Kalendarz

Listopad 2004
P W Ś C P S N
« paź   gru »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65232
  • Dzisiaj wizyt: 7

Miesięczne Archiwa: Listopad 2004

pierwszy punkt zwrotny

„Dlatego też w jednej i tej samej udręce źli Boga przeklinają i bluźnią, dobrz się modlą i chwalą Boga. Otóż widzimy, że zależy wszystko od tego, kto cierpi, nie zaś – co cierpi. Jednakim ruchem zmącony kał wstrętną woń wyda, a olejek błogi zapach rozleje (…)”

św. Augustyn, Państwo Boże, księga I, rozdział VIII:
„Zarówno rzeczy pomyślne jak i niepomyślne
często bywają wspólne dobrymi i złym”
.

wpis nr: 482

ostatni weekend przed adwentem

     Był piątek. Wczesna godzina poranna. Wstałem i spokojnie szykowałem się do szkoły. Przypomniałem sobie, że tego dnia imieniny obchodzi Sylwester. Rozesłałem tę radosną informację wśród znajomych. Taka okazja nie zdarza się często. Pierwszy zareagował Skarb Anielski. W kilku zdaniach dogadaliśmy się, że można by te imieniny rozpocząć w słynnym już klubie fitness o wdzięcznej nazwie Ricco. Szczegóły postanowiliśmy dopracować wieczorem. Tymczasem rozjechaliśmy się po swoich uczelniach.
     Nie zdążyłem jeszcze wysiąść z tramwaju a odezwał się Wijata. Zaproponował – dla zdrowia – balsam po zajęciach. Wstępnie się zgodziłem zaznaczając jednak, iż ostateczną decyzję podam po szkole. Nie wiedziałem, jak rozwinie się sytuacja ze Skarbem Anielskim.
     Na pierwszych zajęciach dostałem zaproszenie od Skarba Diabelskiego, by już o 13-tej rozpocząć świętowanie w innym znanym miejscu – Restauracji Kresowej. Początkowo się zawahałem, ale wraz z upływem minut byłem coraz bardziej skłonny przystać na tę propozycję. Równo z dzwonkiem, i.e. końcem zajęć już byłem pewien. Skoro i tak mam okienko między Etyką a Fizyką nic się nie stanie, jak wykorzystam je na spotkanie ze Skarbem. Zadzwoniłem jeszcze do Reggae Reggae i upewniłem się, że i on się pojawi. Poinformowałem też Wijatę, że gdyby miał ochotę, to wie gdzie nas szukać. Trochę się chłopak przestraszył, że zasiedzę się w Kresowej i z balsamowania dla zdrowia nic nie będzie. Obiecałem, że dam radę do niego dojechać.
     Szybko wróciłem na Retkinię zaopatrzeć się w niezbędne środki i wyruszyłem dalej.
Nad ulicą Narutowicza rozpięta była niewidzialna siatka wyłapująca studentów mających okienka. Nawet nie prostestowałem, kiedy zostałem w nią złapany. W Kresowej byli już Skarb Diabelski i Reggae Reggae. Kontrolnie zamówiłem piwko i zaczęło się wymienianie doświadczeń z poprzednich dni. Oni opowiadali o pobycie we Wrocławiu; ja o tym, jak minął mi ostatni weekend. W trakcie dochodziły coraz to nowe SMSy od różnych osób z przypomnieniem, że jest piątek i nie można tego tak zostawić.
Ponieważ jasnym było, że ten ‚birfor’ jest jedynie ‚pre-birforem’ otwartą kwestią pozostawała organizacja wieczoru. Po niebywałej burzy mózgów stanęło na tym, że wszyscy spotykamy się w Ricco około 20-tej, wcześniej natomiast Skarb Diabelski i Reggae Reggae umawiają się w knajpie Ranczo, ja zaś birfor w postaci Balsamu Pomorskiego przed birforem w Ricco robię na Widzewie. Piwko się skończyło i rozeszliśmy się do swoich spraw – ja na uczelnię.
     Wykład profesora Grygorowicza – jak zawsze – był rewelacyjny, hermetyczny, hipnotyczny. Znów miałem wrażenie, że zostałem przeniesiony w inny wymiar wiedzy. W końcu, zajęcia – choć zwane Magią Antyczną – nominalnie noszą nazwę: „Mądrość Przedfilozoficzna”. Od czasu do czasu tylko podróż z Zeusem i Europą przerywana była kolejnymi wiadomościami z planami na wieczór.
Wykład dobiegł końca. Wyszedłem ze szkoły i ile sił w silniku autobusu pognałem pod widzewskie Tesco, gdzie już czekał na mnie Wijata.
     Dokonaliśmy niezbędnego zakupu. Przetransportowaliśmy się do niego. Tam poszło pół balsamu. Resztę zostawiliśmy sobie na drogę. Czekała nas bowiem podróż przez całą Łódź – na Teofilów (40 minut).
W jej trakcie dokończyliśmy balsam. Ludzie nie byli nawet bardzo zaskoczeni. Dobrnęliśmy do fitness-klubu Ricco. W środku był już Kubiak, Sylwia, Siostra Kubiak, Przemek, Skarb Anielski, Skarb Diabelski, Reggae Reggae i Siostra. Po chwili dotarł Kryś. Zamówiliśmy piwka i rozpoczęliśmy właściwy birfor, którego niewątpliwym uatrakcyjnieniem były pojedynki w trambambulę. Wyników nie pamiętam.
Założenie było takie, że po zamknięciu klubu przenosimy się na miasto by tam przeprowadzić właściwą zabawę. I rzeczywiście, kiedy pan – przerażony ilością butelek na naszym stole – poprosił nas o wyjście, część zdecydowała się na podróż powrotną. Reszta – w tym ja – została na Teofilowie.
     Wbiliśmy się do Kupisza. Tam rozpoczęło się od drinków red-bull + wóda, potem przyszły piwa.
Z telewizora zachwycał Dobermann. Ostatnią sceną, którą pamiętam, jest obława w dyskotece. Potem mój organizm stwierdził, że przydałaby się chwila przerwy.
     Następne, co pamiętam, to film K-Pax, oglądany ze Skarbem Anielskim, Kubiakiem i Sylwią. Film, który w pewnej chwili przestał się tłumaczyć, prowokując do poważnych rozmów, dla których tłem były ruchome obrazy na monitorze. Pojawił się także Wijata z Filipem. Za to gdzieś zaginęła Siostra Kubiak i Przemek.
Film był chyba ostatnią atrakcją wieczoru. Część osób nie była już w możliwości podnieść się z podłogi. Uczynili to dopiero rano. Ja przeniosłem się do poprzedniego pomieszczenia. Był też Skarb skłonny – co się w ogóle nie zdarza – do wypicia piwka. Podobną skłonność wykazywał Kryś. O sobie nie wspominam. Całe szczęście, coś się znalazło i tak – już w pozycji leżącej skończyliśmy wieczór. Radosny zasnąłem.

