bez związku z moimi słabostkami. Przepiłem w życiu masę pieniędzy, wydałem na wódkę majątek, ale nikczemna przygoda przepijania kwoty przeznaczonej na naprawę pralki nie przydazyła mi się nigdy. Czynię to wyznanie nie z duma w sercu, ale z upodleniem. Okoliczność nie przepicia przeze mnie kwoty przeznaczonej na naprawę pralki bierze się bowiem stąd, iż ja nigdy nie przeznaczyłem żadnej kwoty na naprawę pralki. Zanim zdążyłem przeznaczyć jakąś kwotę na naprawę pralki, uprzednio ją przepijałem wraz z innymi na nic jeszcze nie przeznaczonymi kwotami. Przepijałem pieniądze zanim zdążylem je na cokolwiek przeznaczyć. Przepiłem pieniądze na naprawę pralki, Przepiłem pieniądze na szerag napraw, Przepiłem pieniądze na wszystkie ewentualne naprawy. Naprawy? Przepiłem pieniądze na kupno nowej pralki, przepiłem cały szereg nowych pralek, przepiłem tysiąc nowych pralek, przepiłem milion nowych pralek, przepiłem miliard nowych, automatycznych pralek, PRZEPIŁEM WSZYSTKIE PRALKI ŚWIATA!

Jurek Pilch


wpis nr: 487

Wojciech Kuczok – Gnój

Tymczasem pana Spodniaka dręczyła bezsenność, powziął więc decyzję o powrocie do nocnych zmian. Z wyjątkiem dni świątecznych, domostwem cieszył się przez kilka popołudniowych godziny, od obiadu do kolacji przesiadując w swoim kąciku w kuchni i w milczeniu kontemplując postępu swojego syna w osiąganiu dwunożności; przesiadywał z butelką wódki, bez której już nie mógł dziwić się światu[1], bez której nie mógł pojąć tej przewrotności losu, modły o mniej dokuczliwych sąsiadów spełniającego z taką nawiązką. Rodzina K. nie zdawała sobie nawet sprawy ze szczęścia, jakie wciąż jej sprzyjało, bo pan Spodniak z racji swojego łagodnego charakteru był tak zwanym alkocholikiem ksobnym. Choć wypijał konsekwentnie pół litra wódki dziennie, czynił to w samotności, w zaciszu ogniska domowego, na żone głosu nie podnosząc bo i nie dawała mu ku temu powodów, wiedziała, że nie przestanie pić wcześniej, niż to sobie postanowi (nie chciała wiedzieć, że sobie postanowił, że nie przestanie). Z latami głos jego był coraz słabszy, oczy coraz bardziej wyłupiaste, coraz mniej rozumiejące, ale niezmiennie pozbawione agresji, pełne afirmacji świata, który dał mu ten nieznany być może wcześniejszym pokoleniom Spodniaków komfort własnego miejsca, miejsca w kuchni, przy butelce, miejsca, z którego widać było codzienną krzątaninę żony i zabawy syna. Kiedy zaś syn wyrósł z kuchni, a pan Spodniak nie musiał już jeździć do kopalnie, skorzystawszy z łask wczesnej w tym fachu emerytury, przestawił krzesło w stronę okna, zwiększył dawkę do półtorej butelki i patrzył na drzewo. Bo z tego akurat okna widok ku światu przesłaniał wyniosły dąb, posadzony przez ojca starego K., budowniczego t e g o domu (ojciec starego K. twierdził, że „przy każdym domu musi rosnąć równocześnie mu drzewo, żeby pamiętać o tym, że dom się starzeje”). Pan Spodniak każdego dnia spoglądał więc ze swojego kącika na dąb, obserwował nerwowe wróble na gałęziach, ospałe gołębie, patrzył. słuchał. Panu Spodniakowi wydawało się, że w tym mieście nawet gołębie kibicują jego ulubionej drużynie, kiedy zwiększył dawkę alkoholu o jedno piwo, bo żona po latach przedłużonego macierzyństwa wróciła za ladę w spożywczym („Łodstow już, chopie, ta gorzoła, byda ci piwo przynosić”). Kiedy więc zwiększył tę dawkę, usłyszał wyraźnie, że gołębie skandują „niebie-scy, niebie-scy”, ale było to nie w smak bezczelnym gawronom, panoszyły się, przepędzały gołębie, wróble, nawet sikorki, panu Spodniakowi szczególnie było żal sikorek zimą, kiedy zdawały się takie bezbronne. Zimą pan Spodniak postanowił zwiększyć dawkę do pół litra wódki i litra piwa dziennie, a kiedy tego dokonał, któregoś dnia uznał, że pora wyjść i przepędzić wszystkie gawrony z miasta, niech wracają, skąd przyleciały; tego dnia pan Spodniak poczuł się już ostatecznie zadomowiony w mieście, dawno już zapomniał, że kiedyś był gorolem, poszedł przepędzać gawrony i nie wrócił na noc. Pani Spodniakowa mimo trzaskającego mrozu pobiegła do kopalni sprawdzić, czy mu się coś nie pomyliło, czy nie stęsknił się za pracą; pani Spodniakowa wypytywała, szukała, łapała się za głowę, „łon poszoł bez mycki w taki ziąb”, syn państwa Spodniaków także wziął udział w poszukiwaniach, sensacyjne zniknięcie jego ojca pobudziło kolegów z podwórka, mimo śnieżycy mieli ubaw, biegali po zaspach i wołali, i nic, i nic. Rano pani Spodniakowa wracając z poszukiwań, natknęła się na męża w parku, sikorki wyjadały z jego zesztywniałej ręki słoninę.

