Kalendarz

Listopad 2002
P W Ś C P S N
« paź   gru »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65232
  • Dzisiaj wizyt: 7

Miesięczne Archiwa: Listopad 2002

i po egzaminie

na 30 pytań napisałem 22… z czego pewien jestem może 3… reszta, to ruletka. albo się uda, albo nie… 15 pytań zalicza ;-)

ontologia

na pięć możliwych punktów zdobyłem pół… oceny nie muszę chyba pisać… to tylko kolokwium było – a jutro egzamin… ech.. szkoła

rozdrażnienie

opanowała mnie ogólna irytacja. prawie każda czynność mnie drażni. i nie znajduję w tej chwili wielu przyjemnych rzeczy. to, co do tej pory wydawało się być miłe, przestaje takie być. to, co zawsze mnie mierziło, teraz robi to dwa razy bardziej. oprócz irytacji dopadło mnie jeszcze, nadomiar złego, zniechęcenie. nie dość, że prawie wszystko mnie drażni, to jeszcze nic mi się nie chce. nie pozostaje jednak nic innego, jak przeczekać ten stan. na szczęście, są chwile, kiedy mogę o nim zapomnieć.

poranek

Obudziłem się o 6.00 a.m. Właściwie, to obudził mnie budzik w telefonie. Skoro był nastawiony na tę godzinę, to pewnie w jakimś celu. Tylko nie mogę sobie tego celu przpomnieć.

piosenka na dziś

Don Henley „Boys Of Summer”.
Na tę piosenkę zwróciłem uwagę jakiś tydzień temu, jak siedziałem w klubokawiarni. Puszczali ją w TV. Właściwie, nie ją, a jej remiks. Ale dzięki temu remiksowi znów dała mi znać o sobie. Już w trakcie niego (tego remiksu) zacząłem przypominać sobie słowa. Potem, po powrocie do domu ściągnąłem ją sobie. I oryginał i remiks. Teraz słucham prawie na okrągło. Jest bardzo nastrojowa. W zasadzie, to mógłbym wrzucić jeszcze tłumaczenie, ale nie wiem, czy tak zrobię.

„Nobody on the road
Nobody on the beach
I feel it in the air
The summer’s out of reach
Empty lake, empty streets
The sun goes down alone
I’m drivin’ by your house
Though I know you’re not at home

But I can see you
Your brown skin shinin’ in the sun
You got your hair combed back and your sunglasses on, baby
And I can tell you my love for you will still be strong
After the boys of summer have gone

I never will forget those nights
I wonder if it was a dream
Remember how you made me crazy?
Remember how I made you scream
Now I don’t understand what happened to our love
But babe, I’m gonna get you back
I’m gonna show you what I’m made of

I can see you
Your brown skin shinin’ in the sun
I see you walkin’ real slow and you’re smilin’ at everyone
I can tell you my love for you will still be strong
After the boys of summer have gone

Out on the road today, I saw a DEADHEAD sticker on a Cadillac
A little voice Inside my head said, „Don’t look back. You can never look back.”
I thought I knew what love was
What did I know?
Those days are gone forever
I should just let them go but-

I can see you
Your brown skin shinin’ in the sun
You got that top pulled down and that radio on, baby
And I can tell you my love for you will still be strong
After the boys of summer have gone

I can see you
Your brown skin shinin’ in the sun
You got that hair slicked back and those Wayfarers on, baby
I can tell you my love for you will still be strong
After the boys of summer have gone”

Na koniec mogę dodać, że Don Henley nagrał tę piosenkę w 1984 roku, czyli dość już dawno.

Geoffrey Chaucer – „Prawda”

Ballade de Bon Conseil

Uciekaj przecz od ciżby, dla się bądź surowy.
Rad, jeśli najdziesz w sobie jakieś zacne treści;
Bogatyś – przeklną; możnyś – nie ujdziesz obmowy;
Pomyślność cię oślepi, a zawiść zbezcześci.
Nie więcej kosztuj, niźli gęba ci pomieści;
Rządź sobą dobrze – inni posłuch dadząć potem:
A Prawda cię wyzwoli; nie lża wątpić o tem.

