Kalendarz

Październik 2003
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66559
  • Dzisiaj wizyt: 8

Miesięczne Archiwa: Październik 2003

niezidentyfikowane numery

+48756422530
+48297171298

i zeby nie bylo watpliwosci.
nie odbieram tutaj telefonow (poza nielicznymi wyjatkami)!

zawsze pod gorke

czy to z domu, czy z uczelni, na przystanek autobusowy zawsze mam pod gorke. droga nie jest dluga. okolo czterech minut. ale staje sie nadzwyczaj uciazliwa z kilku powodow. primo, gdy idzie sie szybko (ja nie chodze wolno) pod gorke i pali papierosa organizm zdradza tzw. reakcje wyzwrotne. innymi slowy, chce sie za wszelka cene wyrzygac. niemile uczucie.
secundo, gdy idzie sie szybko pod gorke po sliskiej nawierzchni, czesto traci sie rownowage, co przyprawia o niemala frustracje.
tertio, gdy juz wreszcie dojdzie sie na przystanek, jest sie zmachanym i zdenerwowanym. sama podroz autobusem nie jest przyjemna, jest raczej ‚odreagowywaniem stresow’.
a skoro juz mowa o ‚chadzani pod gorke’. tak mi sie skojarzylo. kiedys, dawno, dawno temu, rozpisano w moim przekletym na wieki liceum konkurs na krotki filmik o tejze szkole. nie moglem pozostac obojetny wobec takiej okazji pokazania, co o niej (tej szkole) mysle. dobralem sie z kumplem i opracowalismy dwa ‚scenariusze’. pierwsza historyjka miala wygladac nastepujaco: kamera z reki, swiat widziany z perspektywy pierwszej osoby. tresc filmiku to droga do szkoly taka, jaka codziennie przebywaly tlumy uczniow. zwykly chodnik, po boku ogrodki dzialkowe, parkingi, osiedle. to wszystko jakies dwie minuty. potem ostatni etap dochodzenia do budynku. zblizenie na tabliczke ze znienawidzonym napisem ‚VI LO im. J. Lelewela w Lodzi’. na koniec kamera sie oddala tak, by objac caly front budynku i gdy, juz jest w odpowiedniej odleglosci budynek wylatuje w powietrze. nie pokazujemy zgliszcz, pokazujemy tylko sam wybuch. balismy sie, ze zgliszcza moga zostac odebrane, ze jednak cos przetrwalo, a nie to bylo nasza intencja. drugi pomysl byl mniej drastyczny. chodzilo rowniez o przedstawienie drogi przecietnego ucznia do szkoly, ale tym razem w nieco inny sposob. mielismy zamiar pokazac, jak uczen sie meczy idac na lekcje. mielismy zamiar sfilmowac kogos, kto musialby isc ciagle, jak przez jakis tor przeszkod, zeby dojsc do szkoly. m.in. musialby pokonywac jakies wzniesienia. dla nas interpretacja byla jasna. nie oplaca sie tak meczyc, zeby dostac sie do tej wlasnie szkoly. to zupelnie niepotrzebny wysilek.
ostatecznie, nasze dwa pomysly zostaly odrzucone przez komisje skladajaca sie z wszechwladnej p. vicedyrektor. postanowilismy wiec zbojkotowac dalsza czesc konkursu.