—–
[1] – podkreślenia, jak zawsze, moje.

wpis nr: 486

bombowe imprezy

     Umówiony byłem z Wijatą na godz. 15:15 na Placu Dąbrowskiego, na mały birforek przed uroczystością. Mieliśmy strzelić gdzieś szybkiego bronka i potem wbić się w Teatr. Po Teatrze mieliśmy zahaczyć o bankiet, na którym – jak liczyliśmy – uda nam się nażłopać wódy i nażreć jakichś smakołyków za friko. Na koniec mieliśmy wylądować na Chojnach, u Justynki ze Stadka, gdzie mieliśmy zdeprawować młodzież już wczesno-studencką.
W drodze na pierwsze spotkanie, gdy już dojeżdżałem w okolice Teatru Wielkiego, zauważyłem, że wszędzie jest pełno policji. Cała masa. Pomyślałem sobie: „fak, nijak nie będzie można tego bronka w spokoju strzelić, bo nas zgarną”. Trzeba mieć na uwadze fakt, że odkąd w kwietniu dostałem mandat, staram się być przezorny i nie chleję – zazwyczaj – na widoku. Chwilę później stało się jasne, że nie uda się tego bronksa strzelić tak, jak pierwotnie planowaliśmy, tuż za budkami z kwiatami przy placu, ale trzeba będzie się przebunkrować w jakiejś bezpiecznej bramie.
Dotarłem na miejsce. Poczekałem moment. Pojawił się Sebastian. Obaj ubrani oficjalnie w garniturki, po krótkiej konsultacji, udaliśmy się do pobliskiej bramy, gdzie bezpiecznie spożyliśmy po jednym browarku. Stamtąd poszliśmy sobie spokojnie do Teatru.
Otworzyliśmy drzwi i natychmiast nas cofnięto. „Wstępu nie ma” obwieścił jakiś zdenerwowany pan. Wyszliśmy. Za nami wszyscy ci, który dostali się do środka wcześniej. Nie podawano przyczyny, dla której wypędzono ludzi z wnętrza. Zaczęły pojawiać się plotki. Ostatecznie sprawdziła się jedna. Ktoś zadzwonił z informacją, że wewnątrz znajduje się ładunek wybuchowy, po którego eksplozji można byłoby powiedzieć: „no more Teatr Wielki”.
Policjanci zabezpieczyli teren. Strażacy przyglądali się temu, jak rozwija się akcja – podobnie zdezorientowany tłum. Brygady antyterrorystyczne szukały bomby.
Ludzie nie wiedząc, co ze sobą począć, zaczęli snuć domysły. „Na pewno to sprawka Warszafki” – mówił sfrustrowany mieszkaniec Łodzi w mojej osobie – „Pozazdrościli nam Festiwalu, zadzwonili, że jest bomba i teraz zacierają ręce, bo prawdopodobnie za rok trzeba będzie go przenieść do stolicy”. Ktoś przypuszczał, że to może tylko manewry i za kilka chwil, wszystko wróci do normy. W jednym wszyscy byli zgodni – to był idealny termin na zrobienie takiego czegoś. Może jeszcze obchody likwidacji Getta Łódzkiego mogły przebić Festiwal. Wtedy jednak podewzięto znacznie ostrzejsze środki bezpieczeństwa. Na dodatek, główne uroczystości obchodów nie odbywały się w zamkniętych pomieszczeniach.
Minął kwadrans, dwa, trzy a nadal nikt niczego nie wiedział. Nikt nie potrafił powiedzieć, co z gośćmi, którzy stoją na dworze i marzną. Postanowiłem zadzwonić do Starego. W końcu on był tam w pracy i musiał wiedzieć, co się dzieje. Dowiedziałem się, że w tej chwili odbywa się ceremonia zastępcza w Pałacu Poznańskich – impreza zamknięta, wstęp tylko z akredytacją, której nie miałem; a także, że od 20-tej wszystko z powrotem przenosi się do Teatru. Mieliśmy zatem z Wijatą niecałe cztery godziny luzu. Ponadto zaczęło się robić jasne, że bankiet – tzw. „Bal Operatora” – będzie tylko dla wybranych i prawdopodobnie nie uda nam się na nim nażłopać i nażreć. Ta niepewność zdecydowała, że ustaliliśmy, iż po całej gali jedziemy prosto na Chojny. A tymczasem przeniesiemy się do Kresowej, gdzie będzie można jeszcze dogadać szczegóły.
