Kalendarz

Wrzesień 2002
P W Ś C P S N
« sie   paź »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 65225
  • Dzisiaj wizyt: 5

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2002

Dwa zegarki

Znalazłem dwa zegarki. Jeden odliczał czas do przodu, a drugi do tyłu. Oba zaczęły to robić nadzwyczaj natarczywie dopiero od niedawna. Wcześniej nie przypominały o swojej obecności. Nieubłaganie pokazywały mi każdą sekundę, której, tak naprawdę, nie chciałem widzieć.
Nie pomogły prośby, by przestały.
Wyrzuciłem je! Teraz nie wiem ile to już czasu minęło.

Dzień na Mazurach

Jeden dzień wakacji spędziłem na Mazurach. Żeby się tam dostać z Łodzi potrzebowałem ok. pięciu, może siedmiu godzin. Tyle samo zajmował powrót, w związku z tym, na samych Mazurach spędziłem może ze cztery, na pewno nie więcej, godziny.
Najpierw Augustów. Stolica tamtego rejonu. Miasto z rynkiem, i kanałem. Tyle zapamiętałem… Jednak najważniejsze jest chyba to, że właśnie tam znajduje się ostatni relikt PRL-owskiego sposobu wypoczywania. Dom Wczasowy Albatros. Z zewnątrz wyglądał wyśmienicie. W ogóle, bez wyrazu. Kwadratowy, typowy. Odrapane ściany, dreniane nieodmalowane okna. I to, co najbardziej rzuca się w oczy. Tandetne napisy. Mnie to zachwyciło. Przez moment można było się poczuć, jak w roku 75, czy gdzieś w tamtych okolicach. Można było wyobraźić sobie ówczesnych wczasowiczów, ich pomysły na spędzanie czasu. Młodzież zmierzającą na dyskotekę, czy lepiej – dancing.
Poza Augustowem odwiedziłem jeszcze Grajewo. Miasteczko, gdzie jest jedno wielkie skrzyżowanie. Domyślam się, że to własnie musi być punkt kontaktowy, że własnie tam musi umawiać się młodzież, i właśnie stamtąd wyrusza pewnie co wieczór na podbój kolejnej nocy.
Do Łodzi wracałem przez Warszawę, do której ostatnio coraz częściej zaglądam. Wberw wszystkim – lubię to miasto. Ale o tym napiszę kiedyś.

Jedwabne

Jedwabne jest małym miasteczkiem. Myślę, że żeby przejść z jednego jego końca na drugi wystarczy około 10 – 15 minut. Jak każde tego typu miasteczko, ma rynek, kościół – nic nadzwyczajnego. Jedyne, co tak na pierwszy rzut oka może wyróżniać je spośród setek jemu podobnych, to ogromna ilość (proporcjonalnie do wielkości miasteczka) dróg wyjazdowych. Jest ich cała masa i są bardzo słabo oznakowane. Z miasteczka można wyjechać praktycznie w każdą stronę świata.
Oczywiście Jedwabne znane jest przede wszystkim z cmentarza żydowskiego, a właściwie dwóch cmentarzy. Jednego starego, i jednego nowego, wybudowanego niedawno. Zarówno jeden jak i drugi cmentarz nie odznaczają się niczym szczególnym. Po prostu, kawałek terenu ogrodzony kamiennym murem, a w środku kamień upamiętniający wydarzenia z 10 (chyba) lipca 1941 roku.
Na obu pomnikach, jeśli można te kamienie tak nazwać, jest położona cała sterta małych kamyczków. Mówi się, że to tradycja, by zamiast kupować znicz, czy kwiat ku pamięci swoich zmarłych, Żydi pieniądze, które mieliby przeznaczyć na ten cel dają na budowę Synagóg, a wzamian kładą kamyczki. Bardzo możliwe, że taka jest prawda. Nie jestem znawcą kultury żydowskiej. Nie pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że przy drodze do tych cmentarzy można zobaczyć całkiem pokaźny stos kamyczków, które wydają się tam leżeń nieprzypadkowo. Aż się chce pomyśleć, że ktoś specjalnie je tam wysypał, żeby nie trzeba było daleko szukać, jeśli chciałoby się upamiętnić ludzi tam pochowanych. I tak dobrze, że nie sprzedaje się tam takich kamyczków w sklepach, czy kioskach ruchu.