     Poranek nie był przerażający. Piwko, śniadanko, podróż do domu. Kolejne śniadanko i drzemka do wczesnego popołudnia. Później kwestia dogadania się, co do wieczoru. Sytuacja – mogłoby się wydawać – nie przedstawiała się wesoło. U mnie w domu pustka, co oznacza, że nie mogę się stąd ruszyć do momentu, kiedy ktoś mnie nie zmieni. Tradycyjny lokal na sobotnie wieczory – mieszkanie Bąków – akurat przechodził sprzątanie świąteczne i nie było mowy, żeby się tam zabawić. Wielka chęć na balsamy powodowała, że odpadało przesiadywanie w klubo-kawiarniach. Na razie nie podają w nich naszego specyfiku. Stanęło na tym, że wykorzysta się tę pustkę na Batalionach.
     Lekko po 19-tej odliczyli się u mnie Skarb Diabelski plus Reggae Reggae i Wijata. Rozpoczęła się regularna terapia. „Piękni i młodzi, bo zabalsamowani”. Najpierw jeden, potem drugi. Wijata padł. Jeszcze jeden. Padł Skarb. Wreszcie ja i RR. Całe szczęście, nie poszła w ruch trąbka z Metropolii. Zawsze istnieje obawa, nie całkiem nieuzasadniona, że ktoś ją przyuważy i zapragnie przekonać się, czy wciąż ma tak donośny dźwięk, jak np. w maju czy później, we wakacje.

