Kalendarz

Maj 2004
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65793
  • Dzisiaj wizyt: 6

Miesięczne Archiwa: Maj 2004

plan zajęć na semestr IX

poniedziałek
12:00 – 13:00 – sztuka formułowania myśli, dyskutowania i prowadzenia sporów (semestr letni) WM
15:15 – 16:45 – filozofia religii SM
17:15 – 18:45 – filozofia religii (semestr zimowy) SA

wtorek
13:30 – 15:00 – przesądy i uprzedzenia TR
15:30 – 17:00 – nonsense literature, a philosophical analysis SA

środa
11:30 – 13:00 – nauka w średniowieczu SMD
13:45 – 15:15 – paleografia SA
15:30 – 17:00 – de spiritu fantastico TR
17:15 – 18:45 – estetyka WK

czwartek

piątek
10:30 – 12:00 – estetyka ĆW
13:45 – 15:15 – główne idee fizyki klasycznej (semestr zimowy) WM
13:45 – 15:15 – główne idee fizyki i kosmologii XX wieku (semestr letni) WM
15:30 – 17:00 – mądrość przedfilozoficzna WM


ĆW – ćwiczenia
SA – seminaria analityczne
SM – seminaria magisterskie
SMD – semiaria magistersko-doktorskie
TR – translatoria
WK – wykład
WM – wykład monograficzny

imieniny Skarbów – c.d.

19:30, dw. Łódź Kaliska
20:30, park Poniatowskiego

jakiś ogródek
nie wiem
jakieś piwo
nie wiem
nie wiem
autobus do domu

imieniny Skarbów

wieczór zaplanowany był perfekcyjnie: Park Poniatowskiego, Biblioteka, Kasablanka. z początku, zapowiadało się, że tak się wszystko potoczy. ale to tylko pozory.
spotkanie w okolicach stacji jakiejś tam na rogu Żeromskiego i Mickiewicza – ok. szybkie zakupy (raz stacja, raz McDonald’s, ponownie stacja) i wycieczka w poszukiwaniu stawiku w Parku Poniatowskiego. nie bez problemu, ostatecznie miejsce zostaje znalezione. chwila niepewności związana z wszechobecnymi policjantami i strażnikami miejskimi. wreszcie zapada decyzja: ciach! niestety, z ‚ciach!’ nici. wredna wódka nie chce się otworzyć. nie mniej niz 20 minut zajmuje dotarcie do niej. zadanie wykonane i można ciachnąć. dalej wycieczka na przystanek i powrót we wcześniej, startegicznie obrane miejsce.
około 22-giej przetaczamy się do Biblioteki. tam – przy piwie – dołącza się jeszcze kilka osób. atakujemy Kasablankę.
przypuszczalnie koło 23-ciej, może później, jesteśmy w wypożyczalni. zaczyna się część właściwa. wcześniej były bifory. część właściwa składa się z wódki i piw. ale także z karaoke. wtem następuje przerwa!

około 7-mej wstaję i wychodzę. wraz ze mną całe towarzystwo. do domu docieram przed 8-mą. słyszę jeszcze tylko: „o! jak już wróciłeś, to może odkurzysz?” odmawiam i padam spać.
budzę się w okolicach godziny 13-tej. obolały i zmęczony. uśmiecham się jednak, gdy w plecaku znajduję 4 piwa, co się z imienin Skarbów ostały.

raz, dwa, trzy… sesja start!

łacina – 5

/update
paleografia łacińska – 5
translatorium łacińsko-angielskie – 5

scenka rodzajowa, typowa

miejsce:
IF, katedra filozofii średniowiecza;

czas:
któreś zajęcia jeszcze na II-gim roku;

osoby:
Pani Profesor, Pan Magister, Monisia, student.