Nie chciej prostować każdej skrzywionej podkowy;
Fortuna kołem bieży i nie zawżdy pieści;
Gdy trudów sobie szczędzisz, łacniej o sen zdrowy;
Łbem tłucz w mury – nabawisz się jeno boleści.
Kto chce się bić o sławę, ten szczeźnie bez wieści.
Miast nad cudzymi, panuj nad swoim żywotem:
A Prawda cię wyzwoli; nie lża wątpić o tem.

Co na cię spada, przyjmuj, na wszystko gotowy;
Świat brać za bary – nie to, co uścisk niewieści.
Nie masz tu domu, jeno gościniec jałowy:
Nie stój jak koń u żłoba, gdzie siano szeleści,
Ruszaj, pielgrzymie! Dobrniesz do końca powieści,
Jeślić duch drogę wskaże wiary pismem złotem:
A Prawda Cię wyzwoli; nie lża wątpić o tem.

Przesłanie

De la Vache, nie trza światem psować sobie głowy:
Świat nie twój pan; dzieńkczynień ile dusza zmieści,
Tyle Wszechmogącemu nieś kornymi słowy:
On cię stworzył z niczego lat temu trzydzieści
I On ima się ciebie niczym rękojeści,
Dobro jakie chcąc wykuć ducha twego młotem:
Ta Prawda cię wyzwoli; nie lża wątpić o tem.

przeł. Stanisław Barańczak

piątek

„Bourne’s Identity” – i nic poza tym.

czwartek

pokłóciłem się dość ostro z sąsiadką babci.
o mało nie uderzyłem w jadący przede mną samochód.

dwa szkolne sny

ten dobry:
Wszystko zaczyna się w szkole. Jest chyba sobota, a na pewno jakiś dzień wolny od zajęć. Spotykam M.. Idziemy razem do katedry średniowiecza. Pokoju, z którym najbardziej w całym budynku oboje się utożsamiamy. Z nim mieliśmy zamiar związać przyszłość. Ona już to zrobiła, ja dopiero za jakiś czas. Bardzo ją za to szanuję i podziwiam.
W gabinecie jesteśmy sami. M. zaczyna zachowywać się zaskakująco. Lekko skonsternowany nie protestuję. Spędzamy miłe chwile. Okazuje się, że M. nie tylko na niebiesko się ubiera. Zaczynam podziwiać M. nie tylko od strony szkolnej. Wychodzi na jaw, że mi się podoba.
Później opuszczamy szkołę. Przed wejściem spotykamy jeszcze kilkoro ludzi. M. proponuje mi podwiezienie, ale odmawiam.

i ten zły, z którego bardzo chciałem się obudzić, ale nie potrafiłem:
Idę do sali na łacinę. Ten jedyny przedmiot, który tak bardzo mi się podoba. Idę ze znajomym, korytarzami w szkole. Wchodzimy i okazuje się, że tam, oprócz p. dr prowadzącej zajęcia znajduje się cała masa osób. Niektóre z nich rozpoznaję inne są mi obce. Całe towarzystwo sprawia wrażenie ludzi z liceum. Między nimi dostrzegam tę osobę, której nie chcę więcej widzieć. Nie wiem, czy mam teraz rezygnować z łaciny, by zachować komfort psychiczny, czy przemęczyć się może te półtorej godziny. Decyduję się na to drugie. Wmawiam sobie, że ta osoba już przecież nic dla mnie nie znaczy, nie będzie w stanie popsuć mi moich ulubionych zajęć. Jednak cały czas czuję się źle. Chciałbym wyjść i skończyć to wszystko, już za cenę zajęć z łaciny, ale nie potrafię. Źle mi.

Sprawozdanie z ćwiczeń z Epistemologii w dniu 13 listopada 2002 roku.

