Kalendarz

Październik 2004
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65232
  • Dzisiaj wizyt: 7

Miesięczne Archiwa: Październik 2004

filozoficzne karaoke

Szalony Basista
inicjator, prowokator, pomysłodawca – Szalony Basista

Reggae Reggae
z serii: ‚zdjęcia z dupami’ – Reggae Reggae

Skarb Anielski
z serii: ‚zdjęcia z dupami’ – Skarb Anielski

Szalony Basista
z serii: ‚zdjęcia z dupami’ – Szalony Basista

Skarb Anielski i Reggae Reggae
z serii: ‚zdjęcia z dupami’ – Skarb Anielski i Reggae Reggae

ja i Szalony Basista
wokaliści wszechczasów – ja i Szalony Basista

ja i Szalony Basista
brawurowo wykonywany ‚Baranek’ – ja i Szalony Basista

Skarb Anielski
tajemnicze oko – Skarb Anielski

Reggae Reggae
trzy kieliszki to za mało – Reggae Reggae

Skarb Anielski i Marcin
kuszenie Skarba – Skarb Anielski i Marcin

Szalony Basista i ja
beztroski śmiech – Szalony Basista i ja

Szalony Basista
Sindy w tle – Szalony Basista

Reggae Reggae
spinka – Reggae Reggae

ja, Szalony Basista i Magda
pora się zbierać – ja, Szalony Basista i Magda

wpis nr: 468

egzamin z estetyki

pan profesor: przeżycie estetyczne u formalistów?
student:
pan profesor: rozwój pojęcia „sztuka” u Tatarkiewicza?
student:
pan profesor: przyjdzie pan, jak już się pan nauczy.

wpis nr: 467

24-ty września 2004-ego roku

głębokie, trzeźwe spojrzenie
głębokie, trzeźwe spojrzenie – Reggae Reggae i Skarb Diabelski

ile by tu dzisiaj wypić
„Ile by tu dzisiaj wypić?” – Wijata i Krzyś

pójdziemy do bramy
„Może wyjdziemy na chwilunię do bramy?” – Skarb Anielski i ja

chyba coś upadło pod stół
chyba coś upadło pod stół – Wijata i ja

jestem dumny
„Jestem dumny!” – Reggae Reggae

wciąż szukam
„Szukam, szukam i znaleźć nie mogę.” – ja

pójdziemy do bramy
„Może z Tobą uda mi się wyjść na chwilunię do bramy? Bo Pejter wciąż czegoś szuka pod stołem.” – Skarb Anielski i Kryś

piekielny chłopak
piekielny chłopak – Szymon

O Matko Boska
„O Matko Boska!” – Reggae Reggae

mania szukania
„Może tu znajdę?” – ja

książniczka
KSIĄŻniczka – Skarb Diabelski

nie piję
„A ja, tak naprawdę, to nie piję.” – Reggae Reggae

oranżada
„Pejter! Oranżadę!?” – Skarb Anielski i ja

konkurs
konkurs: kto wyżej podniesie ręce; czyżby Szymon?

konkurs
konkurs: kto wyżej podniesie ręce; a może Reggae Reggae?

konkurs
konkurs: kto wyżej podniesie ręce; na pewno Skarb Diabelski bądź Wijata

święty Piotr
„Oto Piotr. Święty Piotr?” – ja

wpis nr: 466

z przykrością…

…informujemy, iż rege-rege (dobry mąż, ojciec, przyjaciel wielu rodzin, niepijak) zawiesza działalność charytatywną. Od tej pory pije wyłącznie w celach zaspokojenia potrzeb własnych i Skarbów :/ (zaniemógł bidulek)

wpis nr: 465

Biała flaga

Trawczyńska, Dagmara – wspólnie odrabialiśmy lekcje w trzeciej klasie podstawówki, najbardziej wyluzowana dziewczyna z tamtego czasu – Barcelona, Espania.

Caban, Ewa – bardzo dobra znajoma z podwórka, łączyły nas upodobania muzyczne, półtora roku temu byliśmy na koncercie zespołu IRA – Chicago, USA.

Jankowska, Gosia – chyba jedyna „prawdziwa” przyjaciółka – Lyon, France.