zorza


zorza
bez komentarza

zorza
bez komentarza

sroda

od dnia poprzedniego wszystko mialem zaplanowane. pobudka, podroz na uczelnie przekonac sie, co to za wyklad prowadzony przez jakiegos Polaka (podobno o stosunkach polsko-niemieckich), podczas dwoch godzin przerwy zajrzec do supermarketu (kupic jakies browarki i fajki), potem wpasc na chwile do akademyka, cos zjesc, odrobic finski, pojechac na Survival Finnish, a koncowke dnia spedzic w Computer Center. dzien jednak, w istocie swojej, mial nieco inny przebieg.
obudzilem sie troche pozniej, niz zamierzalem. przez to, pod znakiem zapytania stanal udzial w tym ‚polskim’ wykladzie. ale postanowilem sie strescic i na niego zdazyc. udalo sie. wszedlem na sale tuz przed rozpoczeciem. okazalo sie, ze sam wyklad dotyczy relacji polsko-niemieckich po roku 1989-tym. generalnie nudy, ale… ale prowadzi to jakis wykladowca z Wroclawia i dzieki temu zahacza o niuanse niewychwytywalne dla innych. zartuje w typowo polski sposob i zwraca uwage na te aspekty, na ktore zwrocilaby uwage wiekszosc Polakow, ale nie Niemcow, czy innych narodowosci. w przerwie podszedlem do niego powiedziec, zem tez z Polski i zapytac sie, czy nie zaliczylby mi tego wykladu po znajomosci (caly przedmiot sklada sie z serii czterech wykladow – dzis byl trzeci; jak latwo policzyc, w najlepszym razie uczestniczylbym w polowie zajec). powiedzial, ze nie ma sprawy. ze w ogole, to dobrze miec na takim wykladzie kogos z Polski, bo mozna uslyszec opinie dwoch stron (do tej pory wypowiadali sie podobno sami Niemcy). dodal jeszcze, zebym mu cos na jutro przygotowal. zgodzilem sie. dal mi jakis tekst.
po przerwie, zaczalem przegladac artykul, a na sali rozgorzala w tym czasie dyskusja o UE. okazalo sie, ze Finowie niechetnie mowia o swoim czlonkowstwie w ‚strukturach europejskich’, ze wsrod mlodziezy i nie tylko, panuje dosc duza niechec do tego sztucznego tworu, jakim jest Unia. przebywajacy na zajeciach Niemcy, czy Francuzi nie mogli sie temu nadziwic, ja zas poczulem kolejna wiez z autochtonami. w koncu sam jestem – upraszczajac nieco sprawe – przeciw przystapieniu Polski do UE. spojrzawszy w tekst, zauwazylem, ze nie dotyczy on niczego innego, jak wlasnie spraw UE. to jakies przeklenstwo. dzien wczesniej dostale propozycje uczestnictwa w jakiejs konferencji organizowanej przez dziwne, finskie stowarzyszenie wlasnie nt UE. odpisalem im, ze z przyjemnoscia sie pojawie. teraz doszlo do tego jeszcze strzeszczenie artykulu. ale z nim sobie poradze. przedstawie go z neutralnego punktu widzenia, nie zamierzam niczego interpretowac, ani tym bardziej krytykowac. zajecia sie skonczyly.
wyszedlem z budynku i poszedlem w strone przystanku, aby przewiezc sie do supermarketow. wiedzialem, ze w tamte okolice jezdzi ‚moja’ 12-tka, ale takze 16-tka. wsiadlem w te druga. i to byl blad.
autobus owszem, mijal centrum handlowe, ale mijal je z bezpiecznej odleglosci i zanim sie zorientowalem wyjechal poza granice Jyväskylä. potem jechal i jechal i nastepny przystanek mial po jakichs 10-ciu minutach, w zupelnie obcej wiosce. wysiadlem. obliczylem sobie, ze odjechalem od domu (akademyka) ok. 8 – 10 km.-ow. to za duzo, zeby wracac pieszo. nie pozostalo mi nic innego, jak czekac na autobus w powrotna strone. na dodatek nie mialem ze soba zegarka w postaci telefonu. nie wiedzialem przeto, jak stoje z czasem.
wreszcie autobus przyjechal. podwiozl mnie niemalze w to miejsce, w ktore chcialem.
szybko zrobilem zakupy. popedzilem do domu. okazalo sie, ze mam godzine opoznienia wzgledem przyjetego dzien wczesniej planu. predko zrobilem sobie obiad. odrobilem lekcje(sic!)[1] i pognalem na Survival Finnish. zdazylem.
na zajeciach, jak na zajeciach. mielismy troche teorii (dzis przymiotniki) i troche zabawy (dzis gra w zgadywanie kto jest kim). mielismy wymyslic jakas postac, przypisac ja drugiej osobie i ta druga osoba miala sie o te postac wypytywac w taki sposob, by jedyna mozliwa odpowiedzia bylo ‚tak’ lub ‚nie’. zalozenie bylo takie, zeby nie wybierac osob z kosmosu, a raczej takie, ktore mozna bylo odgadnac. i tak, pojawialy sie: Dracule, Homery Simpsony, sw. Mikolaje, Pamele Anderson itp. dla mnie wymyslono Mona(e) Lise. nie odgadlem. bylem pewien, ze jestem badz Bonaparte’m badz Joanna d’Arc. ale w ramach rewazu wymyslilem dla pewnego Szwajcara tzw. ‚average person’ ;-) tez nie mogl odgadnac. w tym mini pojedynku Pol-Sui jest 1:1 :-)
po Survival Finnish przylazlem do Computer Center i spodziewam sie, ze nic juz nie zakloci dalszego rozwoju wypadkow.

