Kalendarz

Luty 2003
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
2425262728  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65772
  • Dzisiaj wizyt: 2

Miesięczne Archiwa: Luty 2003

A, G, E – D, C

Prawie jak co wieczór, biorę gitarę i brzdąkam. Najczęściej jakieś mało konkretne akordy. Ot, po prostu, żeby pouderzać trochę w struny. Czasem ćwiczę sobie jakąś piosenkę, ale po chwili przestaję.
Dziś zacząłem od chwytów A, G, E… a potem jeszcze D, C… niby nic nadzwyczajnego, ale zauważyłem, że ręka jakby sama chodzi. Gra coś, czego ja nie kontroluję. Brzmiało znajomo.
Potem zrozumiałem. To była piosenka, której kiedyś uczyłem się dla ‚kogoś’. Od razu wróciły wspomnienia, których myślałem, że już się pozbyłem.
Rzuciłem gitare w kąt i nerwowo zapaliłem papierosa. Włączyłem muzykę, z którą miałem dotąd dobre skojarzenia. Też nie pomogło. Aż boje się pomyśleć ‚kto’ będzie mi się dziś śnić.

zaliczenie z estetyki

osoby dramatu:
student, pani Magister, pan Magister.

miejsce akcji:
pewien gabinet estetyczny pewnego kierunku na pewnym Uniwersytecie.

czas akcji:
godziny popołudniowe.

Student puka, otwiera drzwi. W małym gabinecie widzi Panią Magister siedzącą przed komputerem i Pana Magistra przyglądającego się poczynaniom Pani Magister.

Student: Dzień dobry. Ja miałem się zgłosić do Pani Magister opowiedzieć kilka słów o tekstach Umberto Eco.
Pani Magister: Nie? Do mnie?
Student: Mhm. Do Pani.
Pani Magister: Niech Pan wejdzie i poczeka chwilkę. Ja zaraz skończę i Pana zapytam.

Student wchodzi do gabinetu. Siada na krześle przy stole. Pani Magister wciąż siedzi przy komputerze. Pan Magister podpiera szafę.

Pani Magister(sprzed komputera): A Pan z filozofii? Z dziennych!? A ja Pana nie kojarzę z zajęć.
Student: Ma Pani do tego prawo, bo nie chodziłem na zajęcia.
Pani Magister: W takim razie jak to możliwe, że ma Pan do zaliczenia tylko jeden tekst?
Student: Na ostatnich zajęciach… Eee… To znaczy na zajęciach ze dwa tygodnie temu… Bo na ostatnich mnie nie było… Ustaliliśmy… Eee… To znaczy Pani
Magister uprzejma była – po wcześniejszym sprawdzeniu mojej frekwencji – zdecydować, że tylko Umberto Eco będę mieć do przygotowania.
Pan Magister (sięgając do szafy): to można sprawdzić.
Student: Ależ nie! Po co się fatygować…

Pani Magister wstaje sprzed komputera. Bierze od Pana Magistra listę obecności. Siada przy stole obok Studenta.