„Do badania prawdy konieczna jest metoda”

Powyższe zdanie, cytat z Kartezjusza, miało być mottem zajęć. Miało stanowić punkt wyjścia do dyskusji. Zanim jednak miało do tej dyskusji dość trzeba było przejść przez kilka formalnych etapów. A więc, zacząć od podsumowania poprzednich zajęć, by później przejść do streszczenia lektury (tym razem fragmentów Rozprawy o metodzie Kartezjusza), a na koniec wreszcie przystąpić do dyskusji.

1. podsumowanie poprzednich zajęć

Tematem poprzednich zajęć była rewolucja, jaka dokonała się w podejściu do nauki między średniowieczem, poprzez odrodzenie do oświecenia. Główną tezą było odejście od prymatu którejś ze sfer, czy to rozumu, czy to doświadczenia, na rzecz współdziałania ich obu. Toteż spokojnie można powiedzieć, że w czasach nowożytnych równie istotną rolę w poznaniu odgrywa rozum, formułujący hipotezy, jak i empiria, weryfikująca je.
Kolejnym ważnym odkryciem nowożytności była zmiana struktury rzeczywistości z jakościowej, na ilościową. Proces próby opisywania świata w ten sposób zaczął się już w średniowieczu, ale dopiero w odrodzeniu udało się go sfinalizować. I tak – dzięki takiemu podejściu – można było zacząć stosować matematykę do wyjaśniania świata. Matematykę, która jako pierwsza chyba uzyskała status nauki w pełnym tego słowa znaczeniu.
Taka ilościowa struktura świata, a także matematyczna możliwość jej tłumaczenia prowadziły do kolejnego wniosku, lub może propozycji ogólnego determinizmu, czyli założenia, że wszystko da się wyliczyć. Założenia, że mając wszelkie dane z chwili obecnej, i znając reguły rządzące światem, można by precyzyjnie przedstawić zarówno jego przeszłość, jak i przyszłość.
Konsekwencją zaś tak pojmowanego determinizmu był postulat, by całą rzeczywistość uznać za mechanicystyczną, czyli postępującą wedle ustalonych reguł. I zadaniem nauki byłoby w takim wypadku odkrycie tychże reguł. Dzięki nim i matematyce, jak to już zostało wspomniane, możliwe byłoby dokładne badanie świata.
Ostatnią ważną zmianą w nowożytnym poznawaniu świata stał się podział na tzw. jakości pierwotne (niezależne od podmiotu poznającego, mające charakter ilościowy) i jakości wtórne (nadawane rzeczom w zależności od osoby poznającej, posiadające charakter jako-ściowy). Takie rozgraniczenie pozwoliło na dostrzeżenie obiektywnej sfery świata, ale także jego subiektywnego zabarwienia.
W ramach podsumowywania zajęć poprzednich została jeszcze poruszona kwestia celu nauki. W pryzmacie kontrastu pomiędzy starożytnością i nowożytnością.
I tak, dla starożytnych – nauka miała zapewnić życie teoretyczne w przeciwstawieniu do życia praktycznego. Ale, do tego życia teoretycznego dochodziło się po swoistej hierarchii aktywności, od wegetacji, poprzez pracę, sztukę, działanie etyczne i polityczne, aż do życia teoretycznego, jako najwyższej formy działalności człowieka.
Natomiast w czasach nowożytnych, powiedzmy w czasach oświecenia, cele nauki zmieniają się nieco, nastawiając się na bardziej praktyczne wykorzystanie wiedzy. Bardziej cenione są umiejętności techniczne i tzw. wiedza „know how”. Ponadto utożsamia się wiedzę z władzą i mówi się, że wiedzę należy posiadać „na chwałę Pana i na użytek rodzaju ludzkiego”, a nawet, że: „mądry człowiek powinien wiedzieć, jak się rzeczy robi”. Rozumie się także, że nauka może służyć poprawie życia. Nie traktuje się jednak nauki pragmatycznie, jak np. w XIX wieku, kiedy to miarą nauki staje się wyłącznie jej techniczne zastosowanie. Daleko nauce nowożytnej, oświeceniowej, do późniejszego utylitaryzmu.
W oświeceniu odchodzi się od wiedzy opartej na autorytetach. Prowadzi się coraz więcej doświadczeń, wykorzystuje się do nich coraz więcej sprzętu. Sprzętu, który jednak nie jest przyczyną nowych odkryć, a najczęściej potwierdzeniem wcześniejszych, teoretycznych założeń.

