Kalendarz

Sierpień 2003
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 66247
  • Dzisiaj wizyt: 3

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2003

ostatnia notka w PL

wyjeżdżam
wracam w Grudniu

statystyki

skończyły się wakacje… kończy się mój pobyt w PL… kończy się również moja przygoda z piwem… postanowiłem przedstawić moje osiągnięcia.

Styczeń:
piw wlanych w siebie – 61
średnia dzienna – 2

Luty:
piw wlanych w siebie – 78
średnia dzienna – 2.8

Marzec:
piw wlanych w siebie – 108.5
średnia dzienna – 3.5

Kwiecień:
piw wlanych w siebie – 102
średnia dzienna – 3.4

Maj:
piw wlanych w siebie – 114
średnia dzienna – 3.7

Czerwiec:
piw wlanych w siebie – 132
średnia dzienna – 4.4

podsumowanie pierwszego półrocza:
piw wlanych w siebie – 597
średnia dzienna – 3.298

Lipiec:
piw wlanych w siebie: – 115
średnia dzienna – 3.7

Sierpień:
piw wlanych w siebie: – 179.5 (sic!)
średnia dzienna – 5.8 (sic!)

podsumowanie drugiego półrocza (zakładam, że w Fin. będę pił ilości śladowe):
piw wlanych w siebie – 295.5
średnia dzienna – 1.603

podsumowanie roku:
piw wlanych w siebie – 892
średnia dzienna – 2.444

wnioski:
gdyby nie wyjazd do Fin. nie brałbym rozbratu z alko. i tym samym podciągałbym statystyki coraz wyżej. najlepszym przykładem tego jest sierpień. nie piłem w nim pięć dni, a przez pozostałe 26 udało mi się wypić prawie 180 piw. jestem pewien, że w pięć dni zdołalbym wypić ponad 20 piw i tym samym przekroczyłbym magiczną granicę 200 miesięcznie (która to granica była tegorocznym postanowieniem noworocznym). na przestrzeni roku z pewnością przekroczyłbym granicę 1000 piw. polskie browarnictwo, bo przede wszystkim pije polskie piwa, powinno mi być wdzięczne i ufundować jakąś nagrodę.

na koniec dwa wykre
wykres

wykres

piątek / sobota / niedziela – ostatnie dni w PL

piątek:
muszę załatwić sprawę egzaminu (jak na razie katedra Histroii Sztuki nie odpowiada), książek w bibliotece i przekazania komuś indeksu. ponadto chcę się jeszcze spotkać z częścią znajomych (choć na chwilę), pójść na mecz ŁKSu i na koniec dnia odwiedzić ‚prywatkę pożegnalną’ GJ, która w niedzielę wyjeżdża do Francji na dwa lata. Na noc zostawiam sobie przyjemność reinstalacji systemu.

sobota:
od rana chcę odwiedzić Kubiaka. jeśli nie udałoby się w piątek załatwić sprawy indeksu, musiałbym to zrobić w sobotę. popołudnie przeznaczam na pakowanie i ewentualne dokupowanie rzeczy, o których się zapomniało, a także na ostatnią korespondencje z Finlandią.

niedziela:
przewiduję wczesną pobudkę i nerwową podróż na Okęcie. tam jeszcze większe nerwy związane z odprawą i oczekiwaniem na start. w samolocie relaks. potem wielki stres na Vantaa w Helsinkach (byle trafić na odpowiedni terminal, byle nie zgubić bagażu, nie spóźnić się itd.). jeszcze chwila podróży samolotem do Jyvaskyla, kolejna chwila na przejazd autobusem do centrum miasta, niepewność związana z zakwaterowaniem i już będzie można zacząć poszukiwania miejsca, gdzie będzie możliwość korzystania z I-netu…

goodbye parties

Sobota:
Spokój, cały dzień praktycznie w samochodzie. Wycieczka wpierw do Justynowa potem Bełchatowa i znów Justynowa. Tylko pod wieczór dwa pyfka do monitora.

