Kalendarz
Kwiecień 2004
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Archiwum
  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

dylemat himalaisty

weźmy dowolnego himalaistę.
niech ten himalaista swoją przygodę ze wspinaczką rozpocznie od Mt Everestu.
czy może on mieć motywację, by wspinać się na inne, pomniejsze szczyty?

37 Odpowiedzi na dylemat himalaisty

  • ikamaki mówi:

    wariat :P

    myslisz, ze on wejdzie za pierwszym razem na mount everest ;)?

    swiat nie lezy u Twoich stop ;)
    owszem mozesz miec wszystko co tylko zapragniesz, ale sadze ze nalezy zaczac, od realizowania marzen mniejszych :P

    btw. ja bym raczej miala nadzieje ze on nie zabije sie/nie straci nadziei za pierwszym podejsciem :P

    a moze to mt everest bylo tylko podroba :P?

    btw2 nie wiesz kto pow. „każdy ma swoj mount everest” ? [gdybys wiedzial, to prosze napisz u mnie na blogu - bede Ci bardzo wdzieczna :) szukam tej informacji do artykulu :)]

    pozdrawiam ;)

  • ph' 9 mówi:

    tutaj mamy jasno określony przypadek.
    jest himalaista, który zdobył Mt Everest. i to nie podlega dyskusji. pytanie – czy taki himalaista znajdzie jeszcze motwyację, by wspinać się na inne szczyty?

  • ikamaki mówi:

    proste – zostanie nurkiem.

    albo kosmonauta, kucharzem :P
    czy czym tam mu sie spodoba ;)
    az zrozumie o co chodzi w tym %^$$## zyciu.

    Pozdrawiam :)!
    dzieki za Kaminskiego.
    zaraz go sprawdze ;)

  • ikamaki mówi:

    przyjemnosc fajnie czerpac nie tylko z osiaganego celu ale i samej drogi.

  • Kuba mówi:

    Nie chodzi o to, zeby dojsc, tylko zeby isc…

  • kapo mówi:

    chyba że metą jest sklep nocny ;-)

  • ph' 9 mówi:

    heh…
    cel już jest dawno ‚za’.
    więc kwestia czerpania radości z dążenia do niego czy osiągnięcia jest jakby rozwiązana…
    pytanie pozostaje czy jest sens wyznaczać sobie nowe cele (wiem, można teraz zanurkować na dno najgłębszego rowu w oceanie, ale dla naszego himalaisty mogłaby to być wątpliwa przyjemność) :-)

  • ikamaki mówi:

    czyzby nasz himalaista byl idealny?
    umial wszystko…
    ciekawe…

  • ph' 9 mówi:

    nie, himalaista jest po prostu himalaistą, któremu zdarzyło się zacząć przygodę ze wspinaczką od Mt. Everestu. nic ponadto… ale jest _himalaistą_ i nikim więcej. nie dla niego głębiny oceanów czy przestrzenie kosmiczne…

  • ikamaki mówi:

    no wiesz zawsze pozostaje;) :

    -trudniejsza trasa, np. VI.7 zamiast VI.2+
    -wspinaczka klasyczna zamiast hakowej
    - moze zalozyc ogranizacje wspomagajaca wspinaczy amatorow :P
    - moze… pobijac rekordy guinessa w ilosci wejsc w ciagu roku na mt. everest…

    zreszta.. nie wzieles pod uwage, ze kazdy himalaista jest rowniez czlowiekiem…

  • IKA mówi:

    Hmmmm

  • ph' 9 mówi:

    przypuśćmy nawet, że są te inne trasy na szczyt, ale przypuśćmy też, że one nie wchodzą w grę :-/
    wspieranie innych himalaistów jest rozwiązaniem okej, ale czy jako substytut samej wspinaczki się sprawdzi?
    nie wiem, ale wydaje mi się, że wielokrotne wchodzenie na ten sam szczyt mija się z celem…

    człowiekiem, który kiedyś mógł mieć pomysł na siebie, ale już go zrealizował (wszedł na rzeczony Mt. Everest) i teraz nie wie co dalej?

  • to-Warka mówi:

    1. Zdecydowaną rację ma (nasz genialny przecież) Kuba Kryś.
    2. „Nie owego miękkiego i spokojnego używania, które pozwala nam pamiętać o naszym stanie, szukamy; ani niebezpieczeństw wojny ani mozołów urzędu, ale z g i e ł k u, który odwraca nasze myśli i jest dla nas rozrywką. [na marginesie:] Oto racje, dla których wyżej cenimy ł o w y niż zdobycz.” – B. Pascal.
    3. Nie zdarza Ci się chyba często po górach chadzać, więc trudno Ci sobie wyobrazić, że po Rysach (2499 m n.p.m.) ucieszyć może np. Turbacz (1310 m n.p.m.).