W Kresowej walnęliśmy po jednym browarku. Pojechaliśmy do Reggae-Reggae na Julianów po drodze wstępując jeszcze do Pałacu Poznańskich upewnić się co i jak. Miły, zakręcony portier niczego nam nie powiedział.
Na Julianowie RR poczęstował nas Warką Strong, której musiałem odmówić, z zasady. Warka Strong, to jednye piwo, którego nie pijam. Albo inaczej – pijam tylko w ekstremalnych sytuacjach, a ta nie była taka. Dowiedzieliśmy się gdzie dokładnie mieszka Justynka ze Stadka. Uzgodniliśmy, że pojawimy się tam dość późno. I wyszliśmy. My do Teatru, RR z Siostrą na Chojny.
Na Placu Dąbrowskiego już nie było policji, straży przeciwpożarowej itd. Nie było też tłumów. Spokojnie dostaliśmy się do środka. Szybko kupiłem okolicznościową pocztówkę i puściłem do Metropolii. Rozejrzeliśmy się trochę po wnętrzach. Zabrzmiał gong, potem kolejne. Wreszcie wezwanie, by zajmować miejsca. Weszliśmy na widownę.
Przechwyciła nas ‚Czerwona [cenzura]‚, jedna z panienek obsługujących Festiwal.
– Panowie studenci? – zagaiła.
– Oczywiście – odparliśmy zgodnie z prawdą, gdyż ja jeszcze jestem, a Wijata wciąż jest studentem.
– Jaki film? – zapytała bystrze.
– E? – równie bystrze zareagowaliśmy.
– Jaki konkursowy film panowie zrealizowali?
– Jak dotąd żadnego.
– Na zaproszenia?
– Mhm.
– To tam! – i wskazała miejsca, które oczywiscie pomyliliśmy i zajęliśmy jakieś, przeznaczone dla konkretnych osób. Na szczęście zorientowaliśmy się dość szybko i przeskoczyliśmy na wolne, wcześniej nam wyznaczone przez ‚Czerwoną [cenzura]‚, rząd niżej.
Rozpoczęła się gala.
Na scenę wlazła pani Torbicka (jak mi podpowiediał Sebastian, sam bym nie poznał) i Lone Star w roli tłumacza. Zaczęło się wręczanie nagród i kolejna klęska. Tłumaczenie było beznadziejnie skomponowane. Na scenie nie było odsłuchu, więc prowadzący nie słyszeli, co mówią. Lone Star tłumaczył intuicyjnie (w sensie, myślał, że wie, co mógł powiedzieć dany gość). Na dodatek tłumaczył w złych momentach (wtedy, kiedy publiczność np. klaskała). Choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tłumaczenia nie można było uniknąć. W końcu, żyjemy w Polsce, mamy ustawę o ochronie języka ojczystego i słusznie się stało, że nie prowadzono gali po angielsku (przy czym, nie byłoby większej szkody, bo wydawało się, że wszyscy tam znali ten język).
Były też miłe sceny, gdy nagrodę dostała pani Szafarska (chyba nie przekręciłem nazwiska) czy, gdy na scenę wszedł Idziak i zorganizował nagrodę dla publiczności.
Na koniec pojawił się Prezydent Kropiwnicki i jak zwykle dał popis – obiecał jednak, że nie dopuści by warszawski spisek – jak twierdził sfrustrowany młody człowiek w mojej osobie – miał mieć wpływ na organizację przyszłorocznej imprezy.

