Kalendarz

Kwiecień 2004
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66047
  • Dzisiaj wizyt: 1

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2004

xxix.iv.mmiv, godz. 12:40, TV Polonia – Polaków portret własny

1. wymień pięć słów określających Twoje pokolenie?
2. w co wierzysz?
3. na co (w zastanym świecie) się nie godzisz?
4. za jakie ideały mógłbyś/mogłabyś walczyć i zginąć?
5. co wspaniałego spotka Cię w przyszłości?

Čechomor – Mezi horami

Mezi horami lipka zelená
Mezi horami lipka zelená
Zabili Janka, Janíčka Janka miesto jelena.
Zabili Janka, Janíčka Janka miesto jelena.

Keď ho zabili, zamordovali
Keď ho zabili, zamordovali
Na jeho hrobě, na jeho hrobě kříž postavili.
Na jeho hrobě, na jeho hrobě kříž postavili.

Ej křížu křížu ukřižovaný
Ej křížu křížu ukřižovaný
Zde leží Janík, Janíček Janík, zamordovaný.
Zde leží Janík, Janíček Janík, zamordovaný.

Tu šla Anička plakat Janíčka
Tu šla Anička plakat Janíčka
Hned na hrob padla a viac nevstala dobrá Anička.
Hned na hrob padla a viac nevstala dobrá Anička.

dylemat himalaisty

weźmy dowolnego himalaistę.
niech ten himalaista swoją przygodę ze wspinaczką rozpocznie od Mt Everestu.
czy może on mieć motywację, by wspinać się na inne, pomniejsze szczyty?

Wrocław w telegraficznym skrócie

5:17 – pobudka
5:44 – tramwaj nr 12 na Dworzec
6:15 – odjazd pociągu
7:15 – scenka rodzajowa, typowa:
miejsce: przedział pociągu relacji Łódź – Jelenia Góra
osoby: student, jakaś panienka, pani z dzieckiem
pani z dzieckiem wchodząc do przedziału: ciepło?
jakaś panienka: tak…
student: to zależy…
10:06 – Wrocław; wycieczka turystyczno-krajoznawcza po okolicach centrum
12:00 – 22. Maraton wrocławski; pyfko u Spiża
13:00 – piwko w Czeskim Filmie
14:30 – piwko nad Odrą
15:45 – róg ul Jedności Narodowej i Niemceiwcza
16:15 – piwko przy Tytaniku
17:45 – Empik; Poczta
18:15 – piwko w pubie Uniwersyteckim
19:37 – tramwaj nr 17 na Stadion Olimpijski
20:00 – mecz
22:00 – ŁKS – Polar 3:1!
0:30 – dom

„wojenna armada na Wrocław się kieruje (…)”

no to się udało!
zapowiada się, że jutro wybiorę się do stolicy Dolnego Śląska. zaplanowałem sobie ‚zwiedzanie’ co ważniejszych miejsc – to za dnia, a na deser meczyk ŁKSu z Polarem na stadionie olimpijskim wybudowanym jeszcze przez faszystów(sic!).
jeszcze tylko waham się, ile czasu przeznaczyć na to ‚zwiedzanie’ ;-) możliwe są dwa warianty:
1) ok. 10-tej jestem we Wrocławiu i wtedy mam 10 godzin na zapoznanie się z tym miastem;
2) ok. 14:30 jestem we Wrocławiu i na ‚zwiedzanie’ zostaje mi niecałe 5 godzin.
na koniec można już tylko dodać, że stwierdzam, że taki wyjazd z Łodzi, raz na miesiąc jest ‚oczyszczający’ (tu nawiązuję do szalonej wycieczki do Krakowa z zeszłego miesiąca.

zapamiętać raz na zawsze!

przede wszystkim:
ego; tu; (is, ea, id) – pronomina personalia
meus, a, um; tuus, a, um; suus, a, um – pronomina possesiva
qui; quae; quod – pronomina relativa
quis?; quid? – pronomina interrogativa
hic; haec; hoc – pronomina demonstrativa
ille; illa; illud – pronomina demonstrativa

ponadto:
AcI – przy stronie czynnej czasownika
NcI – przy stronie biernej czasownika

sobota / niedziela

15:45 – Miś – bifor, bifor, bifor, bifor party
16:30 – boisko – bifor, bifor, bifor party
17:00 – szkoła – bifor, bifor party
18:30 – „żużel party” – bifor party
22:00 – osiemnastka – party
10:00 – Olechów – after party
12:00 – Janów – after, after party