Pani Magister (patrząc w kartkę): Zaraz zobaczymy… Tak… Rzeczywiście… Wychodzi na to, że tylko Eco… Dobrze… Pan poczeka chwilkę.
Student: oczywiście Pani Magister.
Pani Magister (odłożywszy kartkę): No dobrze, niech mi Pan powie co to jest komunikat estetyczny i czym się różni od takiego zwykłego komunikatu?
Student: Bardzo proszę Pani Magister. Otóż komunikat estetyczny to jest… To znaczy różni się od takiego zwykłego komunikatu tym… Że… Ten… Komunikat estetyczny zwraca uwagę sam na siebie, a niekoniecznie na treść, którą niesie. To znaczy, o ile zwykły komunikat ma funkcje przekazania pewnej treści, to komunikat estetyczny powoduje, że jego odbiorca jeszcz na niego zwraca uwagę.
Pani Magister: Bardzo dobrze. To może powie mi Pan jeszcze, bo są takie trzy kryteria, które odróżniają komunikat estetyczny od takiego zwykłego, jakie to są te kryteria?
Student: Eee… Pamiętam, że tam chodziło o jakąś zwrotność…
Pani Magister: Chyba samozwrotność?
Student: O… Właśnie… Właśnie to miałem na myśli.
Pani Magister: No dobrze. O samozwrotności właściwie Pan już opowiadał…
Student: Tak?
Pani Magister: Na początku odpowiedzi… Może więc Pan teraz powie o tych dwóch pozostałych…
student: To znaczy, że samozwrotność to to, co powoduje, że odbiorca nie patrzy na treść komunikatu, tylko na to, w jaki sposób ten komunikat tę treść przekazuje?
Pani Magister: Tak… A co z pozostałymi dwoma?
student: Eee…
Pani Magister: No niech Pan weźmie np. znak drogowy, czy jest to komunikat estetyczny?
Student: Eee… To zależy… Ale raczej nie.
Pani Magister: Dobrze, a dlaczego nie?
Student: Bo znak nie zwraca uwagi na samego siebie, tylko jego odbiorca koncentruje się na treści, jaką on ze sobą niesie. Nie na tym, w jaki sposób to robi.
Pani Magister: Racja. Co powoduje, że tak się dzieje? Jaki jest ten znak? Albo jaki on nie jest?
Student: …
Pani Magister: Właściwie to to, o co pytam jest przyczyną, dla której komunikat estetyczny jest właśnie samozwrotny…
Student: Eee… To ja może spojrzę w notatki, bo tam gdzieś to pewnie mam zaznaczone.
Pani Magister: A proszę bardzo.
Student (patrząc w tekst): O! Mam! Komunikat estetyczny musi być jeszcze niejasny.
Pani Magister: Brawo! Co to oznacza?
Student: Że komunikat estetyczny, a w zasadzie jego treść musi być niejasna, żeby odbiorca mógł się na niej zatrzymać. A takie zatrzymanie własnie spowoduje chwilę refleksji nad tym, jak komunikat jest zbudowany, czyli wywoła tę, wspomnianą już wcześniej samozwrotność.
Pani Magister: Doskonale! została jeszcze jedna rzecz.
Student: no tak.
Pani Magister: więc?
Student: To może ja znowu do notatek zajrzę?
Pani Magister: Dobrze.
Student (rozpaczliwie przeglądając tekst): Chodzi o to, że komunikat estetyczny zostaje w pewnym związku z rzeczywistością? Próbuje ją w jakiś sposób, specyficzny, za pomocą może jakiejś struktury opisywać?
Pani Magister: Niezupełnie… Chodzi o tzw. redundancję
student: he?
Pani Magister: Nieważne. A może pamięta Pan jakie przkłady komunikatu estetycznego wymienia Eco w tym tekście?
Student: Jasne! Po pierwsze „I Like Ike”, a po drugie „A rose is a rose is a rose is a rose”.
Pani Magister: Bardzo dobrze! Może mi Pan powie na jakich poziomach w tych przykładach występuje właśnie ta redundancja?
Student: Poziomach?
Pani Magister: Tak. Wie Pan co? Ja Panu już zaliczę ten semestr. Ale w obecnym zwrócę na Pana na zajęciach szczególną uwagę.
Student: Dziękuję Pani Magister. W tym semestrze postaram się już chodzić na zajęcia.
Pani Magister: Właściwie to musi być Pan postacią mityczną. Tak rzadko Pana widuję.
Student (sięgając po indeks): Bo ja rzadko jestem.
Pani Magister: Z jaką datą Pan sobie życzy wpis?
Student: No najlepiej, to z piątkową, np. 21 luty żeby jeszcze przed końcem sesji było.
Pani Magister: Dobrze. Proszę bardzo.
Student: Dziękuję bardzo.
Pani Magister: To teraz już niech Pan znika.
Student (wychodząc): Już mnie nie ma. Pani Magister jutro prowadzi zajęcia, prawda? Zatem do zobaczenia Pani Magister. Jeszcze raz dziękuję.

Kosheen – Hide U

Co tu dużo ukrywać. Jest to piosenka przede wszystkim dyskotekowa. Skojarzyła mi się, bo – o ile dobrze pamiętam, a musiałbym tę swoją pamięć skonfrontować z kimś bardziej wiarygodnym niż ona – przy niej, m.in. bawiłem się w nocy z soboty na niedzielę w jakimś klubie na al. Politechniki. Nie zwróciłbym na tę piosenkę uwagi, gdyby nie jej tekst. Zawsze, gdy słyszę jakieś słowa, staram się co nieco z nich wychwycić. I zawsze znajduję w nich to, co chcę. Tym razem zrobiłem z piosenki „Hide U”, utwór anarchistyczny. Zaraz pokażę dlaczego.