Niedziela.
W południe pojechałem na ŁKS. Miałem zrobić zakupy przed wyjazdem, ale wszelkiego rodzaju targowiska, bazary itp. bardzo mnie irytują, więc dość szybko z ŁKSu wyszedłem. Wróciłem na Ret., gdzie – by ostudzić nieco podenerwowanie – wraz z Bączusiem poszedłem do „Misia” i walnąłem po 50-tce wódki plus dwa piwa. Wtedy pojawił się pomysł, żeby pójść (pojechać) do centrum, do knajpy Golonka. Wykonałem kilka telefonów i w okolicach godziny 16-tej towarzystwo zaczęło się zjeżdżać. Punkt zbiórki był w Kresowej. Tam kontrolne piwko i przemarsz do Golonki. Niestety w niedzielę była zamknięta. Zniesmaczeni wróciliśmy do Kresowej. Znów piwko i 50-tka wódki. Na koniec pomysł, by przenieść się w plener. Pod wieczór nawiedzamy stację przy placu Komuny Paryskiej. Kupujemy dwie wódki żubrówki i masę piw. Delektujemy się nimi na pobliskim murku. Gdzieś o 11-tej wieczorem Wijata zaprasza nas do siebie na Widzew. Jedziemy w pięć osób. Zanim jednak weszliśmy do niego, zaopatrzyliśmy się jecze w kolejnych kilka piw…

Poniedziałek:
Pobudka na Widzewie i od razu piwo. Czerwona pigułka (Warka) na kaca, żółta (Tatra) na rozruch i wreszczie czarna (Okocim mocne) na dobry początek dnia. Po takim poranku przenosimy się na miasto, gdzie mam kupić sobie kilka rzeczy na wyjazd. Zanim jednak odwiedzamy sklepy wypijamy piwo we Warce. Stan lekkiego upojenia daje się we znaki. Obmyślamy z Wijatą plan. Najpierw sklepy, potem ogródek Kresowej aż wreszcie Golonka i jakiś posiłek. Sklepy nie podobają się nam. Dajemy czadu do ogródka Kresowej. Tam małe piwko jedno, drugie… Następnie Golonka (świetny lokal). W niej obiadek (kotlet „wschodni” i sznycel) i wódeczka oraz – obowiązkowo – piwo. Na tym dzień się nie kończy (właściwie jest może godzina 17-ta, 18-ta). Wracamy z powrotem do ogródka Kresowej. Nachodzi nas myśl by pościgać się rikszami, co niezwłocznie czynimy. Do placu Wolności i znów do ogródka Kresowej. Ubaw mamy świetny, szczególnie, że jeździmy z kolejnymi piwami zalewając się nimi równo na nierównościach Piotrkowskiej.
Później „przybijam gwoździa”.
Budzę się o 21-ej. Pamiętam, że miałem iść do kina na „the Wall”. Biegiem, razem z Wijatą, przemieszczamy się do Cytryny, gdzie zastajemy już Reggae Reggae i AA. Spóźniliśmy się może pięć minut. W kinie piwko. Po kinie wracamy wszyscy do ogródka Kresowej. Tam kolejne piwa. Wreszcie jesteśmy tak pijani, że stwierdzamy, iż niegłupim pomysłem byłoby pojechać do jakiejś agencji towarzyskiej. Bierzemy taksówkę, która wywozi nas nie wiadomo gdzie. W agencji nieco zaskoczeni. Okazuje się, że Wijata nie wziął kasy. Poza tym i tak dziwki były jakieś takie sztuczne. Rozgoryczeni wracamy na miasto. Kupujemy kolejne piwa i dopijamy się. Około drugiej wsiadam w nocny i wracam do domu…

Bob Marley – No Woman, No Cry (interpretacja własna)

Ze względu na rosnący spór, co do znaczenia (wydźwięku) tej piosenki, zdecydowałem się pokusić o własną interpretację. Poniżej tekst i tłumaczenie tak, jak ja ten utwór rozumiem.







No woman no cry
No woman no cry
No woman no cry
No woman no cry
’cause I remember when we used to sit

In a government yard in Trenchtown
Observing the hypocrites

Mingle with the good people we meet

Good friends we have, Oh, good friends we have lost
Along the way
In this great future,
You can’t forget your past
So dry your tears, I seh

No woman no cry
No woman no cry
Little darling, don’t shed no tears
No woman no cry
Said I remember when we use to sit

In the government yard in Trenchtown
And then Georgie would make the fire lights
I seh, log would burnin’ through the nights
Then we would cook cornmeal porridge

Of which i’ll share with you
My feet is my only carriage
And so i’ve got to push on thru,
Oh, while i’m gone
Everything ‚s gonna be alright
Everything ‚s gonna be alright…
No woman no cry
No woman no cry
I seh little darlin’ don’t shed no tears
No woman no cry.


Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Ponieważ [wciąż] pamiętam, jak zwykliśmy siedzieć
w miejskim parku w Trenchtown.
Obserwowaliśmy [tych wszystkich] hipokrytów.
Obracaliśmy się wśród dobrych ludzi, których znaliśmy.
Dobrych przyjaciół mieliśmy. Wielu straciliśmy.
Na drodze
w tę wspaniałą przyszłość
Nie zapominaj przeszłości.
Więc wytrzyj oczy, [przecież] mówię

Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Więc otrzyj łzy stary [i pamiętaj]
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Mówiłem, [dobrze] pamiętam, jak zwykliśmy siadać
w miejskim parku w Trenchtown.
A Georgie (Jurek ;-)) rozpalał ognisko.

Mówiłem: ‚Będzie się palić przez całą noc’.
Przygotowywaliśmy sobie kaszkę kukurydzianą,
którą się dzieliliśmy.
Tylko stopy [przez życie] mnie niosą
dlatego muszę już iść.
[Zatem, nawet] kiedy mnie nie ma
wszystko będzie w porządku…
wszystko będzie w porządku…
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.
Mówię: ‚Otrzyj łzy stary [i pamiętaj]
Nie ma kobiety, nie ma płaczu.

Cool Kids Of Death – Spotkam cię

„Kiedyś spotkam cię, w jakimś klubie, dyskotece.
Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chcę.
Byłem mocno najebany, gdy ci to obiecywałem,
że za kilka lat się spotkam i wtedy porozmawiamy.
Byłem mocno najebany, nie brałem pod uwagę,
że zupełnie się zmienimy, nie będziemy tacy sami.
Kiedyś spotkam cię, w jakimś klubie, na imprezie.
Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chcę.
Chciałem ci zaimponować, gdy ci to obiecywałem.
Teraz jakimś cudem wszystko się udaje.

Kiedyś spotkam cię, w jakimś klubie, dyskotece!
Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chcę!

Rozejrzyj się dookoła, tu nie zmienia się nic.
Te melodie, które słyszysz, te piosenki „the Smiths”.
To jest Londyn i Manchester, miejsca, w których chciałbym żyć
Tramwajem 11 będziesz zawsze mogła wrócić.
Kiedyś spotkam cię, tak zupełnie przez przypadek.
Kiedyś spotkam cię, ty zwyczajnie powiesz: ‚cześć’.
To podmiejska dzielnica i na stacji nocny sklep.
Można kupić jakieś alko, znów pierdolnąć sobie w łeb.

Kiedyś spotkam cię, w jakimś klubie, dyskotece!
Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chcę!
Kiedyś spotkam cię, w jakimś klubie, dyskotece!
Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chcę!”

Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź 2 : 0 (1 : 0)

A szkoda, bo wcale można było tego meczu nie przegrywać.

Boethius’ view on omniscience and free will

Praca napisana na zaliczenie zajęć seminaryjnych zatytułowanych: Selected Subjects In Philosophy Of Religion. Można ją przeczytać on-line klikając tutaj, albo off-line, ściągając ją stąd.
Jej tematem przewodnim jest boska wszechwiedza (wraz z nią przedwiedza) i jej stosunek do ludzkiej wolnej woli.

Jyvaskyla

mam bilet…
31-ego startuję z Okęcia o 10-tej z minutami… po 13-tej jestem w Helsinkach. tam po niecałych 3-ech godz. mam samolot do Jyvaskyla i przed 18-tą jestem na miejscu.

Jeziorsko, 14 – 18 sierpnia 2003r.



Przystanek Poddębice

Przystanek Poddębice. Od lewej stoją: Reggae Reggae, Harnaś, Eluś i Wijata.


cała gromada

Nareszcie razem. Od lewej: Magda, Siostra, przed nią Wijata, za nim Eluś, Harnaś, odwrócona bokiem AA i na pierwszym planie Reggae Reggae.

trzech wspaniałych
Trzech wspaniałych: Wijata, Harnaś i ja.


rozruch poranny

Rozruch poranny; widać, że wiało: ja, Wijata, Reggae Reggae i Harnaś.

zestaw śniadaniowy
Zestaw śniadaniowy: Żubróweczka plus sok jabłkowy. O ósmej rano smakuje wyśmienicie!

Panie świeć nad jego duszą...
Wypił pół i padł. Panie świeć nad jego duszą…

dwie fajki
Czasem jeden papieros to za mało…


radosny poranek

Kolejny radosny poranek przy ‚zestawie śniadaniowym’.

czterech Adamów
Czterech Adamów. Efekt spożycia ‚zestawu śniadaniowego’.


zachód

Takim widokiem kończyliśmy dzień i rozpoczynaliśmy wieczór.