  • ph' 9 mówi:

    1. W ogólności ‚tak’, w jednym, szczególnym przypadku ‚nie’ :-)
    2. czy zgiełkiem dla ‚himalaisty’ jest wchodzić na mniejsze góry niż Mt Everest?
    3. metafora?

  • to-Warka mówi:

    2. tak
    3. tak

  • ph' 9 mówi:

    2. nie wydaje mi się :-)

  • psc mówi:

    jasne, ze osiagniecia – te najwieksze deprymuja, ale zawsze sa wieksze… te ktore za takie uznamy, chcby to byl pagoreczek kolo drogi. wszystko zalezy od nastawienia i ciaglego stawiania sobie wyzwan.

  • ph' 9 mówi:

    witam Agnieszko!
    w przypadku naszego himalaisty, dla którego największym wyzwaniem było zodbyć Mt Everest, każdy inny, pomniejszy pagórek już takim wyzwaniem nie jest… zdaję sobie sprawę, że wszystko zleży od nastawienia, ale ciężko przekonać takiego himalaiste, że teraz warto wejść np. na Kasprowy czy Śnieżkę… bo kiedy się już było na Mt Evereście…

  • ikamaki mówi:

    Czesc :)

    przyszlam sprawdzic co u naszego himalaisty slychac ;)?

    nie sadzisz ze go troche splyciles? i to tak do granic mozliwosci ;)Czy istnieja ludzie, ktorzy maja tylko jeden cel? Moim zdaniem kazdy osiagniety, pociaga za soba nastepny.

    A Mount Everest… Moze jest najwyzyszy, ale to wcale nie znaczy, ze najtrudniej go zdobyc. Kiedys alpinisci pow. ze mi pod Mt. Everest jest kolejka osob ktore chca wejsc na szczyt. szczyt dla szczytu? Czy to ma sens?

    btw rozmawialam z pewnym alpinista, ktory przedstawil mi gory jako arene, miejsce poszukiwan. Powiedzial mi ze nie pamieta konkretnych osiagnietych szczytow, ale np. niezwykle widoki. Ze w gorach spotyka sie ludzi, ktorzy szukaja podobnych spraw, inne wartosci staja sie wazne. itd itd. [niestety musze tez przyznac ze w.w. wspinacz zalowal ze nie wszedl z Kukuczka na Mt. Everest :P (wspinali sie wczesniej razem)]

    Pozdrawiam ;)

  • ph' 9 mówi:

    heh…
    nie piszę przecież o wszystkich himalaistach… piszę o jednym, konkretnym przypadku… o takim, który – powtórzę po raz n-ty – rozpoczął przygodę z włażeniem na góry od Mt Everestu, któremu się udało i który teraz nie potrafi znaleźć w sobie ambicji, żeby wchodzić na inne szczyty. i takie jest założenie… pytanie – ponownie – czy (cały czas pamiętając o założeniu) coś jest w stanie go (naszego himalaistę) zmotywować?

    nie mówię, że Mt Everest był najtrudniejszy do zdobycia. był po prostu – dla naszego himalaisty – pierwszym celem (zarazem, jak się okazało, ostatnim). na dodatek, dla naszego himalaisty nie jest wyzwaniem wchodzenie na trudne szczyty.

    nie mówię też, że himalaista – jakikolwiek inny – poprzestałby na tym jednym szczycie. twierdzę jedynie, że w tym konkretnym przypadku tak się może stać o ile nie uda się naszego himalaisty przekonać, że warto też pokusić się o wyprawy na inne szczyty. jak dotąd kiepsko idzie. szczególnie, że ten konkretny, nasz himalaista wie, że każdy szczyt, który teraz może zdobyć, będzie niższy od Mt Everestu. a kiedy za miarę – nazwijmy to – sukcesu przyjmiemy wysokość, to zawsze już będzie gorzej. ot, i cała historia.