„If you where, in my heart, I surrely, not break you
If you where beside me, and my love, would take you
I keep you, in savety, forever, protect you
I hide you, away from, the world you rejected, I hide you

I hide you”

O anarchistyczności tegoż utworu, wg mnie świadczy kilka rzeczy. Po piewrsze mam na myśli już sam tytuł, i ogólny wydźwięk tekstu, bez wdawania się w szczegóły. Podmiot piosenki chce kogoś ukryć. I to jest to! Ukryć! Znaczy się, ktoś inny potrzebuje schornienia, chce się odizolować od pozostałych itd. – zatem, można przypuszczać, że osoba, do której zwraca się podmiot, jest właśnie kimś w rodzaju ‚anarchisty’. Dalej piosenka opowiada o tym, że osoba chcąca ukryć zrobi to – wedle mojej interpretacji – ‚z miłości’. To dość rzadkie w dzisiejszych czasach, kiedy to nie uczucia są powodem chęci spędzania z kimś czasu (ale o tym cicho). No i na koniec mój ulubiony wers, aż pozwolę go sobie przytoczyć: „I hide you, away from, the world you rejected (…)”. Tutaj już dobitnie widać. Ukryję Cię przed światem, który odrzuciłeś. Jednoznacznie wskazuje na buntownicze i separatystyczne zapędy osoby, do której kieruje swoje słowa podmiot piosenki.

Widać zatem, że i piosenki ogólnie pojmowane za dyskotekowe, mogą nieść ze sobą coś wartościowego.

Na koniec dodam, że wers „I hide you, away from, the world you rejected”, za każdym razem, gdy słyszę – wrzeszczę aż miło. Nie można przecież nie wykrzykiwać przesłań, z którymi się utożsamia człowiek. Szczególnie, gdy jest k’temu pora – jak np. na jakimś ‚densflorze’ wymachując rączkami, nóżkami i czym tam jeszcze ;-)

Blue Cafe – Fanaberia

Mam pierwszą w swoim życiu płytę popową ;-)

superprodukcja

Superprodukcja plakat Kolejny film, w którym Juliusz Machulski udowadnia, że wciąż jest w Polsce z czego się śmiać i nie trzeba sięgać po zagraniczne wzorce. Tym razem na ostrze swojego dowcipu wziął polski przemysł filmowy. Fabuła jest dość prosta. Jest sobie „najlepszy w kraju” krytyk filmowy. Zrównuje wszystkie filmy z ziemią zarzucając im tandetę i wtórność. Pewnego dnia pojawia się u niego „szef wszystkich szefów” (jak dla mnie było to nawiązanie do ‚Poranku Kojota’) z propozycją nie do odrzucenia, mianowicie, by napisał scenariusz do filmu, w którym miałaby zagrać żona tegoż „szefa wszystkich szefów”. W tym miejscu zaczynają się schody. Bowiem krytyk jest wyłącznie teoretykiem filmu (jak mówi z dumą jego mama: ‚skończył filmologię!’), i z praktyką ma niewiele wspólnego (tu okazuje się, jak łatwo jest narzekać, a jak trudno samemu za coś się zabrać). Na szczęście, z pomocą przychodzi mu koleżanka z pracy – domorosła scenarzystka.
Jednakże fabuła w tym filmie, przynajmniej dla mnie, odgrywa – jeśli można się tak wyrazić – drugoplanową rolę. Na pierwszy plan wychodzi satyra na stan polskiej kinematografii. Słowa w stylu: ‚każdy polski film musi być ekranizacją jakiejś lektury szkolnej’ (bohaterowie decydują się na „Latarnika”) czy tytułu poprzednich filmów „najlepszego polskiego producenta”: ‚Świństwo’, ‚Kurewstwo’, ‚Dziadostwo’, świadczą same o sobie. Ponad to film w miarę dobrze odzwierciedla też to, co dzieje się dookoła filmu. Jakże znamienne są słowa „najlepszego polskiego producenta filmowego”, gdy mówi on do głównego bohatera: ‚słuchaj, bracie, teraz wszęcie korupcja. W rządzie korupcja, w spółkach korupcja, nawet w telewizji’ (co nabiera jeszcze większego smaczku w powiązaniu z tym, co się aktualnie dzieje).
W skrócie można powiedzieć, że Machulskiemu znów wyszła dobra komedia. Może nie na miarę Seksmisji, ale jak na dzisiejsze czasy – trzyma poziom.