2. streszczenie fragmentów Rozprawy o metodzie Kartezjusza

Na początku części pierwszej Kartezjusz przyjmuje założenie, że wszyscy ludzie są obdarzeni rozsądkiem w takim samym stopniu, a różnorodność ludzi polega na tym, że nie koniecznie dobrze się tym rozsądkiem posługują.
Dalej Kartezjusz pisze o tym, jak to w odpowiednim wieku rzuca studia i zaczyna podróże po różnych krajach. Podróże te mają na niego duży wpływ. W ich trakcie dochodzi do wniosku, że w różnych państwach istnieją różne prawdy kulturowe. Kartezjusz jednak poszukuje jednej prawdy. Ma świadomość tego, że wiedza książkowa nie przedstawia jakiejś wyjątkowej wartości, ale też wiedza pochodząca od ludzi, z tzw. ustnych przekazów też nie spełnia jego wymagań, aby była adekwatna do rzeczywistości. Mimo to Kartezjusz w tym okresie wydaje się bardziej cenić wiedzę praktyczną od teoretycznej.
Na swej drodze w poszukiwaniu wiedzy Kartezjusz dochodzi do przekonania, że cokolwiek jest tworzone przez jedną osobę, ma w sobie więcej doskonałości niż współtworzone przez wiele osób. Podaje przykłady miasta. Jest pewien, że to przekonanie może odnosić się też do wiedzy. Poznanie, wg niego, ma być jednorodne, preferuje samodzielność poznawczą – jest to tzw. wątek indywidualistyczny w filozofii kartezjańskiej. W ten sposób atakuje autorytety scholastyczne, gdyż to w głównej mierze właśnie na nich opierała się dotychczasowa wiedza.
Następnie Kartezjusz przedstawia cel swojej metody – zbadanie prawdy, osiągnięcie pewności. Sama zaś metoda przedstawia się następująco: Po pierwsze – nigdy nie przyjmować za prawdziwe żadnej rzeczy, zanim by ona nie została rozpoznana jako taka w sposób oczywisty; po drugie – dzielić każde z badanych zagadnień na tyle części ile by było potrzeba do jak najlepszego jego zbadania; po trzecie – prowadzić myśli w porządku, poczynając od przedmiotów najprostszych, wznosić się w poznaniu do tych bardziej złożonych; po czwarte wreszcie – czynić wyliczenia i przeglądy tak pełne, by być pewnym, że nic nie zostało pominięte.
Definiuje także Kartezjusz ideał poznania, mówiąc że najlepiej by było, gdyby zachowało ono wzorce z matematyki, czy logiki, by było tak pewne, jak te właśnie nauki. Twierdzi ponadto, że wszelkie obiektywne właściwości przyrody można przedstawić graficznie, a zatem da się przekształcić na wielkości matematyczne, i co za tym idzie, można je liczyć i jednocześnie poznawać. W ten sposób powstaje postulat jasnego i wyraźnego poznania przyrody, jako graficznego przedstawienia tychże jakości obiektywnych.
W tym momencie pojawia się w trakcie zajęć wątpliwość co do tłumaczenia tekstu. Odnosi się ona konkretnie do fragmentu: „Następnie zwróciłem uwagę na to, że aby te proporcje poznać, trzeba by niekiedy rozważać każdą z nich oddzielnie, a czasem tylko zapamiętać lub pojąć kilka na raz; pomyślałem tedy, iż, aby je lepiej rozpatrzyć pojedynczo, winienem przedstawić je sobie jako linie, nie znajdowałem bowiem nic prostszego oraz jaśniej przemawiającego do mej wyobraźni i zmysłów; lecz, aby je zapamiętać lub zrozumieć kilka naraz, należałoby je wytłumaczyć możliwie jak najkrócej przy pomocy paru cyfr; w ten spo-sób zapożyczyłbym to wszystko, co najlepsze z analizy geometrycznej i algebry i poprawiłbym wszelkie braki jednej przy pomocy drugiej.” Jednak wątpliwość ta nie zostaje rozwiązana. Streszczenie Rozprawy o metodzie trwa dalej.
Kartezjusz następnie poddaje wszystko w wątpienie. Wszystko, z wyłączeniem samego faktu wątpienia, a więc myślenia i, co za tym idzie, istnienia. Jest to wniosek płynący z za-sady: COGITO ERGO SUM. Na pytanie: „czym jestem?”, autor Rozprawy o metodzie odpowiada sobie, bytem psychicznym, mówi: „poznałem, że byłem bytem psychicznym, którego właściwością jest myślenie”. To prowadzi do stwierdzenia, że dusza jest substancją myślącą, niezależną od ciała.
Na koniec streszczenia przedstawiane są jeszcze kartezjańskie kryteria pewności, czyli jasność i wyraźność, i idee spełniające te kryteria, tj. idea Boga i idea Duszy.