—–
[1] – ostatni raz odrabialem lekcje, jak jeszcze bylem w poczatkowym nauczaniu w SP.

autobus linii 12

odkad mam migawke, woze sie po miescie autobusem – to zrozumiale. szczegolnie, ze pogody ostatnimi czasy nie sprzyjaja spacerom. raz sniezy, raz wieje, raz pada.
codziennie jezdze autobusem linii – nomen omen – 12. widac, nie da sie od tego uciec. w Lodzi rozbijalem sie tramwajem 12, tutaj autobusem. cos mi mowi, ze jestem skazany na te linie. smiem przypuszczac, ze jak wyjade do Poznania i tam podrozowac bede ta linia.
jest kilka rzeczy, w tutejszej komunikacji, ktore moga zadziwiac.
primo. wsiada sie przez przednie drzwi, wysiada przez tylne. i nie ma od tego odwolania. taki zwyczaj. przy wsiadaniu kupuje sie bilet (nie mozna go dostac na miescie) za 2.30E w dzien, a wieczorem za 4.50E. alternatywa jest posiadanie migawki. wtedy, wchodzac do autobusu przejezdza sie nia przez czytnik i juz spokojnie mozna sobie podrozowac.
secundo. nie ma zwyczaju stac w trakcie jazdy. wszyscy sobie siadaja. przede wszystkim dlatego, ze maja gdzie. ponadto duza czesc osob na codzien jezdzi na rowerach. nie potrzebuja korzystac z autobusow. nie ma zatem tloku. i teraz czas na scenke rodzajowa: wchodze sobie do autobusu. widze jest kilkoro ludzi. mysle sobie, skoro mam jechac piec minut, to nie bede siadal, nie ma sensu. staje wiec sobie spokojnie po srodku pojazdu. na moj widok, pewna starsza pani, ktora siedziala nieopodal, bierze z siedzenia obok swoja torbe i mowi, zebym sobie usiadl. nie powiem, to dosc zaskakujaca. odwrotnie niz w PL. starsza osoba ustepuje miejsca mlodszej. podziekowalem jej tylko za ten gest.
tertio. kierowcy autobusow sa mili. zawsze mowia ‚hyvä päivä’, ‚hei’ czy ‚terve’, jak sie wsiada. pasazerowie, przy wysiadaniu zawsze dziekuja za podroz mowiac: ‚kiitos’. i znow pora na scenke rodzajowa: autobus zbliza sie do przystanku, na ktorym stoi pani z dzieckiem w wozku. co robi kierowca? zatrzymuje sie. wysiada. i pomaga pani wniesc wozek. super sprawa. nie pamietam, zebym taka sytuacje zaobserwowal w PL.
na koniec jeszcze dodam, ze autobusy zatrzymuja sie tutaj tylko ‚na zadanie’. jesli stoi sie na przystanku trzeba na taki ‚machnac’. jesli jedzie sie juz, trzeba ‚zadzwonic’, zeby sie przrystanal na najblizszym przystanku.

Jyväskylän Yliopisto + Uniwersytet Lodzki

Jyväskylän Yliopisto:
- Orientatnion Programm – 2ECTS
- Intensiv Academic English – 4ECTS approved
- Survival Finnish 1 – 2ECTS (2)

Uniwersytet Lodzki:
sprawa z umowa i dokumentami zalatwiona. od dzis legalnie (nie do konca, ale o tym ciii) przebywam w Finlandii.

tak przy okazji, to Jyväskylä znaczy grainvillage, a po naszemu cos w rodzaju ‚ziarnstej wioski’ ;-)

radio Dei

po dwoch miesiacach poszukiwan prawie znalazlem wsrod tutejszych rozglosni radiowych jakas, ktora bylaby choc troche podobna do tej, ktora na codzien sluchalem w Polsce. zorientowalem sie przede wszystkim po nazwie. niestety, moja znajomosc jezyka finskiego wyklucza na razie regularne sluchanie tej stacji. aczkolwiek zdarza sie trafic na audycje prowadzone w jezyku angielskim. niestety, przede wszystkim polegaja one na propagowaniu tzw. muzyki gospel, za ktora nie przepadam. mimo to, teraz postaram sie rozpracowac ‚ramowke’ tej rozglosni, by wiedziec, kiedy transmitowane sa programy w jezyku angielskim, tj. kiedy mam na nia przestrajac radio.