     Było przed dwudziestą trzecią. Pognaliśmy do Żabki. Kupiliśmy pół litra, kilka browarków. Wpakowaliśmy się w autobus nocny i pognaliśmy gonieni pędem pragnienia na Chojny. Na zabawę organizowaną przez Justynkę ze Stadka, która to zabawa mogła okazać się niekorzystna. Istniało wielkie prawdopodobieństwo spotkania się tam z przeszłością wakacyjną, do której niekoniecznie miałem ochotę wracać. Na wejście jednak nie zanosiło się na to. Szybko wypite piwo, potem kolejne. Flacha, kolejna. I już można rozmawiać, bawić się, robić zakłady, czy Sebastianowi uda się z kimś tam (wiadomo, jest w tym dobry) czy RR wygra zakład z Siostrą Kubiak itd., itd. Kończy się wszystko nieco groteskowo. W pijackim zwidzie, mylę pokoje i pakuję się komuś obcemu (jakiemuś facetowi) do łóżka. I to nie byłoby nic niepokojącego, gdyby nie to, że – żeby określić to delikatnie – byłem pożądnie roznegliżowany. Rano chłopak opowiadał, że nieźle się zaskoczył, jak mnie zobaczył. Ale wszystko dobrze się skończyło. Więcej było z tego zabawy niż zażenowania.

     Poranek mija spokojnie. Kąpiel w dżakuzi, stowarzyszenie ‚zlew’ i wreszcie sprzątanie. Dość niefortunne, bo tuż przed wyjściem, chcąc dowiedzieć się, gdzie jest kosz, do którego możnaby wywalić śmieci, opieram się o niestabilny parapet i wszystkie kwiatki na nim stojące, strzelają jak z katapulty, najpierw w górę, potem już – wiedzione naturalnym dążeniem każdego ciała, do swojego miejsca (jak mawiał Mistrz Arystoteles) – roztrzaskują się o ziemię.
Zanim pojawiam się w domu, jadę jeszcze na miasto. Tam w każdej minucie przekonuje się, że jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Spotkanie dnia poprzedniego i nieustannie towarzysząca myśl pozwalają cieszyć się wszystkim wokoło. Choć może taka postawa wydawać się dziwna. Może powinny mnie w takim momencie trawić wyrzuty sumienia, może powinienem czuć się podle? Nie! Czułem się najbezpieczniej na świecie. Hipokryta przeklęty.

wpis nr: 485

Mediaeval Baebes – Verbum Caro

verbum caro factum est de virgine
verbum caro factum est de virgine Maria

in hac anni circulo
vita datur seculo
nato nobis parvulo de virgine
nato nobis parvulo de virgine Maria

quos vetustas suffocat
et ad vitam revocat
natus se deus collocat in virgine
natus se deus collocat in virgine Maria

stella solem pertulit
sol salutem contulit
nichil tamen abstulit de virgine
nichil tamen abstulit de virgine Maria

sine viri copula
florem dedit ungula
qui manet in secula cum virgine
qui manet in secula cum virgine Maria

die hac sanctissima
omnibus dignissima
nobis datur gloria de virgine
nobis datur gloria de virgine Maria

wpis nr: 484