3. dyskusja

Dyskusja zaczyna się od rozpatrzenia zdania przedstawionego już jako swoista myśl przewodnia zajęć, a więc: „do badania prawdy konieczna jest metoda”. Pojawiają się pytania, dlaczego użyto słowa „badania” i słowa „konieczna”.
Pierwszą próbą odpowiedzi, choć jeszcze nie do końca związaną z tematem, jest wyjaśnienie roli samej metody. Pada stwierdzenie, że niezależnie od rodzaju badania, przedmiotu badanego, metoda jest niezbędna, by w ogóle można było mówić o jakimkolwiek badaniu.
Dalej nasuwa się myśl: „czy w takim razie znajomość metody gwarantuje znajomość prawdy?” I następna: „czy ktoś, znając sąd prawdziwy, ale nie potrafiąc go dowieść, zna prawdę?” W odpowiedzi padają dwa stwierdzenia: „by znać prawdę nie trzeba jej badać, można przecież opierać się na czyichś sądach prawdziwych, jednakże taka znajomość nie może być nazwana wiedzą” i drugie: „sama metoda jest potrzebna do badania prawdy, nie zaś do jej posiadania”.
Kolejną kwestią jest zagadnienie: „czy można znać prawdę jeszcze przed jej poznaniem?” Nie zostaje ono jednak rozstrzygnięte. Zamiast tego pojawia się następująca interpretacja metody kartezjańskiej, mająca pomóc w uwyraźnianiu i rozjaśnianiu jakiegoś sądu:
- zawieszenie prawdziwości sądu
- badanie tegoż sądu
Z naciskiem na zawieszenie prawdziwości.
Następnie pojawia się pytanie, czy „to, co jasne i wyraźne musi być prawdziwe?” W odpowiedzi pada stwierdzenie, że prawda jest wtórna co do jasności i wyraźności i że poczu-cie oczywistości nie jest wcale kryterium prawdziwości, gdyż potrzeba jeszcze Boga, który odciskałby idee w umyśle, będą zarazem gwarantem ich prawdziwości. Bóg jest przecież dobry i „niezwodliwy”. Mówi się również, że idee mętne i niejasne pochodzą z niebytu.
Tu wychodzi na jaw kolejny problem w kartezjańskiej teorii poznania, a mianowicie problem „błędnego koła”. W skrócie zarzut ten można przedstawić następująco: „Istnieje Bóg, który wpaja człowiekowi kryteria jasności i wyraźności. Dalej człowiek odkrywa, że sam istnieje, odkrywa w sobie te kryteria i na ich podstawie stwierdza, że Bóg istnieje”. Zatem, człowiek sądzi, że doszedł do istnienia Boga dzięki posiadanym kryteriom jasności i wyraźności, a przecież te kryteria były mu uprzednio już dane przez Boga, postulując niejako Jego istnienie. Skoro Bóg jest tym, który daje człowiekowi wymienione kryteria, można powiedzieć, że jest potrzebny do istnienia innych rzeczy, jednak istnienie samego siebie człowiek stwierdza bez tychże (kryteriów). Wychodziłoby na to, że byt człowieka poznającego jest niezależny od Boga.