Stusio, Piotr – dobry kolega z LO – Montreal, Canada.

Grabowiecki, Piotr – gdyby nie on, LO zupełnie nie miałoby sensu, jedyna osoba z klasy, którą wtedy można było wyciągnąć na piwo – Edynburg, Scotland.

wpis nr: 464

mam bilet na KULT

pytanie tylko – iść?

wpis nr: 463

Miłka Malzahn – Cholerna, ślepa Julia

Cholerna, ślepa Julia
Gdy rano pije kawę
To myśli o miłości
I dniu, który ma nadejść
Cholerna, ślepa Julia
Wpatrując się w Romea
Drży cała, bo jest głupia
I chce dosięgnąć nieba

Cholerna, ślepa Julia
W poduszkę często płacze
Aż potem marzy, marzy
Nie umie żyć inaczej
Cholerna, ślepa Julia
Na półkach ma romanse
Beznadziejnie czeka
Na swoją wielką szansę

O Julio, Julio, Julio
Powielasz pusty schemat
W banalnych szukasz wierszach
Miłości, której tam nie ma, nie ma

Cholerną, ślepą Julię
Ja podejrzewam o to
Że klapki ma na oczach
Kochając się z idiotą
Wpatruje się w Romea
Przy zdrowych zmysłach
I, jakby tylko mogła
To by z nim zaraz wyszła

O Julio, Julio, Julio
Powielasz pusty schemat
W banalnych szukasz wierszach
Miłości, której tam nie ma, nie ma

Cholerna, ślepa Julio
Zawsze się dajesz złapać
Na jego mocne dłonie
Na róże, duszny zapach
Złym okiem na mnie patrzysz
Rozumiem, to jest nietakt
Jak chcesz, proszę bardzo
Możesz pozostać ślepa

O Julio, Julio, Julio
Powielasz pusty schemat
W banalnych szukasz wierszach
Miłości, której tam nie ma

/komentarz odautorski: zdałaby się jakaś odpowiedź o Romeo

wpis nr: 462

krótka korespondencja

student:
„Dzień dobry Pani Profesor!
Pozwalam sobie wysłać Pani Profesor „plan” pracy magisterskiej. „Plan”, którego wymagała ode mnie Pani Profesor na zaliczenie seminariów magisterskich z „Mistyki w średniowieczu”. Piszę „plan” w cudzysłowiu ponieważ nie jest to w ścisłym znaczeniu konspekt pracy magisterskiej. Nie ma w nim tytułów konkretnych rozdziałów, podrozdziałów ilości stron itp. Na razie napisałem ogólny zarys tego, jak ja wyobrażam sobie tę pracę.”

Pani Profesor:
„Panie Piotrze,
Przeczytalam i czekam na prace, ktorej zapewne bede recenzentem. Prosze jedynie miec na wzgledzie, ze wg. „planu”, ktory Pan przedstawil praca bedzie miala ok. 350 stron.
Radze nieco skrocic.”

/komentarz odautorski: wiedziałem, że mnie poniosło w mojej wizji pracy, ale nie sądziłem, że aż tak ;-)

wpis nr: 461

tydzień

poniedziałek:
Po kilku miesiącach niebytu akademickiego wróciłem do szkoły. Nie sądziłem [że tak będzie], ale stęskniłem się za nią. Czas odpoczynku, który odpoczynkiem nie był, po części spełnił swoje zadanie i wywołał we mnie głód [filozofii]. Dlatego też, pierwszego dnia, na pierwszych zajęciach (ie.: ‚Analityczna Filozofia Religii’) miałem zapał. Chłonąłem. Nasiąkałem przekazywanymi mi treściami. Skrzętnie powieliłem teksty na kolejne zajęcia. Z uśmiechem, zadowolony wyszedłem z uczelni.
Potem już tylko premiera filmu Pręgi, bankiet, tajemnniczy powrót do domu, prawdopodobnie ostatni świt w tym roku i drzemka.

wtorek:
Obudziłem się wczesnym popołudniem. Zegarek wyraźnie wskazywał, że do szkoły już dotrzeć mi się nie uda. A szkoda, bo tego dnia zapowiadały się ciekawe zajęcia (ie.: ‚Nonsens literature, a philosophical analysis’ i ‚Przesądy i uprzedzenia’). Ogarnąłem się, spojrzałem na notatki z Estetyki i natychmiast zdecydowałem, że mogą one poczekać…
Postanowiłem do komunikacji na szlaku Retkinia – Metropolia zaprzęgnąć, oprócz e-mail’i i SMSów, jeszcze tlen. Nerwowo czekałem na autoryzację. Doczekałem się.
Na koniec dnia rozmowa. Symbolicznie ważna. Drzemka z uśmiechem na ustach.