     Obudziliśmy się o przyzwoitej, 10-tej godzinie. Znaleźliśmy przetrwałą cudem wódkę w prezencie urodzinowym. Postawiła nas trochę na nogi. Do tego śniadako ze śledzi i można rozpoczynać niedzielę. Niestety, nie mogła tego powiedzieć mysz od komputera. Jakąś przedziwnym zbiegiem okoliczności okazało się, że o ile my możemy się balsamować – tak mysz już to nie służy. Wydała ostatnie tchnienie i musiała powędrować do krainy szczęśliwych, ale już niesprawnych akcesoriów komputerowych.
Przed dwunastą rozstaliśmy się nie przypuszczając, że może tego dnia wydarzyć się coś, co miałoby spowodować, że ponownie się zejdziemy.
     Chwilę później wywieziono mnie na Dąbrowę. Wiadomo było, że nie będę tego dnia prowadził samochodu. Pozwoliłem więc sobie poprowadzić bujną rozmowę z Barlejkornem. A także z rodziną, która się na tę Dąbrowę zjechała. Po trzech godzinach miałem dość. Rodzice i brat też. Przetransportowaliśmy się wszyscy do domu.
     Udało mi się w komputerze uzyskać namiastkę myszy. Klawisze numeryczne zostały wyznaczone, by odpowiadać za przemieszczanie kursora. Obsługa tak samo łatwa, jak w notebook’ach. Krew zalewała. W akcie desperacji wstawiłem w tlen i gadu-gadu opis, że potrzebuję nowej mychy. Odezwał się Reggae Reggae:
– ja mam, mogę pożyczyć.
– to super, mogę wpaść do Ciebie jutro przed szkołą ok. 14-tej? – odpowiedziałem.
– jasne, nie ma sprawy…
– właściwie, może, zamiast wpadać do Ciebie, to umówimy się jakoś na mieście?
– czemu nie…
– hmm… to może 12-ta? Kresowa? byśmy połączyli przyjemne z pożytecznym?
– brzmi zachęcająco.
– w zasadzie, to po co odkładać to do jutra? dziś?
I tak, od słowa do słowa, jasnym się stało, że i niedzielny wieczór będzie dobry. Choć RR ostatecznie wymiękł, ja zagadałem do AA:
– masz ochotę na piwo?
– zawsze mam – odpowiedziała i już w następnym zdaniu umówiliśmy się do retkińskiego Misia na małe piwko.
     Przed dwudziestą siedzieliśmy już w tej knajpce poruszając – jak to zwykle z AA – najistotniejsze na świecie tematy, o których mogą rozmawiać studenci filozofii przy piwie. Pojawił się Bóg i wiara w Niego (bez tego się nie obejdzie). Pojawiły się też kryzysy wywołane studiami, upadłe ideały, fascynacja Biesami Dostojewskiego, niebyt miłości itd. itd.
Postanowiliśmy wieczór zwieńczyć Balsamem – trzeba dbać o siebie. Wydostaliśmy się z Misia i pobiegliśmy do PGRu. Był zamknięty! Poszliśmy do Żabki – Balsamu nie było. Było za to Tyskie. Wzięliśmy na drogę. Szukaliśmy Balsamu dalej. Ale w znanych nam źródełkach (nie licząc Agaty, do której nie doszliśmy) nie znaleźliśmy. Poirytowani, nabyliśmy Żubrówkę (i jakieś piwa, tak na wypadek, gdybyśmy czuli się niedostatecznie nabarlejkornowani) i przemieściliśmy się pod małą szkołę, gdzie przyzwoicie odbiliśmy flaszkę. Pierwszy łyk, drugi. Kolejne. Ponownie rozmowa, a w jej trakcie tekst: „Wiesz, nie nadawałabyś się na żonę. Nie jesz mięsa (…)”. Po godzince AA zrobiło się chłodno i zaproponowała, żeby przenieść się do niej. Tak uczyniliśmy.
W mieszkaniu Żubrówka nabrała nowego wymiaru. Potęgowała także odbiór teledysków NIN, które nawet i bez niej są niesamowite. Ostatecznie uczyniła, że polegliśmy.