Innym problemem, który wyrasta w trakcie dyskusji jest kartezjańskie wątpienie. Skoro autor Rozprawy o metodzie, tak bardzo pragnie, budując swoją nową wiedzę, wątpić we wszystko, dlaczego nie zacznie wątpić w swoje wątpienie? Do wyjaśnienia tego zagadnienia przywołuje się koncepcje myśli Platona i samego Kartezjusza. Dla Platona, który pisze o tym w Teajtecie, myśli są jako gołębie w gołębniku, by się im przyjrzeć trzeba któregoś złapać. Dla Kartezjusza myśl jest albo gołębiem w ręku, a więc istniejącym, albo nie ma jej wcale. Nie może być więc mowy o wątpieniu w wątpienie. Jeżeli wątpię, to myślę, i to wąt-pienie jest czymś pewnym. Dla Kartezjusza MODI (czyli rozróżnienie na wyobrażenie, wspomnienie itp.) myśli jest oczywiste. Na dodatek, takie wątpienie w wątpienie można by nazwać „metawątpieniem”, a już od czasu Ockhama wiadomo, że: PLURALITAS NON EST PO-NENDA SINE NECCESITATE.
Kolejnym zagadnieniem, związanym nieco z poprzednim jest kartezjański sceptycyzm. Z jednej strony postuluje Kartezjusz wątpienie we wszystko, ale z drugiej strony wiele rzeczy ma już, z góry jakby, założonych, np. świadomość tego, czym jest samo wątpienie. I tak, np. w Zasadach filozofii jest właśnie zawarta niepisana idea wątpienia obecna w umyśle człowieka. Ponadto jest jeszcze kilka takich idei, zwanych idami prostymi, które muszą być ja-sne i wyraźne i przez to nie można ich definiować. Trzeba posiadać ich intuicję.
Jedną z końcowych już tez na zajęciach okazało się prowokacyjne stwierdzenie, że tak naprawdę kartezjańskie prawidła nie są niczym innym, jak powtórzeniem arystotelesowskiej metody naukowej, a więc 1) rozpoczynania poznania od aksjomatów; 2) dzielenia zagadnienia na potrzebną ilość części; 3) prowadzenia myśli w porządku (ideał racjonalizmu dedukcyjnego Arystotelesa); 4) czynienia wyliczeń (ideał wymierności).
W związku z podobieństwem prawideł do arystotelesowskiej metody, można zapytać się, gdzie w takim razie jest ten przełom w naukach nowożytnych. Czyżby była nim konieczność stosowania metody – nie, to przecież nic nowego. Może w takim razie założenie, że to metoda jest gwarantem rezultatu?
Ostatnim już punktem w dyskusji była kwestia, czy jest tylko jedna metoda dochodzenia do prawdy. Mimo, iż Kartezjusz tego wprost nie mówi, wydaje się, że tak właśnie myśli. Proponuje budowę systemu właśnie w oparciu o jego metodę, bo przecież szaleństwem mogłoby być, gdyby każdy wymyślał swoją własną. Można się jeszcze domyślać, że Kartezjusz swoją metodę wyprowadził z samoobserwacji umysłu. Musiał posiadać intuicję struktury umysłu.
Na koniec zajęć pojawił się jeszcze podsumowujący cytat: „Kartezjusz zastąpił podmiot ukonstytuowany przez praktyki ascetyczne podmiotem, który konstytuuje praktyki wiedzy”, oraz kwestia, do zastanowienia, związana z prowokacyjną tezę porównującą metodę Arystotelesa do prawideł Kartezjusza, „rola intuicji u Arystotelesa i Kartezjusza”, a także „stosunek matematyki filozoficznej do matematyki naukowej”.