środa:
Wstałem, zanim zostałem obudzony [przez wysłanniczkę z Bełchatowa]. Nie mogłem wytrzymać w domu, pobiegłem do szkoły. Pierwszych zajęć nie było. Byłem zmuszony przeczekać ze dwie, jak nie więcej, godziny na kolejne.
‚Paleografia’, jak zwykle, zabawna. Pani Profesor potrafi budować radosną atmosferę na zajęciach. Tylko dzieciaki się nie wczuły. Na słowa [Pani Profesor]: „oczywiście zdają sobie państwo sprawę z tego, że znajomość łaciny w mowie i piśmie jest niezbędna (…)” po sali przeszedł pomruk niezadowolenia. A to przecież był żart.
Przed kolejnymi zajęciami, translatoriami łacińsko-angielskimi miała miejsce tzw. ‚scenka rodzajowa, typowa’:
Robert przeglądając prace zaliczeniowe: Cholera mnie już bierze, jakie oni bzdury wypisują!
student: Spojrzę w jedną z prac.
Robert: Proszę bardzo.
student: po przeczytaniu: Ta taka zła się nie wydaje.
Robert: I co byś postawił?
student: Czwórkę, to spokojnie. Może nawet z plusem.
Robert: wziąwszy długopis do ręki: Dobra, niech będzie.
student całkowicie zaskoczony: eee
Po translatoriach wykład z Etyki. Mało ciekawy. Później powrót do domu i niepewność związana z czekaniem na znak / sygnał. W końcu, po 21-wszej, jest! Biegiem do tramwaju. Tramwajem na Dworzec. Udało się! Godzina mija szybciej niż normalnie. Czas wracać.
Jeszcze tylko SMS na dobranoc i kolejna drzemka z uśmiechem na ustach.

czwartek:
Dzień spokojny, wolny od zajęć. Zamiast pierwszych zdań pracy magisterskiej powstaje krótka recenzja Bułgarskiego Centrum (…).