  • ikamaki mówi:

    jak wejde na moj ostatni mt. everest to pogadamy ;)

    [jednak sadze ze nie bede z niego schodzic. ja tam zostane =)]

  • ph' 9 mówi:

    dla tego himalaisty zostać na Mt Evereście też byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale zszedł skubany i teraz ma problemy ;-)

  • ikamaki mówi:

    posadzic skubanca przed telewizorem :P od razu skoncza sie problemy typu „nastepmy cel” ;)

  • gwenzi mówi:

    czy ja mogę zadać pytanie pomocnicze??? jakiej himalaista jest narodowości??? bo tło kulturowe mnóstwo zmienia…

    tak na marginesie, udało mi się doprowadzić do stanu używalności mój komputer, więc wracam do życia impulsami i niedotykalnymi stronicami

  • Simon mówi:

    Czy możliwe jest, żeby historia wspomnianego himalaisty potoczyła się inaczej? Jego celem w życiu jest własnie wejście na szczyt Mt Everestu, ale po niezliczonych próbach uznaje, że choćby nie wiem co robił i tak tam nie zdoła dotrzeć. Jego cel jest tak nieosiągalny, że traci ochotę i motywację do robienia czegokolwiek – wegetuje. Czy jest coś co może go z tego wyrwać?

    Jakby to powiedział mój dawny wykładowca fizyki „Zabranie się do problemu od dupy strony” ;)

  • ph' 9 mówi:

    Ikamaki:
    owszem, to byłoby jedno z najprostszych rozwiązań :-) nie na darmo mówi się, że człowiek szczęśliwy może być tylko wtedy, kiedy jest „prosty” bądź kiedy jest szalony. jeśli ktokolwiek zaczyna się nad sobą zastanawiać, nigdy nie dojdzie do pozytywnych wniosków ;-)

  • ph' 9 mówi:

    Gwenzi:
    w tym wypadku narodowość himalaisty nie gra roli. warunki / założenia wstępne są wystarczające :-)

  • ph' 9 mówi:

    Simon:
    w przypadku jakiegoś innego himalaisty jest możliwe, że nie uda mu się dotrzeć na Mt Everest. w przypadku tego konkretnego sprawa jest już przesądzona. wlazł był, zszedł i łapie „fazy”.
    natomiast jeśli chodzi o ‚Twojego’ himalaistę, to jest z nim równie ciężka sprawa. trzeba by mu wybić z głowy ten Mt Everest, ale – znając życie – nie jest to proste :-)

  • ikamaki mówi:

    a tak swoja droga :P to po jaka cholere on tam sie pchal ;)? pare odmrozen, moze stracil palce. A moze nawet przyjaciela pod czas wspinaczki. zlazl stamtad i wrocil do puntku wyjscia. Pytanie: po co mu to bylo?

  • gwenzi mówi:

    od narodowości zależy sposób w jaki należałoby go wyciągać z tej nieszczęsnej (hmm… czy aby na pewno…???) wegetacji – inaczej to tłumaczyć włoskiemu katolikowi, inaczej pozbawionemu optymizmu mieszkańcowi okolic koła podbiegunowego…:)

  • ph' 9 mówi:

    Ikamaki:
    dobre pytanie – ‚po co?’ :-) szkoda tylko, że tak kończą się niemal wszystkie kwestie :-/

  • ph' 9 mówi:

    spróbuj wytłumaczyć i temu i temu… zobaczymy czy te tłumaczenia tak bardzo będą się od siebie różnić :-)
    swoją drogą, mieszkańcy okolic koła podbiegunowego – Finowie – wcale nie są pozbawieni optymizmu ;-)

  • gwenzi mówi:

    o, przepraszam, jeden pozbawiony optymizmu może się zdarzyć wszędzie!

  • ph' 9 mówi:

    mówią: „jedna jaskółka wiosny nie czyni” ;-)

  • memento_wilki mówi:

    Ja zgadzam się z to_warka.

    Jeśli jest himalaistą, to kocha góry. Jeśli kocha góry, to osiągnięcie jednego szczytu mu nie wystarczy… bo innym razem mogą być inne warunki np. pogodowe, Everest będzie znów wyzwaniem. Ciekawość, jak będzie następnym razem nie pozwoli mu usiedzieć w domu. Może wytrzymać w domu, w spokoju, krótko, ale potem wróci. Nie wytrzyma bez gór…

    PS: a czy himalaistą z definicji może być człowiek, który od razu zaczyna od Mont Everestu? To jakieś nieprofesjonalne… idiotyczne nawet, zaczyna się od małych szczytów, a potem porywa na wielkie

  • sd mówi:

    Dzięki Luczijo ;)
    zmieniam zdanie.
    3. NIE.

  • Monolith mówi:

    Bo Ty chcesz uslyszec/przeczytac, ze juz nic nie ma sensu. Tylko taka odpowiedz Cie interesuje.
    Ja swoj samochodowy Mount Everest zdobylem i co? Zyje. I wciaz marze i szukam i chcialbym… innych gor. ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>