Trwają seminaria z „Wolnej woli i boskiej przedwiedzy”. Dla studenta jest to pierwszy rok seminariów w życiu przez co siedzi nieco zagubiony. W pewnym momencie rozmowa przybiera następujący obrót:
Monisia z lekkim niedowierzaniem: To są słowa [w języku polskim] pochodzenia arabskiego?
Pani Profesor: Oczywiście. Wiele z tych, rozpoczynjących się na ‚al’…
Pan Magister: Na przykład: Al-kohol, Al-gebra, Al-chemia…
student: Al-leluja ;-)

Richard Kilvington – Sophismata (Sophisma 48 [49])

(e) si negetur ista propositio in principio ‚A est scitum a te’, contra hoc arguitur sic. A est ista: ‚Deus est’; igitur A est scitum a te. ista consequentia est bona, et antecedens istius consequentiae est tibi dubium; igitur consequens non est a te negandum.
(f) ad istut sophisma multipliciter respondetur.
(g) uno mode respondentes credunt istud sophisma esse unum insolubile, et ideo nituntur solvere istud sophisma per modum eorum respondendi in insolubilibus.
(h) sed contra hoc arguitur sic. A est ista propositio ‚Deus est’; igitur hoc non est insolubile. antecedens istius consequentiae est tibi dubium, et ista consequentia est bona; igitur istud consequens non est a te negandum.
(i) alii dicunt quod istud sophisma est verum, et concedunt hoc sophisma. et ulterius quando arguitur ‚tu concedis hoc sophisma, et bene respondes, et non es obligatus, etc.’, dicunt quod ipsi sunt obligati, per casum. et ideo licet haec sit concedenda: ‚A est scitum a te’, non tamen est concedendum quod haec est scita a te: ‚A est scitum a te’.
(j) et istud non solvit argumentum, quia cum toto casu posito est possibile quod nullus casus sit positus et quod nullus sit obligatus. et ideo cum isto casu ponatur quod nulla sit obligatio; et fiat argumentum primum.
(k) alii autem concedunt istam: ‚A est scitum a te’, et dicunt quod quicquid ‚A’ significet, A est verum, et hoc bene sciunt; igitur A est scitum ab eis. et ulterius concedunt quod B est scitum ab eis. et quando arguitur sic: ‚B est scitum a te, et B est concessum a Socrate; igitur aliquod concessum a Socrate est scite a te’, dubitant consequentiam. quia si A sit ista: ‚Deus est’, tunc consequentia est bona; et si A sit C, consequentia non valet. et quia dubitant utrum A sit ista ‚Deus est’ vel C, ideo dubitant utrum consequentia valeat.
(l) sed contra eos arguitur sic. tu scis quod in ista consequentia praedicta antecedens est verum, et bene scis quod consequens est falsum; igitur tu bene scis quod ista consequentia non valet. quod antecedens sit verum et hoc bene scias patet ex casu, et quod consequens sit falsum et hoc bene scias probo. nam tu scis quod C est verum, quia aliter non foret concedendum quod tu sicis C; igitur tu scis quod oppositum C est falsum. igitur tu bene scis quod haec est falsa: ‚Aliquod concessum a Socrate est scitum a te’; et istud fuit consequens in praedicta consequentia.

przedostatnie juwenalia

Dwa tygodnie temu był Kult. Była też choroba, która uniemożliwiła doprowadzenie się do takiego stanu, w którym nie pamiętałbym tego, że Kult był. Byłem przeto jak ta „świnia i kanalia, co nie pije w Juwenalia”. A skoro już zapamiętałem, to mogę napisać, że koncert był udany, ale nie rewelacyjny. Wydaje mi się, że minęły już czasy, kiedy Kazik z kumplami byliby w stanie mnie czymś zaskoczyć. Może mam za sobą zbyt duży bagaż uczestnictwa we wszelkich możliwych koncertach Kultu, Kazika i innych jego projektów. A wina stoi po drugiej stronie sceny. Nie wiem. Wracając do koncertu. Zagrali rzetelnie, dobre dwie godziny z hakiem. in plus zaliczyłbym to, że grali dość dużo utworów z wczesnych płyt i to niekoniecznie tych najbardziej znanych. Dla równowagi, in minus zaliczyłbym wtórny bis, od dobrych kilku lat grają zawsze te same piosenki. Podsumowywując, koncert nie był zły. W porównaniu do poprzednich na jakich miałem okazję być, wypadł przeciętnie. O wiele gorzej niż chociażby trzy lata temu na Juwenaliach PŁ, ale też o wiele lepiej niż sześć lat temu na Juwenaliach UŁ. Przy czym, ten koncert sprzed sześciu lat był dla mnie nieudany raczej ze względów pozamuzycznych.