     Otworzyłem oczy, jak już było jasno. Zebrałem się szybko. AA dała mi jeszcze to, co zostało z Bizona. Wróciłem do domu i położyłem się trochę zdrzemnąć.
Obudziłem się całkowicie zdekoncentrowany. Byłem przekonany, że na zajęciach nie byłoby ze mnie pożytku. Pomyślałem, że najfajniej będzie się gdzieś zaszyć i skończyć to, co zostało. Zanawigowałem do RR czy i on nie myśli podobnie. Okazało się, że tak. Pozostało jeszcze znalezienie jakiegoś miejsca. Pomocny okazał się Bączuś.
     Przechwyciłem RR. Dopiliśmy Bizona. Skołowaliśmy naleweczkę porzeczkową i poszliśmy do Artura.
Czas spędzaliśmy na grze w karty, kości i znowu karty. Tak zeszła nam i druga nalewka i piwo. Gdzieś, ok. 21-wszej Bąk nas wyekspediował.
     Wróciłem do domu. Godzinę tem otworzyłem finalne piwko kończące ostatni weekend przed adwentem.

wpis nr: 481

piątek

godzina 9:57 – intrygujący SMS: „może zabalsamujemy swoje zwłoki?”
godzina 9:58 – odpowiedź: „uwielbiam umawiać się o tej godzinie…”

wpis nr: 480

„polityki nie kumam (…)”

- byłeś na wiecu solidarności z Juszczenką i Ukrainą?
- jak mogłem być na wiecu wyrażającym poparcie człowiekowi, który jeszcze nie tak dawno usuwał polskie napisy z pomników na cmentarzu Orląt Lwowskich?

/komentarz: nie widać, by w Łodzi ludzie chodzili w pomarańczowych szalikach czy czapkach…

wpis nr: 479

Henricus Cornelius Agrippa – De Occulta Philosophia Libri Tres

unde proveniant virtutes rerum occultae?

1) omnibus notum est virtutem quandam magneti inesse, qua ferrum attrahit, et quod adamas sua praesentia virtutem magnetis tollit; sic electrum et balagius confricati et calefacti paleam deducunt; lapis asbestus accensus ninquam aut vix extinguitur; carbunculus in tenebris lucet; aetites foetus mulierum et plantarum superpositus corrborat, suppositus trahit; iaspis sanguinem comprimit; echineis navem sistit; rabarbarum choleram depellit; chamaeleontis iecur in summis tegulis exustum imbres ettoitrua excitat; heliotropius lapis visum perstringit et gestantem invisibilem reddit; lyncurius lapis praestigia ab oculis aufert; lipparis suffitus omnes bestias evocat; synochitides umbras inferorum educit; anachitides divorum imagines apparere facit; ennectis somniantibus suppositus oracula reddit.
2) est herba aethiopica, qua ferunt siccari stagna et clausa omnia aperiri; et latacem herbam legimus a Persarum regibus dari legatis, ut quocunque venissent rerum copia abundarent; est et herba spartanica sive scythica, qua gustata vel saltem in ore detenta, ferunt Scythas duodecim dies fame et siti durare.
3) et dicit Apuleius se a numine edoctum multa herbarum et lapidum genera esse, quibus homines etiam perpetuam vitam sibi contribuere possunt: sed fan non esse scientiam eorum homines cognoscere, qui cum parvum tempus viventes malis avide studeant et nullum non scelum audeant, si prolixitatem temporis accipiant neque diis ipsis parsuros.
4) verum undenam sint hae virtutes, nemo ex his prodidit, qui de rerum proprietatibus ingentia volumina ediderunt – non Hermes, non Bochus, non Aaron, non Orpheus, non Theophrastus, non Thebith, non Zenothemis, non Zoroaster, non Evax, non Dioscorides, non Isaac Iudaeus, non Zacharias Babylonius, non Albertus, non Arnoldus; et tamen omnes hi fassi sunt, quod Zacharias ad Mithridatem scribit, magnam vim et humana fata lapidum herbarumque virtutibus inesse.
5) unde igitur haec veniant altior speculatio requiritur.
6) opinatur Alexander Peripateticus, a suis sensibus et qualitatibus non discendes, haec ab elementis earundemque qualitatibus provenire: quod forte verum putari posset nisi qualitates illae sint eiusdem speciei, operationem autem lapidum multae, nec in specie, nec in genere convenientes.
7) ideo Academici cum suo Platone rerum formatricibus has virtutes attribuunt (…)