Apollo 440 – Pain In Any Language

I’m gonna love you – till you love me then no more
You’re gonna need me – like I need you right now
I’m gonna screw you – for all you’re worth and no more
You’re gonna need me – it’s the same in any language

The pain in any language is the same in any language

I’m gonna love you – till you love me then no more
You’re gonna need me – like I need you right now
You’re gonna need me – it’s the same in any language

The pain in any language is the same in any language

I’m gonna love you – till you love me then no more

It’s the same in any language
The pain in any language
Same in any language

I’m gonna love you – till you love me then no more

Look, you’re gonna need me

They won’t love you, like I love you
They won’t love you, like I do
They won’t love you, like I love you
They won’t love you, like I do

wielkanoc

wielkanoc
„krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie (…)”

Życzenia SMSowe:
1) „Pijanych króliczków, zagrychy w koszyczku, a w Dyngus zalania – nie tylko ubrania; jaj kolorowych, świąt ciepłych i zdrowych!”
2) „Nasz kraj, to kraj wielkanocny. W świecie to rzecz niesłychana, by było tyle jej z decyzji jednego barana.”
3) „przytul :-* spokojnych świąt”
4) „Wesołego Alleluja”
5) „Radości i przyjemności z kiełbachy wielkiej, jak pasterskiej lachy, miłej zabawy parami z malowanymi jajeczkami oraz satysfakcji z sikawkowych interakcji!”
6) „Wesołych świąt życzę! I oby lany był mokry.”
7) „Wszystkiego najlepszego z okazji świąt – zdrowia, szczęścia i humoru… Zająca z dużymi uszami i smacznych jajek!”

„świata nie rozumiem, życia w nim nie umiem (…)”

Jest w roku kilka takich dni, kiedy ogólna pogodność zastępowana jest przez wszechogarniającą frustrację. Dawniej tych dni było więcej, teraz ich ilość znacznie zmalała. Nie zmienia to faktu, że wciąż istnieją.
Chronologicznie rzecz biorąc, zacząwszy od początku roku kalendarzowego, pierwszy taki moment, kiedy szlag człowieka trafia, pojawia się w okolicach świąt Wielkiejnocy. Wtedy ma się ochotę zaszyć na jakiś czas i nikomu nie pokazywać, nikomu nie wchodzić w drogę, nikogo nie spotykać. Można by się zastanawiać czym to jest spowodowane. Myślę sobie, że to po prostu nieumiejętność radowania się z czegoś, co właściwie jest obce. Do tego dochodzi zawiść, że innym się udaje bądź chociaż nic sobie z tego nie robią.
Tak się składa, że święta Wielkiejnocy wypadają dość często w kwietniu, a kwiecień już sam z siebie nafaszerowany jest dniami, których mogłoby wcale w kalendarzu nie być. Mianowicie – 9-ty kwietnia, kiedy rok rocznie można powtarzać sobie, że to mógł być dzień, który mógł zmienić cały świat raz na zawsze; i 27-my kwietnia, kiedy okazało się, że świata zmienić się nie da.
Po wczesnej wiośnie, uważanej zazwyczaj za porę radosną, nadchodzi lato. Mija bezstresowo. Podobnie jesień. Dopiero pod koniec roku się ponownie zaczyna.
Najpierw 19-ty grudnia. Napięcie związane z tym dniem widać już wcześniej. Samego 19-ego następuje kulminacja. Nie zdąży jeszcze wszystko minąć, kiedy nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Równie irytujące, przede wszystkim ogólną obłudą, co święta Wielkiejnocy. Ciężko to wszystko znieść. Na szczęście, po kilku dniach pojawia się tzw. ‚wentyl bezpieczeństwa’ w postaci Nowego Roku. Po ekstatycznym oczyszczeniu hektolitrami napojów wyskokowych w akompaniamencie fajerwerków, korków od szampana i odgłosów osób, którym coś zaszkodziło można spokojnie czekać na powtórzenie się historii. W końcu, zaczyna się kolejne 12 miesięcy, a z nimi ponownie święta i inne okazje by się trochę postresować.