piątek:
Obudziłem się o nieziemskiej, barbarzyńskiej porze, jaką jest godzina 7:30. Przetrąciłem szybkie śniadanko, zrobiłem sobie kanapki do szkoły i pognałem na uczelnię. Tuż przed wejściem na zajęcia otrzymałem od Skarba Anielskiego SMSa o treści: „?”. Po zajęciach upewniłem się, że to była prowokacja. Skarb miał akurat okienko. Tak się złożyło, że nie o tej porze, co ja. Cóż, „nie dograli tego”. Ćwiczenia z Etyki minęły spokojnie. Podobnie oczekiwanie na Fizykę. I nawet w bibliotece nie zrobili mi ‚Sajgonu’, za to, że dopiero teraz oddaję książkę, którą pożyczyłem w połowie kwietnia. Na Fizyce było zabawnie. Między innymi dlatego, że Pan Doktor zadał nam, studentom podchwytliwe pytanie: „Co państwo pamiętają z matematyki?”. Po czym dodał: „Rozumiem, że takie sprawy, jak całkowanie, liczenie pochodnych czy dodawanie wektorów nie są państwu obce?”. Na studentów padł blady strach. Po twarzach można było precyzyjnie się zorientować, że jednak ‚dodawania pochodnych’ i ‚liczenia wektorów’ są całkowicie obce. Rozdano nam ankietę, w którą trzeba było wpisać znajomość poszczególnych umiejętności matematycznych, a także znajomość Internetu i Office’a. Przy umiejętnościach matematycznych mam wszędzie zera. Przy dwóch dziedzinach dotyczących komputera – wiadomo – dwa (w skali od zera do dwóch). Zapowiada się ciekawy przedmiot.
Po nim znowu okienko. I wreszcie wykład: „Myśl przedfilozoficzna”. Prowadzony przez guru Instytutu Filozofii, pana profesora Grygorowicza. Pan Profesor ma to do siebie, że opowiada niestworzone rzeczy, wykraczające poza filozofię (właściwie z filozofią stricte, nie mają one nic wspólnego), zahaczające o obszar wyobraźni, iluzji, wręcz magii. Na dodatek opowiada to wszystko w sposób hipnotyzujący, używając przy tym słów, których znaczenia i tak nikt nie zna, ale które brzmią na tyle tajemniczo, że dodają całemu wykładowi jeszcze bardziej nieziemskiego oblicza. Do pełni przekazu brakuje tylko ciemnego pomieszczenia, dymiących świec, stołów przykrytych czerwonym suknem i czarnych zasłon na oknach.
Pamiętam, jak zachwycałem się wykładami Pana Profesora na drugim roku. Jak – jeszcze z wiadomo kim – łaziłem na każdy i słuchałem pełen przejęcia. O tajemniczym ruchu katarów, o recepcji Komedii Dantego czy Raju utraconego. Mogę dodać, recepcji całkiem odmiennej, takiej, która niemal zupełnie nie trzymała się kanonów odbioru tych pozycji. Pamiętam egzaminy u Pana Profesora, na których bardzo wskazany był błysk w oku, gestykulacja i tajemnicze zawieszanie myśli w najciekawszym momencie. Co tu dużo ukrywać, jeśli kiedykolwiek miałbym być wykładowcą, to tylko takim. Fascynacja Panem Profesorem, jako wzorem do naśladowania nie przeszła mi i prawdopodobnie nie przejdzie.
Wieczór już tradycyjnie. Zaproszenie na jakieś ‚party’ do Jazzgi. Tam tłum ludzi i zero poczęstunku za friko. Zapada zatem decyzja by powrócić do bramy przy restauracji Kresowej. W bramie piwo – piwo – Balsam Pomorski. Po takim ‚beerforze’ spokojnie można wejść do środka. Tam kilka kolejek wódki przy barze ze Skarbem i Krzysiem. Aż wreszcie równie niesamowity i niewytłumaczalny powrót, jak w poniedziałek. Szybka kolacyjka, nie zjedzona do końca i drzemka (niewykluczone, że znów z uśmiechem).

wpis nr: 460

Kazik – Dzisiaj przyjeżdża Krysia

Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.

Jutro sobota, kończę robotę,
którą dostałem, jakoś tako się udało.
Kończę harmonogram, zamykam biurko,
mojej tyry opuszczam podwórko.
Bahnhoff niedaleko, to taksówki nie biorę,
mam nadzieję, że ja będę w porę.
Pociąg z Poznania, szyny pochłania,
ja już się cieszę na to, co się stanie, stanie…

Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.

Krysia ma takie fajne pomysły,
że ja pierdykam, takich by nie wymyslił
Matin Scorcesse czy Emil Kusturica,
ale jest ‚kul’, że przyjedzie Krysia.
Pociąg z Poznania, cały peron zasłania.
Krysia w wagonie z miejscami do leżenia.
Ja tylko po to tyram w obcej ziemi,
bo wiem, że w piątek wszystko się zmieni…

Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.

Krysia ma w torbie takie narzędzia,
że tracę rozum, kiedy ona po nie sięga.
Cała przyjemność po mojej stronie,
kiedy narzędzia Krysia bierze w swoje dłonie.
Muzyka z płyty nastrój podnosi.
Krysia dwa razy nigdy nie prosi.
Zbliża się szybko godzina szósta,
całuję ją w usta, całuję w usta…

Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.

W moim przypadku, łut szczęścia miałem,
że Krysię razu pewnego spotkałem.
Najpierw nie bardzo jakoś mi pasowała,
ale, jak przyszła, to już została.
By jak najszybciej być w moim domu
U-Bahn bierzemy, zamiast S-Bahn’u.
Przyjdzie niedziela i Krysia wyjedzie,
ale za tydzień znowu przyjedzie…

Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.
Dzisiaj przyjeżdża Krysia, dzisiaj przyjeżdża Krysia.