wpis nr: 478

wizyta w Metropolii

bardzo udana
szkoda tylko, że taka krótka

wpis nr: 477

idzie nowe

Odkąd pamiętam, a będzie tego nie więcej niż cztery lata, w Instytucie pojawiały się kartki, na których było napisane w jaki dzień nie odbędą się zajęcia z tym czy innym wykładowcą. Czasami było to spowodowane chorobą, czasami wyjazdem służbowym itp. Wtedy, kartka taka mogła przedstawiać się następująco:
Dnia 19.11.2004r. zajęcia z Ontologii z profesorem X zostają odwołane z powodu choroby profesora X.

Natomiast od niedawna kartki te wyglądają tak:
Zajęcia z Ontologii z profesorem X odbędą się w terminie, tj. 19.11.2004r. o godzinie 10:15

wpis nr: 476

nad Retkinią pada śnieg

sezon na jazdę na sankach, lepienie bałwanów i chłodzenie wódki w zaspach można rozpocząć

wpis nr: 475

de voluntate

działanie:
  i) przypadkowe
 ii) konieczne
       a) zdeterminowane zewnętrznie
       b) zdeterminowane wewnętrzenie
           - może mieć tylko jeden skutek (natura)
           - może mieć wiele skutków (wola)

wpis nr: 474

on the prejudice

z anegdotek opowiadanych przez ‚mojego’ Pana Doktora na zajęciach:

Któregoś dnia, mój brat obchodził urodziny. Jego znajomi, postanowili mu z tej okazji podarować narty. Brat prezent przyjął i urządził przyjęcie. Towarzystwo bawiło się bardzo dobrze i kiedy było już bardzo rozbawione, postanowiono wypróbować podarunek. Oczywiście zaszczyt ten przypadł organizatorowi uroczystości. Być może nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, iż impreza miała miejsce w środku lata i odbywała się w bloku. Z tego powodu naturalnym miejscem, które nadawało się do przetestowania narty była klatka schodowa, a właściwie schody.
Jak postanowiono, tak zriobiono. Towarzystwo wyszło z mieszkania. Brat nałożył narty i rozpoczął zjazd.
Pech chciał, że akurat po schodach wchodziła sąsiadka. Brat nie zdążył zahamować. Wpadł w nią całym impetem świeżoupieczonego narciarza blokowego. Poturbował ją nielekko. Wszyscy porządnie się przestraszyli. Zachowali jednak zimną krew. Wezwali karetkę i odwieźli sąsiadkę do szpitala. Pozostawili ją tam, będąc przekonanymi, że spełnili swój obywatelski obowiązek.
Na drugi dzień brat, gdy już doszedł do siebie, postanowił odwiedzić nieszczęsną sąsiadkę, wyrazić głębokie współczucie, przeprosić i zapowiedzieć, że więcej coś takiego się nie powtórzy.
Pojechał do szpitala. Znalazł lekarza i zapytał się gdzie może znaleźć tę panią, która dzień wcześniej została przyjęta. Lekarz zastanowił się chwilę, poczym odrzekł:
– Tak, była tutaj taka pani, ale po opatrzeniu odesłaliśmy ją do Kochanówki[1], bo twierdziła, że przejechał ją jakiś narciarz.

—–
[1] Kochanówka – szpital dla umysłowo chorych.

wpis nr: 473