Wczoraj był T. Love. Tym razem choroby już nie było i spokojnie mogłem mówić: „już nie świnia i kanalia, bowiem piję w Juwenalia”. Pojechałem sam. Za towarzyszy miałem jedynie sześć piw i wino. Pojechałem pewien obaw. W końcu miał to być pierwszy koncert T. Love od momentu, kiedy zdecydowałem, że T. Love już nie będzie mnie interesował. Otwierając kolejne piwa, czułem się jakbym z własnej woli pakował się w piekło, jakbym wkładał rękę w paszczę lwa. Zamiast spokoju ogarniał mnie coraz większy niepokój. Szansa, że „wiadomo kto” tam będzie była jak 1:1. Przy moim szczęściu, spodziewałem się, że się na nią natknę. Łudziłem się trochę, że Dżon Barlejkorn mi pomoże. Czym prędzej wlałem w siebie trzy piwka i winko. Przelałem do plastykowej butelki dwa kolejne piwka. A ostatnie wlałem do plastykowego kubeczka, który dostałem wchodząc na teren koncertu. Tutaj plus dla organizatorów. Ogłosili zakaz wnoszenia szklanych butelek i metalowych puszek. Zapewnili jednak darmow naczynia zastępcze.
Wypiłem jeszcze czwarte piweczko. Na chwilę zapomniałem o tym, czego tak się obawiałem. Zaczął grać T. Love. Rzuciłem się w tłum. Wytrzymałem dobre pół godziny. Wycofałem się. Wtedy też wzrokiem trafiłem na „wiadomo kogo”. W jednej chwili wytrzeźwiałem. Natychmiast oddaliłem się. Nerwowo wypaliłem papierosa i resztę koncertu spędziłem roztrzęsiony i pełen niepokoju. Myślałem nawet o tym, by już wracać do domu. Co się zaś tyczy samego koncertu, jako widowiska. Staszczyk, choć lekko siwawy, dobrze się wyluzował i śpiewał przyjemnie. Trochę mylił tekst, trochę nie trafiał w rytm, ale nie zakłócało to ogólnego odbioru jego występu. Zagrali trochę piosenek, których nie znałem. Zagrali też kilka takich, w kierunku których – według mnie – powinien T. Love się rozwijać, o ile w ogóle T. Love powinien się jeszcze rozwijać. Ja twierdzę, że tak dla Staszczyka, jak i dla Staszewskiego, Kukiza czy całego pokolenia „rocznika podstawowego ’63″ nadszedł czas by przestać. Te piosenki, to przeróbka Ambicji Kryzysu czy No Woman No Cry i jeszcze kilka zalatujących klimatem „reggae znad Wisły”. Nie obyło się bez IV LO. I tutaj pojawia się coś, co mnie zadziwia. Z jednej strony mamy podstarzałego, lekko siwiejącego faceta, który śpiewa o szkolnych korytarzach. Nie ma co ukrywać, śpiewa sztucznie. Publiczność zdaje sobie z tej sztuczności sprawę, ale się bawi. Z drugiej strony, ten podstarzały, lekko siwiejący facet doskonale wie, że śpiewanie o szkolnych korytarzach, w jego wykonaniu jest mało przekonujące, ale wie również o tym, że publiczność czeka na tę piosenkę. Kółko się zamyka.
Ostatecznie koncert zakończył się gdzieś około godziny 2:30 dwiema piosenkami na bis. Nie czekałem na dalszy rozwój wypadków. Wziąłem azymut na przystanek 152 i pognałem w tamtym kierunku mając nadzieję, że tego wieczoru już „wiadomo kogo” nie spotkam. Wróciłem spokojnie do domu po drodze przypominając sobie o piwku przelanym w plastykową butelkę.

Boecjusz (480 – 524)

W nieszczęściu największym nieszczęściem jest to, że kiedyś było się szczęśliwym.

plany na wakacje

Na początek, wyprawa śladami upadającego Cesarstwa Rzymskiego razem z p. E. Gibbonem. Krótki przystanek w Mediolanie, w którym nauczał św. Augustyn pisząc przy okazji De Civitas Dei. Aż wreszcie odpoczynek w Rzymie, gdzie w więzieniu, skazany przez Teodoryka, spokojnie umierał Boecjusz tworząc w tym casie De Consolatione Philosophiae.

łyk-end

czwartek – naleweczka i pyfko do monitora
piątek – Tesko, Widzew, Kresowa, „Ranczo”, Botanik
sobota – Andrespol
niedziela – Tesko, Widzew, próba, Częstochowa
poniedziałek – Częstochowa, Bełchatów