‚moje’ sredniowiecze

Zdarzylo sie to pozna jesnienia pamietnego roku 1271-ego. Do miasteczka Viterbo, oddalonego o ok. 100 km. od Rzymu sciagneli kardynalowie, by naradzic sie kogo wybrac na nowego papieza.
Obrady trwaly juz ponad dwa i pol roku, a pietnastu kardynalow zebranych po smierci papieza Klemensa IV-ego, podzielonych na dwa obozy – francuski i wloski, wciaz nie moglo podjac ostatecznej decyzji. Zaniepokojone takim obrotem sprawy, wladze miasta – pod naciskiem ludnosci – zdecydowaly sie podjac drastyczne srodki. Podejrzewano bowiem, ze bez ich zastosowania, spor prowadzony przez kardynalow moze trwac cala wiecznosc. Szczegolnie, ze nie tylko samym sporem kardynalowie zyli. Spotykali sie, owszem, od czasu do czasu by po raz kolejny niczego nie uchwalic i rozchodzili sie do zajec, ktore niekoniecznie musialy wchodzic w zakres ich kompetencji.
Pod pretekstem przedyskutowania dalszego rozwoju wypadkow, zwolano wiec kardynalow do palacu biskupiego w centrum miasteczka. Po czym, zamknieto ich na cztery spusty, odcinajac w ten sposob od swiata. Myslano, ze w ten sposob przyspieszy sie ich decyzje. Zywiono ich przy tym szczodrze, nie szczedzono rowniez wina (glownie na potrzeby obrzadkow religijnych, ale nie bylo do konca wiadomo, czy zamawiane przez kardynalow ilosci sa tylko w tych celach wykorzystywane). Nie minelo kilka tygodni, a wladze miasta przekonaly sie, ze krok, ktory wykonaly, nie przyniosl pozadanego rezultatu. Postanowiono ograniczyc kardynalom ilosc dostarczanych im dobr. Ostatecznie zdecydowano sie podawac im jedynie chleb, wode i wino. I to jednak nie pomoglo. Wtedy przystapiono do realizacji ostatecznego planu. Z palacu biskupiego, w ktorym zamknieci byli kardynalowie, zdjeto dach, by przygladac sie, temu, w jaki sposob dyskutuja. Ponadto liczono tez, ze zblizajace sie mrozy, ponagla niesfornych duchownych. Tym razem powiodlo sie. Juz w kilka dni pozniej nowym papiezem ogloszono Grzegorza IX-ego.

Miedzy innymi za to je lubie.

scenka rodzajowa, typowa:

osoby:
student, pani od ‚migawek’.

miejsce:
centrum handlowe Sokos, drugie pietro.

student, zmeczony podrozowaniem po calej Jyvaskyla na pieszo postanowil kupic sobie bilet miesieczny (zwany w rodzinnym miescie studenta migawka) na wszystkie linie autobusowe w Jyvaskyla. wybral sie do punktu, w ktorym mozna bylo tego dokonac. rozpoczal rozmowe.
student: hello… stosujac sztuczke z poprzedniej scenki, kontynuowal, zanim pani od migawek zdazyla cokolwiek powiedziec… is this the place where i can buy season tickets for the buses?
pani od migawek: yes, it is.
student: i’d like to have one, for 30 days.
pani od migawek: of course. are you a student?
student: yes, i am.
pani od migawek: may i have your student’s id?
student: sure, here you are.
nastepuje chwila przerwy, kiedy to pani od migawek wypisuje jakies dokumenty, poczym pyta sie studenta.
pani od migawek: what’s your address?
student z lekka niepewnoscia w glosie, bowiem wciaz bez wiary w to, ze potrafi poprawnie wymowic swoj adres: Roninmäentie 1G
pani od migawek: thank you. that’s 43 euro for the ticket, and 6.50 euro for the deposit.
studen ukrywajac skapstwo: here.
pani od migawek: thank you. do you know how to use it?
student z podobnie rozbrajajaca szczeroscia, co poprzednim razem: not exactly
pani od migawek: that’s okej. i can show you.
pani od migawek wychodzi ze swojego pomieszczenia. podchodzi do dziwnej maszyny i pokazuje studentowi jak poslugiwac sie w zautomatyzowanym kraju, jakim jest Finlandia, czyms tak niby banlnym, jak migawka. student, pojawszy o co w tym biega, na dowidzenia mowi.
student: thank you. bye, bye.
pani od migawek: thank you. bye.

e-list z Polski

niby nic wielkiego, a cieszy, jak jasna cholera:

„Czesc, Piotrus!

Kiedy do nas wracasz?
Pytam, bo… mamy straszny deficyt w Piotrkach ;)!

Pozdrawiam bardzo serdzecznie”