I jeszcze mała scenka rodzajowa. Ponieważ była to ogólnopolska premiera, przyjechali na nią twórcy filmu. W tym reżyser, scenarzysta i odtwórczyni głównej roli kobiecej. W ramach promocji podpisywali plakaty. W momencie kiedy ja podszedłem do nich po ‚swoją należność’, weszły za mną dwie dziewczyny (okazało się, że jedna z nich to córka współscenarzysty, a druga, to jej koleżanka). Współscenarzysta postanowił przedstawić je Machulskiemu. Ten wstał podał dziewczętom rękę, przywitał się i widząc mnie – niejako – z nimi, przywitał się również ze mą, kierując słowa do dziewcząt: „ten pan to z Wami, tak?”. Na to dziewczęta nie zaprzeczyły, ja też. Uśmiechnęliśmy się tylko wszycy i było okej. Lubię takie sytuacje. Bardzo poprawiają nastrój.

gorąca piątka 2003

Dziś dostałem do Coca-Coli płytkę. Mogłem sobie wybrać spośród kilku rodzajów muzyki, jednak na moje pytanie, czy jest może rock? Uprzejma pani zapytała się ze zdziwieniem: „co proszę? przecież tego nikt nie słucha”. Nie powiem, porządnie zbiło mnie to z tropu. Na tyle, że ostatecznie wybrałem składankę „Club/House” ;-)

teoria zaczynania wszystkiego od nowa

Wczoraj, podczas rozmowy na GieGie, sytuacja spowodowała, że – na potrzebę chwili – byłem „zmuszony” postarać się opisać, jak można zerwać z przeszłością, spalić po sobie mosty i spróbować zacząć wszystko od nowa.
Świadom jestem tego, że to, co wymyśliłem nie jest pewnie całkowicie spójne. Nie wykluczam, że będzie trzeba zmienić. Jednak zdecydowałem się na „publikację” tego pomysłu.

Po pierwsze – jak wczoraj zdołałem ustalić – należy zastanowić się nad tym, dlaczego i czy na pewno chce się zrywać z dotychczasowym stanem rzeczy. Powodów może być zapewne wiele. Dobrze by jednak było, gdyby nie były one błache. Nie wystarczy „widzimisie”. Potrzebne jest – wg mnie – jakieś poważne załamanie się tego, co było, ewentualnie bardzo, bardzo wielka chęć zmiany.
Po drugie – gdy już jest powód – należy się zastanowić w którym kierunku chce się dalej iść. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której burzę za sobą most, jestem po drugiej stronie i nie wiem co dalej. Myślę, że dobrze jest w takim przypadku, choć trochę zaplanować sobie, czego oczekuje się od takiej zmiany.
To tyle tytułem wstępu. Teraz część zasadnicza.
Wydaje mi się, że „rozpoczynanie wszystkiego od nowa” wypada zacząć od izolacji względem środowiska, w którym się do tej pory przebywało. Najlepsze do tego celu są wakacje, tudzież inny czas wolny. Warunkiem takiej izolacji jest wyjazd, ucieczka z dotychczasowego miejsca – oczywiście tymczasowa – w zupełnie nowe miejsce, z zupełnie nowymi ludźmi. To pozwala – częściowo – zapomnieć o tym, co było.
Dalej – już po powrocie z takiego wyjazdu – koniecznym jest pozbycie się wszystkiego, co mogłoby się kojarzyć z poprzednim „życiem”. Począwszy od numerów telefonów, poprzez różnego rodzaju pamiątki, a skończywszy na najbardziej pięknych listach, czy podarunkach od od osób najbliższych (kiedyś najbliższych).
Następnie rozpoczyna się najtrudniejszy etap – walka z pokusą powrotu. Trzeba być niesamowicie silnym, by nie sięgnąć gdzieś w pamięci do przeszłości. Należy się pilnować. Dobrze jest w tym czasie znaleźć sobie „nowe” środowisko. Być może będzie ono niejako założone już wcześniej, w chwili, gdy zostaje podjęta decyzja tak radykalnego kroku.
Istotną kwestią są jeszcze „starzy” przyjeciele. Pojawia się dylemat, czy całkowicie zrywa się z przeszłością, czy dopuszcza się jakieś kontakty z nią. Ja to widzę tak, że jeśli jestem pewien, że „przyjaciel” nie pociągnie mnie z powrotem w kierunku, z którego uciekam, zostaje. Jeśli zaś istnieje obawa, że może mi „zaszkodzić” – niestety – znika.
Po jakimś czasie, gdy już dłużej nie ma się kontaktu z tym, co było wcześniej, i wciąż przebywa się wśród nowego otoczenia, zapomina się powoli. Nie czuje się potrzeby powrotu. I to jest świetne uczucie. Jak odkrywca, który porzucił własny kraj w poszukiwaniu przygód i znalazłwszy je, podąża ich śladem.

Tak, jak pisałem na początku – cała ta „teoria” została wydumana wczoraj podczas niezobowiązującej rozmowy na GieGie. Jest efektem doświadczenia (własnego) i umiłowania do teoretyzowania.

układanka

Propozycja zabawy.
Proszę z poniższych słów ułożyć _sensowne_ zdanie. Słówka zapisane są w oryginalnej, łacińskiej kolejności, gramatycznie przetłumaczone na poprawne formy polskie.

his – nimi
equidem – zasite, mianowicie
si – jeśli
quem – kogoś
ad plenum – skutecznie, pełnie
hec (haec) – ona
instruerit – pouczyła
quamcumque – jakikolwiek
rationabilem – rozsądny, racjonalny
causam – spór
ingredietur – wkroczy
superiorem – większe
discedere facit – zwycięstwo odniesie
adeo – do tego stopnia, tak bardzo
persuasioni – namowie
indulgens – radzący sobie
ut – że
cum – gdy
iudicum – sędziów
animos – dusze, umysły
ad – ku
intentionis – poglądom
favorem – przychylny
aplicaverit – skierowałby
si – jeśli
in oppositum – przeciwnie, w drugą [stronę]
se convertat – zwróciłby się
non – nie
minus – mniej, gorzej
depulsionis – odprawy
partem – części
probaliter – prawdopodobnie
persuadeat – przekonałby

Na koniec mogę dodać, że ułożenie z tego, jako tako brzmiącego, zdania zajęło nam wczoraj na translatoriach około godziny. I nie obyło się bez biegania do tablicy (co się do tej pory nie zdarzyło) i zapisywania poszczególnych wersji, propozycji itp.

najzimniejsze miejsce Łodzi

Jest takie miejsce w Łodzi, gdzie zawsze panuje chłód. Nie jest to bynajmniej chłód atmosferyczny. Raczej wewnętrzny, wyjątkowo przenikliwy i nieprzyjemny. Przysparza o wspomnienia, które dawno chciałoby się wyrzucić z pamięci.

feardotcom

feardotcom plakat Film, który nie przeraża, choć z założenia jest niby horrorem. Film, który po godzinie mógłby się spokojnie skończyć bez straty dla fabuły. Film, oparty na popularnym ostatnio pomyśle zaczerpniętym z ‚the Ring’ (ew. Ringu), zemsty z zaświatów. Film, w który wpleciono na dodatek wątek, wcześniej pokazywany już np. w serialu Millennium, internetowej relacji z uśmiercania kolejnych ofiar psychopatycznego mordercy.
Mimo to jest też kilka akcentów, które powodują, że ogląda się ten film przyjemnie. Przede wszystkim atmosfera miejsca, w którym to wszystko się dzieje. Ciągle pada albo leje. Ponadto przywidzenia, które mają bohaterowie, również pozytywnie pobudzają mój zmysł estetyczny. Nie można zapomnieć jeszcze o scenach tortur dość skrupulatnie ukazywanych. Delikatnie sącząca się krew wywiera bardzo przyjemne wrażenie, a strach ofiar wydaje się być nieudawany.
W krótkim skrócie – fabuła bardzo przeciętna, za to estetyka na dość – przynajmniej dla mnie – przyzwoitym poziomie.